Reklama

Ciągle wierzą, że pewnego dnia Asia się do nich uśmiechnie

23/12/2010 12:35



Asia Grzelak była piękną, energiczną kobietą. Brała udział w rajdach samochodowych. Zajmowała czołowe miejsca. W jednej chwili jej życie zmieniło się w koszmar. Po wypadku, przykuta do łóżka, potrafi porozumiewać się z bliskimi tylko mrugając oczami. Rodzice wciąż wierzą, że ich córka odzyska zdrowie.



— Asia sprzedawała samochody w Elblągu, Gdyni, Warszawie — opowiada Edward Grzelak, ojciec Joanny, elblążanin —To był jej konik. Była bardzo dobrym kierowcą. 
Asia Grzelak skończyła Liceum Ekonomiczne w Elblągu. Znalazła dobrą pracę. Założyła rodzinę. Urodziła córeczkę Julię. Brała udział nie tylko w rajdach samochodowych, uprawiała jazdę konną, biegi przełajowe, strzelała z broni pneumatycznej. 
Miała 35 lat, gdy zdarzył się ten straszny dla niej wypadek. To był czerwcowy piątek 2007 roku.


— Musiało to być ogromne uderzenie. Samochód córki przeleciał na drugą stronę ulicy i spadł na chodnik — opowiada Edward Grzelak. — Asia w stanie bardzo ciężkim została przewieziona do szpitala wojewódzkiego na OIOM. Lekarze nie dawali nadziei, że będzie żyła. 



Początkowo była w śpiączce.


— Robiłem wszystko, żeby pomóc mojej córce. Szukałem różnych możliwości, pomimo tego, że lekarze mówili, że nic już się nie da zrobić — opowiada Edward Grzelak. — Gdzieś, od kogoś dowiedziałem się o Zakładzie Opiekuńczo - Leczniczym Fundacji Światło w Toruniu. Zatelefonowałem. Było akurat wolne miejsce, bo zwykle trzeba czekać na przyjęcie. Zawieźliśmy tam córkę.



Po wypadku życie państwa Grzelaków zmieniło się zupełnie. Zaczęło się kręcić tylko wokół ich córki Joanny. Żona pana Edwarda przeniosła się do Torunia. Wynajęła tam pokój. On jeździ co drugi weekend. Trwają przy swojej córce, podczas, gdy liczni znajomi opuścili ją. 
— Czasem tylko dwie czy trzy koleżanki zadzwonią do Asi — opowiada pan Edward. — Gdy była zdrowa telefony do niej urywały się. Co chwilę ktoś dzwonił. 



— Na początku mieliśmy oszczędności, ale się skończyły. Później wzięliśmy kredyt. I te pieniądze się skończyły, zostały raty do spłacenia — opowiada Edward Grzelak. — Za pobyt córki w zakładzie rehabilitacyjnym płacimy 1200 zł, a jej renta wynosi niecałe 800 zł, za wynajęty pokój w Toruniu — 250 zł. Za ten pokój płacimy zwykle na początku miesiąca. W grudniu jeszcze nie zapłaciliśmy, nie mamy z czego. W miniony weekend miałem jechać do Torunia, do córki. Nie pojechałem, bo nie miałem za co.


— Mówimy do niej, a ona patrzy uważnie i słucha — opowiada pan Edward. — Przekazujemy pozdrowienia od jej znajomych i pytamy, czy ona ich pamięta. Asia przytakuje. Gdy na dworze jest ciepło, sadzamy ją do wózka inwalidzkiego i wychodzimy do miasta. Chcielibyśmy, żeby były lepsze postępy w jej rehabilitacji. Gdzieś w świecie mają lepsze sposoby. Byłem na konferencji w Toruniu, gdzie zjechali się lekarze specjaliści z różnych zagranicznych ośrodków. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o stanach zdrowia podobnych do tego, w jakim znajduje się obecnie moja córka. Asia jest teraz w stanie wegetatywnym, tak nazywają to lekarze. 




Święta Bożego Narodzenia państwo Grzelakowie spędzą razem z córką. 
— Na święta wybieram się do Torunia, tylko nie mam za co jechać — mówi Edward Grzelak. — Muszę jednak tam jechać. Pożyczę pieniądze. Posiedzimy z żoną przy córce, zaśpiewamy kolędy. Pokarm córka przyjmuje przez rurkę, prosto do żołądka. Można jej podać trochę jedzenia do ust, żeby poćwiczyła przełykanie. Później pójdziemy do wynajętego pokoju.



— Gdyby ktoś zechciał pomóc nam finansowo, prosimy o wpłaty na podane konto fundacji — mówi Edward Grzelak. 
Fundacja im. L. Podkańskiego, ul. Roztocze 4, 20 - 722 Lublin. 
BRE BANK S.A. O/Lublin, nr rachunku 56114010940000583131001003, z dopiskiem dla Asi Grzelak.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama