Małgorzata Bartnicka z Kazimierzowa (gm. Elbląg) nie myślała o strachu, gdy biegła przez pola na ratunek cielakom. — Zaalarmowały mnie moje psy podwórkowe. Gdy zaczęły wściekle ujadać, od razu wiedziałam, że dzieje się coś złego. Z daleka zobaczyłam, że obce psy atakują moje cielaki.
Dobiegłam w ostatniej chwili. Gdyby pies dobrał się do tętnicy, byłoby po Mysi. Jeden z psów ciągnął już ją za pysk... — opowiada pani Małgorzata. Kobieta, wymachując rękoma, krzykiem próbowała odegnać atakujące psy. — Najpierw krążyły one wokół, jak wilki. Ale wreszcie odbiegły. Zagnałam wszystkie cielaki i jałówki do obory. Bałam się, że psy wrócą. — Nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!