Reklama

Czytelniczka: stadnina Rzeczna sprzedała mi chorą klacz

11/11/2010 14:21

— Gdybym kupiła tego konia na jakimś bazarze, ale to się w głowie nie mieści, że takie rzeczy może robić państwowa stadnina koni — denerwuje się Karolina Zagrodzka z Nowakowa.
— Ten koń w Stadninie Koni „Rzeczna” nie uległ wypadkowi — zapewnia prezes Zbyszko Zieliński.




Pani Karolina ma niewielką stadninę w Nowakowie. W lutym kupiła dwa konie od stadniny w Rzecznej — w tym pięcioletnią Bell. Krótko po tym z klaczą zaczęły się problemy.




— Klacz zaczęła ślepnąć już miesiąc po zakupie — opowiada Karolina Zagrodzka. — Gdy zeszła jej sierść zimowa, okazało się że ma na szyi blizny. Zaczęły się problemy z kulawieniem. Klacz nie mogła chodzić pod siodłem, po trzech dniach pod siodłem dwa tygodnie stała.
Kobieta jest przekonana, że koń musiał ulec jakiemuś wypadkowi.
— Prawdopodobnie upadł w trakcie werkowania (czyszczenia kopyt-red.) — mówi. — W wyniku tego urazu zaczęła się odklejać siatkówka w oczach Bell. Musiało też coś chrupnąć w kręgosłupie, bo konik ma nierówne biodra.

 


Prezes zapewnia, że Bell w Stadninie Koni „Rzeczna” nie uległa wypadkowi, ale jak zatem wytłumaczyć nagłe pogorszenie się stanu zdrowia klaczy?


— Logicznie należy zakładać, iż jeśli koń był przez doświadczonego nabywcę systematycznie „jeżdżony”, trenowany, to zapewne gdyby był chory lub kontuzjowany, albo po wypadku, dostrzeżono by to niezwłocznie, a nie po kilku miesiącach — stwierdza Zbyszko Zieliński. — W pierwszej kolejności należałoby ustalić kto i jak konia prowadził, czy nie był nadmiernie forsowany, a mając rzetelną i zweryfikowaną wiedzę w tym zakresie należałoby zwrócić się o opinię do specjalisty - lekarza weterynarii.




Pani Karolina zapewnia, że koń nie był zbytnio wyeksploatowany.
— Nawet nie było takiej możliwości, bo po 20 min. w siodle, koń miał na drugi dzień spuchnięte nogi — mówi.
Koń miał służyć do celów zarobkowych — teraz właścicielom przynosi jedynie koszty związane leczeniem.
— Uśpić jej nie uśpię, chociaż przerażają mnie koszty leczenia. Może ktoś chciałby nam pomóc w utrzymaniu i leczeniu Bell — apeluje Karolina Zagrodzka.


O pomoc w zdiagnozowaniu przyczyn stanu zdrowia Bell, pani Karolina zwracała się kilkakrotnie do SK Rzeczna — ale jej odmówiono.
— Wiem, że nabywczyni z mężem kupowali konie dla celów czysto gospodarczych - w celu przeszkolenia, treningu i dalszej odsprzedaży konia ujeżdżonego, a więc bardziej wartościowego — tłumaczy Zbyszko Zieliński. — Prowadzenie każdej działalności wiąże się z ryzykiem. Jeśli szkolenie będzie przebiegało niewłaściwe, zbyt forsownie, zwiększa się stopień narażenia konia na uszczerbek na zdrowiu.


Zdaniem prezesa Rzecznej wszelkie stany patologiczne (wywołane chorobami lub kontuzjami) niewątpliwie wymagają zdiagnozowania, ale jest to problem przed wszystkim właściciela, który sam powinien poczynić odpowiednie starania w tym zakresie na własny koszt. 
— Nie znajduję uzasadnienia, aby po 3 miesiącach użytkowania konia przez nabywcę zlecać badania konia na koszt Stadniny — stwierdzi. — Każdy podmiot winien ponosić i ryzyko, i koszty własnej działalności, a oczekiwania, by te koszty przerzucić na inną osobę są nieusprawiedliwione.


Pani Karolina zapowiada, że sprawiedliwości w tej sprawie będzie szukać przed sądem.


Rafał Maliszewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama