Reklama

Było dużo ładnych dziewczyn. Nie spodziewałam się zwycięstwa

25/03/2011 20:35

Wszystkie ciężko pracowałyśmy. Wybory miss były naszym wspólnym sukcesem, niezależnie od tego, która wygrała - mówi Kamila Kościuch, która wygrała wybory Miss Ziemi Elbląskiej 2011.

Pierwszy raz wzięła udział w konkursie piękności i od razu zyskała uznanie jurorów i publiczności. Ale nie jest to jej pierwszy sukces, bo chociaż ma dopiero 20 lat, na swoim koncie ma już kilka osiągnięć. Między innymi zdążyła poznać światowe stolice mody. Jej recepta na sukces to dobra zabawa i luz. O przygotowaniach do wyborów miss oraz o świecie modelingu rozmawiamy z Kamilą Kościuch, Miss Ziemi Elbląskiej 2011.

— Czy zdążyła Pani ochłonąć po tym spektakularnym sukcesie?
— Chyba tak. Wróciłam do normalności. Nie wiem jeszcze, co dalej czeka mnie w związku z tym, że zostałam miss. Dopiero zdążyłam odpocząć i nawet się nie kontaktowałam z Liderem. Na pewno będą ćwierćfinały Miss Polski, ale najprawdopodobniej dopiero w lipcu.

— Jak oceniała Pani swoje szanse w tegorocznych wyborach?
— Na pewno nie byłam pewna tego, że wygram, ponieważ było bardzo dużo ładnych dziewczyn. Jak obserwowałam konkursy w ubiegłych latach, to miałam swoje faworytki. Teraz do ostatniego momentu nie spodziewałam się zwycięstwa.

— Czy to było duże zaskoczenie?
— Tak. Miałam też takie podejrzenia, że jury może mieć swoją faworytkę upatrzoną od samego początku. I nieważne, jak będę się starała, to i tak się nie uda.

— Co trzeba zrobić, aby dać się zauważyć jurorom?
— Ważne jest to, aby ładnie chodzić i się uśmiechać, nie przesadzać z pozami. Wszystko ma być naturalne, żeby jury widziało, że dobrze się bawię i że sprawia mi to przyjemność.

— Stratowała Pani również w Elite Model Look.
— Tak. Wystartowałam w 2005 roku. Miałam wtedy 14 lat. Namówiła mnie mama. Wtedy jeszcze nie byłam do końca świadoma swojego wyglądu, więc nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać, ale wygrałam etap w Elblągu i przez tydzień byłam na zgrupowaniu w Warszawie. Najbardziej podobało mi się to, że poznałam nowe koleżanki. Znalazłam się w szóstce najlepszych dziewczyn w ogólnopolskim etapie. Później przez dwa lata pracowałam jako modelka. Byłam w Paryżu i Mediolanie. Jednak wtedy to było za ciężkie dla mnie. Dużo czasu spędzałam w Warszawie i jeszcze tam czułam się dobrze, bo miałam grono przyjaciół, jednak za granicą musiałam liczyć tylko na siebie.

— Dlaczego zrezygnowała Pani z pracy modelki?
— Nie czułam się dobrze w tym świecie. Szczególnie ten wyjazd do Mediolanu był trudny. Byłam tam sama i nie czułam się dobrze w klimacie ciągłego oceniania, dużej elegancji i dużych pieniędzy. Tutaj czuję się bezpieczniej.

— Jakimi prawami rządzi się świat modelingu?
— W Warszawie wygląda to tak, że przyjeżdżają dziewczyny z całej Polski, mieszkają w jednym miejscu, chodzą na castingi. A za granicą każda jest skazana na siebie, bo po pierwsze nie ma towarzystwa, po drugie jest obcy język i cały czas jest nieustanna presja. Poza tym tam mają inne podejście do urody dziewczyny. W Polsce, w agencji dla modelek, są typowe fotomodelki, więc można spełnić wymagania, jeśli chodzi o figurę czy twarz, natomiast jak się pojedzie za granicę, to trzeba wyglądać perfekcyjnie, co oznacza bardzo chudo. Jak miałam 15 lat, to to nie było dla mnie problemem, bo miałam dziewczęcą urodę, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie tego. Już teraz nie mieszczę się w normach.

— Czym różnią się wybory miss od castingów na modelkę?
— Przede wszystkim inaczej podchodzi się do wyglądu dziewczyn i do ich osobowości. W świecie mody na takich zwykłych castingach patrzy się tylko na wygląd, a dopiero jeśli modelka ma sukcesy na swoim koncie, to ważny jest jej charakter. Natomiast w konkursie na miss ocenia się całokształt.

— Co Panią skłoniło do tego, aby wziąć udział w wyborach miss?
— Od zawsze chodziło mi to po głowie i postanowiłam spróbować. Miałam możliwość pokazania siebie, a nie tylko swojego wyglądu. I uważam, że warto było wystartować w tegorocznych wyborach miss.

— Nauczyła się Pani czegoś, przygotowując się do wyborów miss?
— Przede wszystkim musiałam sobie wiele rzeczy przypomnieć, jak chodzenie w butach na obcasie. Choreografie były taneczne i to było dla mnie coś nowego.

— Czy dało się wyczuć rywalizację?
— Nie odczułam czegoś takiego. Była miła atmosfera. Wszystkie ciężko pracowałyśmy. Wybory miss były naszym wspólnym sukcesem, niezależnie od tego, która wygrała.

— Plany na przyszłość?
— Na razie nie są związane ze światem mody, ale może się coś zmieni. Teraz uczę się w szkole wizażu i stylizacji, i z tym wiążę swoją przyszłość.
Aneta Puzdrowska

[gallery=4]12453[/gallery]

Wybory Miss Ziemi Elbląskiej 2011
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=GZXV0O9DB4Y[/youtube]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama