Reklama


Czytelniczka: po długim czekaniu na karetkę
 mama umiera ojcu na rękach

11/10/2010 13:46

—
Piszę do Państwa, gdyż jestem zdruzgotana naszą policją i pogotowiem. Ile można czekać o północy na pogotowie w Elblągu? Niestety po długim oczekiwaniu na karetkę mama umiera ojcu na rękach — pisze Czytelniczka.

Piszę do Państwa, gdyż jestem zdruzgotana naszą policją i pogotowiem. Jest prawie północ. Moja mama zaczęła mieć problem z oddychaniem, więc wzywamy pogotowie - nie mamy w domu telefonu stacjonarnego zatem dzwonię z komórki na nr 112. Po długim oczekiwaniu zgłasza się policja. „Dzwonię na pogotowie” - stwierdzam, a policjant informuje mnie, że numer na pogotowie się nie zmienia i jest ten sam, czyli 999, jednak on mnie przełączy. Poczułam się tak jakbym przeszkodziła policjantowi we śnie, czy coś w tym stylu. Policjant łączy mnie z pogotowiem.

Ze łzami w oczach ledwo mówię, że mama leży i ma problem z oddychaniem, na to pani z centrali kilkakrotnie o to samo mnie pyta, a ja już siły nie miałam, żeby odpowiadać. W końcu brat zdenerwowany woła "może jeszcze dłużej niech się pani pyta, i niech pani w końcu przyśle tę karetkę", a pani z centrali oburzona, żeby ten pan jej nie ubliżał, bo ona to wszystko słyszy - czego nie uczynił, żadnej obelgi nie było.

Ile można czekać o północy na pogotowie w Elblągu? Myślałam, że karetki jadą ze szpitala miejskiego, ale ktoś mnie uświadomił, że z ulicy Bema. To tym bardziej sytuacja jest absurdalna. Na Zatorze (tam mieszka Czytelniczka) z ulicy Bema zeszło 30 min!!!!!!! Możliwe? Tak właśnie było!

Następnie ratownicy (sanitariusze) i lekarz wysiadają z karetki. Przed blokiem czekała na nich siostra i zadają pytanie „mamy iść czy biec”? Na co siostra, że oczywiście mają biec. Dla mnie to chore pytanie!!!!!!

Niestety, po długim oczekiwaniu na karetkę mama umiera ojcu na rękach. Ekipa karetki wyprasza nas z pokoju i zaczynają reanimować mamę. Trwa to dość długo, siedzimy z siostrą pod drzwiami pokoju, tak żeby być bliżej mamy i słyszymy rozmowę ratowników i pani doktor która mówi: „no może gdybym miała większe doświadczenie to może udałoby się coś jeszcze zrobić”. Zaznaczam, że pani doktor była bardzo młoda. Po tym co usłyszałam straciłam wiarę w pogotowie jak i policję. Wiadomo jak to się skończyło: „niestety, nie udało nam się uratować chorej”. 





Elblążanka 


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama