Reklama

Bezpańskie psy grasują po wsi

02/09/2010 09:34

Małgorzata Bartnicka z Kazimierzowa (gm. Elbląg) nie myślała o strachu, gdy biegła przez pola na ratunek cielakom. 
— Zaalarmowały mnie moje psy podwórkowe. Gdy zaczęły wściekle ujadać, od razu wiedziałam, że dzieje się coś złego. Z daleka zobaczyłam, że obce psy atakują moje cielaki.

Dobiegłam w ostatniej chwili. Gdyby pies dobrał się do tętnicy, byłoby po Mysi. Jeden z psów ciągnął już ją za pysk... — opowiada pani Małgorzata.


 Kobieta, wymachując rękoma, krzykiem próbowała odegnać atakujące psy.
— Najpierw krążyły one wokół, jak wilki. Ale wreszcie odbiegły. Zagnałam wszystkie cielaki i jałówki do obory. Bałam się, że psy wrócą.
— Nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy.

Zadzwoniłam na policję, dostałam numer do zarządzania kryzysowego, ale tam usłyszałam, że to żaden kryzys... Ale gdy znowu zadzwoniłam na policję, usłyszałam już, że moja sprawa została przekazana dzielnicowemu. Ale dzielnicowy do tej pory się do mnie nie zgłosił. 

W poniedziałek, pani Małgorzata poszła szukać pomocy w urzędzie.
— Chciałam, żeby ktoś te psy złapał.

Od soboty dziesięć jałówek i cielaków, w tym cztery całkiem malutkie, stoją w oborze. Pogoda jest piękna, trawa zielone, a one muszą się męczyć pod dachem. Dla mnie to też utrudnienie, bo muszę je karmić — mówi Małgorzata Bartnicka.
 Pani Małgorzata podkreśla, że urzędniczka z gminy naprawdę starała się jej pomóc.
— Ale co z tego, skoro we wszystkich okolicznych schroniskach nie mogła dla wałęsających się psów znaleźć miejsca? — retorycznie pyta pani Małgorzata. 
Oba psy wróciły w niedzielę wieczorem. 


— Tym razem kręciły się tylko po podwórku. Było mi ich nawet żal. Jeden to chyba zerwał się z łańcucha, bo wciąż jego kawałek zwisał mu z szyi. One nie wyglądały na bezdomne, tylko na głodne. I, podejrzewam - z głodu napadły na moje cielaki. Nie mogłam ich przygarnąć, bo mam już trzy swoje. Tym razem, bez problemu przegoniłam je z podwórka.




Hanna Nowicka z Urzędu Gminy Elbląg potwierdza: starała się znaleźć dwa wolne miejsca w jakimś schronisku.
— Ale bezskutecznie. Wszystkie są przepełnione, i elbląskie, i tczewskie. Jak na zbawienie czekamy na schronisko, które Animalsi mają wybudować już w przyszłym roku pod Pasłękiem. Wtedy nie będziemy już bezradni w takich sytuacjach, jaka miała miejsce w Kazimierzowie — mówi Hanna Nowicka.


Urzędniczka podkreśla, że mieszkańcy gminy znają swoje psy i jeżeli któryś się urwie z łańcucha, albo ucieknie, wiedzą, do kogo należy.
— Tych psów nikt nie znał, dlatego podejrzewamy, że przybiegły do nas z Elbląga. I do Elbląga wróciły — poinformowała w środę Hanna Nowicka.
— Córka widziała je na ul. Warszawskiej — przyznaje pani Małgorzata. — One są raz tu, raz tu. Teraz to już jest sprawa wiejsko - miejska — próbuje żartować pani Małgorzata, chociaż nie jest jej do śmiechu.




W środę młode krówki wciąż jeszcze były "uwięzione" w oborze.
— Ale chyba je wypuszczę — mówiła ich właścicielka. — Już przez dwa dni nie widziałam psów, które napadły na moje cielaki. Ale wciąż się będę bała...
— Skoro psy biegają po mieście, a wiem, że widziano je koło czołgu w Elblągu, to ich złapaniem powinno się zająć elbląskie schronisko. Już je o to prosiliśmy — mówi Zenon Tucholski, zastępca wójta gminy Elbląg. 


Jest tylko jeden kłopot. Pracownicy schroniska nie mogą szukać wiatru w polu. 
— Nie wiemy, gdzie teraz są te psy — przyznaje wicewójt. — Tylko przypadek może pomóc w ich ujęciu. Mam nadzieję, że od lata przyszłego roku, kiedy zacznie działać schronisko pod Pasłękiem, takich kłopotów nasi mieszkańcy już nie będą mieli. 



Grażyna Gosk


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama