Reklama

Czytelnik: gmina dała mi mieszkanie bez prądu, wody i kanalizacji. Jak mam w nim żyć?

02/07/2010 10:27

Mieszkanie, które otrzymałem od gminy nie ma prądu, wody ani kanalizacji – skarży się Marcin Brynda z Kępin Wielkich (gm. Elbląg). – Jak mam tam mieszkać z żoną i dwójką małych dzieci? Płacę od dwóch i pół roku czynsz, ale mieszkanie stoi puste. Teraz gnieździmy się na strychu, na dwudziestu pięciu metrach kwadratowych. 



Marcin Brynda z Kępin Wielkich z żoną i dwójką dzieci mieszka z dwoma braćmi, też z rodzinami.
— Razem jest nas dziesięć osób. Mieliśmy do dyspozycji dwa małe pokoje, dwie kuchnie – mówi Brynda. — Musieliśmy więc zaadaptować strych i piwnicę, ale nadal miejsca dla trzech rodzin jest za mało. Moja rodzina mieszka teraz na strychu, na 25 m kw. 
Gdy zmarł najemca mieszkania w tej samej wsi, Marcin Brynda złożył podanie w gminie o wynajem wolnego lokalu.


— Wiedziałem, że mieszkanie nie nadaje się do użytku, ale wiele rzeczy mogę zrobić sam, więc się zdecydowałem — argumentuje Brynda. — Pani wójt obiecała, że pomoże mi w doprowadzeniu mieszkania do stanu, by można było w nim żyć. 


Marcin Brynda pamiętał o obietnicach pomocy i napisał dwa podania do gminy z prośbą o naprawę instalacji elektrycznej, która nie nadawała się do użytku.
 — Nie otrzymałem na żadne z nich odpowiedzi. Czekam na jedną z nich ponad rok. W lutym ponowiłem prośbę i też nic — mówi Brynda. — Była wprawdzie urzędniczka z gminy, ale żona usłyszała od niej, że nie będzie pieniędzy na naprawę.


Marcin Brynda podkreśla, iż nie czeka bezczynnie na pomoc gminy.
— Wymieniłem dwa okna i wyremontowałem podłogi — mówi. — To wszystko kosztuje, a nie wiem, czy tam zamieszkam. W studni jest woda tak czerwona, że strach ją pić. Wykopanie nowej studni to około 7 tysięcy złotych. Budowa szamba to też sporo pieniędzy. Gmina ma przecież obowiązek doprowadzenia wody i kanalizacji.


Zapytaliśmy Genowefę Kwoczek, wójta gminy Elbląg o wyjaśnienie sprawy rodziny Bryndów.
 — Wynajęliśmy jej mieszkanie w grudniu 2008 roku — potwierdza. — Nie ma ono prądu, wody i kanalizacji. Pan Brynda wiedział o tym, ale bardzo chciał je wynająć. Obiecywał, że będzie mieszkanie remontował.
 Pani wójt zapytana, dlaczego nie było odpowiedzi na pisma odpowiada, że po ich otrzymaniu urzędniczka rozmawiała z żoną pana Bryndy.


— Przekazała jej, by mąż skontaktował się z nią, by ustalić termin obejrzenia instalacji na miejscu. Wtedy dopiero można będzie ustalić koszt jej naprawy — mówi Genowefa Kwoczek. — Urzędniczka nie mogła powiedzieć, że nie ma na ten cel pieniędzy, skoro nie było wiadomo, jaki kosztowny jest remont.

 Wody nie będzie
Pani wójt uważa, że Marcin Brynda zamiast szukać pomocy w redakcji „Dziennika Elbląskiego” powinien zgłosić się do gminy.


— Gdyby przyszedł od razu, sprawa byłaby już załatwiona — mówi Genowefa Kwoczek. — Czekamy na pana Bryndę. Sprawdzimy, jak wygląda instalacja. Wtedy ocenimy koszt jej naprawy i ustalimy kiedy remont będzie przeprowadzony. Natomiast nie mogę obiecać doprowadzenia wody do pojedynczego domu, bardzo oddalonego od ujęcia wody. Najpierw mamy obowiązek dostarczyć ją tam, gdzie mieszka dużo ludzi. Podobnie jest z kanalizacją.
Zapytaliśmy jak wygląda sprawa funduszy remontowych.
— Prawie nie istnieją, bo czynsze są niskie. Pan Brynda płaci 35 zł miesięcznie — mówi Genowefa Kwoczek. — Nie możemy ich podwyższać, bo ludzie nie będą płacili. I tak zalegają z czynszem. Pan Brynda też. Jak w tej sytuacji możemy mówić o jakimkolwiek remoncie?


gw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama