Reklama

Danuta Łanik: Rodziną zastępczą nie zostaje się z marszu

14/10/2012 14:21

Od dwunastu lat tworzy rodzinę dzieciom, które z różnych powodów nie mogą być ze swoimi biologicznymi rodzicami. W tym czasie przez jej dom przewinęło się czterdzieścioro dzieci w różnych wieku. — Nie boję się trudnych wyzwań — mówi o sobie Danuta Łanik z Elbląga.

Pierwsze dziecko trafiło do domu państwa Łaników 12 lat temu. Od tamtej pory przewinęło się ich czterdzieścioro. Były w różnym wieku. Początkowo najmłodsze, do dwóch lat. Łanikowie opiekowali się nimi do momentu, kiedy zostały adoptowane.

— 12 lat temu trafiały do nas niemowlęta, których matki zrzekły się do nich praw — tłumaczy Danuta Łanik. — Obecnie dzieci najczęściej odbierane są rodzicom niewydolnym, którzy nie są w stanie sprawować opieki. A rodzina zastępcza powinna działać na rzecz powrotu dziecka do biologicznych rodziców.

Alan jest klasycznym tego przykładem. Jego biologiczna matka, około 40-letnia kobieta, ma problem z alkoholem. Jej najstarsza, 21-letnia córka przebywa za granicą. Alanem nie miał się kto zaopiekować. Chłopczyk trafił najpierw do szpitala, a następnie do państwa Łaników. 
Pani Danuta ma obecnie status zawodowej rodziny zastępczej. Jej mąż, rencista, buduje obecnie dom na wsi. Po południu, gdy wróci z budowy, pomaga żonie przy dziecku lub dzieciach.

Alan trafił do nich nagle. Bez zapowiedzi. Opiekowali się już wówczas dwójką dzieci w wieku szkolnym.

— Alan zachowywał się jak dziecko, które straciło dom, straciło wszystko co zna — wspomina pani Danuta. — Zamykał się w sobie, mrużył oczy, tak jakby chciał dać do zrozumienia: "mnie tu nie ma". 
Teraz biega wesoły po pokoju. Pani Danuta ukroiła kromkę chleba, posmarowała ją masłem i przekroiła na pół. Alan rozpromienił się, wyciągnął rączki, wziął chleb i zaczął jeść go z apetytem. Nie odmówił też jogurtu.

— Alan nie lubi pić z butelki, lubi natomiast chlebek — opowiada Danuta Łanik. — Lubi też winogrona z naszego ogrodu. Chłopcu smakują też banany. Nie chce natomiast mięsa, jajek, więc mu je miksuję i wtedy daję do jedzenia. Krok po kroku odkrywam, co on lubi, a czego nie lubi. Nie narzucam mu, tylko go obserwuję. Trzeba podążać za dzieckiem, a nie wprowadzać swoje myślenie. Bo ja wychowałam troje swoich dzieci. To dziecko ma już swoją historię i trzeba ją w łagodny sposób wyprostować.

Danuta Łanik wprowadza harmonię w życiu Alana. Dba o to, żeby dzień miał swój rytm, żeby wszystko było powtarzalne. To daje poczucie bezpieczeństwa. 
— Początkowo Alan zasypiał na stojąco, nie akceptował spania w łóżeczku. Musieliśmy go do tego przyzwyczaić — opowiada pani Danuta. — Teraz, gdy on biega, bawi się, to my z mężem zamiast oglądać telewizję, patrzymy na niego. Mnie dzieci nie męczą. Ja jestem chora, gdy ich nie ma.

Biologiczna matka Alana odwiedza swojego synka. Jest szansa, że chłopczyk wróci do niej. Najpierw jednak kobieta musi uporządkować swoje życie. Nad wszystkim czuwa sąd, który zadecyduje jak potoczy się los tego dziecka. — Alanowi potrzebna jest trzeźwa matka — podkreśla Danuta Łanik.

Przez rodzinę zastępczą pani Danuty w ciągu dwunastu lat przewinęło się 40 dzieci.

— Przez te 12 lat zdobyłam dużą wiedzę. Nie boję się trudnych wyzwań — mówi Danuta Łanik. — Niedawno miałam chłopca o cechach autystycznych. Dużą pomoc otrzymałam w przedszkolu przy ul. Polnej i w przychodni pedagogicznej przy ul. Kosynierów Gdyńskich. W błyskawicznym tempie zdiagnozowano to dziecko. Obserwowałam jak szybko pozbywa się ono części swoich zaburzeń. Obecnie mały przebywa u swojej mamy. Po raz pierwszy dowiedziałam się, co to jest mieć dziecko niepełnosprawne. Mąż wygłuszył ścianę kocami i styropianem, bo autystyczny chłopiec pukał w tę ścianę w nocy, płakał. Sąsiedzi plotkowali, że dziecko tak płacze, bo ja je chyba biję. To mnie bardzo dotknęło.

Teraz ludzie, po wydarzeniach z Pucka, gdzie rodzice zastępczy usłyszeli zarzuty pobicia ze skutkiem śmiertelnym i zabójstwa 5-letniej Klaudii i jej 3-letniego brata, są jeszcze bardziej podejrzliwi. Wzmocniono także nadzór na rodzinami zastępczymi. 

— Koordynatorka ma teraz prawo odwiedzić nas bez uprzedzenia, nie pamiętam dokładnie w jakich godzinach, ale chyba od 6 do 22 — mówi Danuta Łanik. — Także znajomi chcą częściej rozmawiać o przypadku puckim. Ale poza tym nie mam poczucia, że ktoś mnie negatywnie odbiera.

Jak podkreśla nasza rozmówczyni, żeby zostać rodziną zastępczą, trzeba przejść odpowiednie kursy, posiadać odpowiednie kwalifikacje. I trzeba cały czas dokształcać się.

— Nie ma tak, że z marszu można zostać rodziną zastępczą, dlatego dziwię się, jak to mogło być w Pucku — mówi Danuta Łanik. 
Obecnie na jedno dziecko rodzina zastępcza otrzymuje 1 tys. zł.
— Nie muszę dokładać do dzieci. Wcześniej, kiedy to było 650 zł to brakowało. Od kiedy zostałam rodziną zawodową, otrzymuję też pensję — mówi pani Danuta.
Karolina Krajewska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama