Warmia i Mazury to region stworzony do odkrywania na dwóch kółkach. Tym razem prezentujemy trasę rowerową z Dobrego Miasta do Ornety, prowadzącą przez leśne szutry, warmińskie wsie, zabytkowe kościoły i okolice doliny Łyny. To około 35 kilometrów spokojnej jazdy, ciekawych widoków i miejsc, przy których warto zatrzymać się na dłużej.
Jeziora, lasy, ale też coraz częściej trasy rowerowe stanowią o atrakcyjności Warmińsko-Mazurskiego. Warszawskie czy śląskie auto z bagażnikiem na rowery to dzisiaj turystyczny standard na naszych drogach tak jak ścieżki, czy trasy rowerowe. Co je różni? W sumie to trasa rowerowa może być ścieżką rowerową i odwrotnie. Jednak o ile każda ścieżka może być częścią trasy, to już nie każda trasa jest ścieżką rowerową. Ta ma bowiem swoją oficjalną, urzędową definicję.
„Ścieżka rowerowa (droga dla rowerów) jest to droga lub jej część przeznaczona do ruchu rowerów, oznaczona odpowiednimi znakami drogowymi, określona w art. 2 pkt 5 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym. Droga dla rowerów jest oddzielona od jezdni konstrukcyjnie (np. krawężnikiem) lub za pomocą urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego (np. barierami)” – brzmi jej treść.
Zatem trasy rowerowe mogą biec ścieżkami rowerowymi przy drogach, by za chwilę przejść w jakiś nadjeziorny czy śródleśny szuter.
Ile mamy takich tras rowerowych w naszym regionie? Tego chyba nie policzył i policzyć nie jest w stanie nikt. Bo właściwie trasę rowerową nazwać i wytyczyć z punktu A do punktu B może każdy. Z reguły jednak jeździmy po trasach wyznaczonych przez samorządy czy szerzej, różne instytucje.
Najdłuższym szlakiem rowerowym w naszym regionie jest warmińsko-mazurski odcinek liczącej około 2000 kilometrów drogi rowerowej Green Velo, która wiedzie przez pięć województw: warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie i świętokrzyskie. U nas liczy sobie ona 384 kilometry i wiedzie od Elbląga przez Braniewo, Lidzbark Warmiński, Bartoszyce, Węgorzewo i Gołdap aż do trójstyku granic Polski, Litwy i Rosji, gdzie wkracza na Podlasie. Swoją drogą północna część naszego regionu jest nadal turystycznie nieodkryta. I warto to zmienić.
Z lokalnych szlaków najwyższy stopień na pudle okupuje Mazurska Pętla Rowerowa. To sieć tras o długości ponad 300 kilometrów, która łączy najpiękniejsze zakątki wschodniej części Mazur. Biegnie obok największych mazurskich jezior: Śniardw, Mamr, Niegocina, Tałt i Bełdan. Zahacza o Węgorzewo, Ryn, Mrągowo, Mikołajki, Ruciane-Nidę, Pisz i Giżycko. Oferuje 9 wież widokowych i 18 miejsc obsługi rowerzystów wyposażonych w infrastrukturę wypoczynkową.
To, można rzec, trasa rowerowa pełną gębą. Otwarto ją w 2023 roku i skorzystało z niej już ponad milion rowerzystów. Skąd to wiemy? Dzięki 11 punktom pomiarowym mierzącym rowerowy ruch.
Trasy rowerowe biegną koło jezior, lasami, czasami łączą różne miejscowości. Mamy też jednak takie, które zostały wytyczone wzdłuż rzek. Ta najdłuższa i najbardziej znana to licząca sobie dzisiaj pond 170 kilometrów Łynostrada. Zaczyna się trochę powyżej źródeł Łyny, w Nidzicy, i stamtąd prowadzi sympatyków dwóch kółek przez rezerwat przyrody Źródła Rzeki Łyny, Olsztyn, Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński, Bartoszyce i Sępopol do położnych przy granicy z obwodem królewieckim Stopek. Tam Łyna rozlewa się na 200 metrów.
Z tras o średniej długości warto wspomnieć Szlak Kanału Elbląskiego (około 80 kilometrów) czy po drugiej stronie regionu Szlak Rominckich Jeleni (około 90 kilometrów). Ten ostatni pozwala podziwiać dzikie tereny Puszczy Rominckiej i Mazury Garbate. Co ciekawe, nie ma tam po drodze ani jednego miasta. Są za to tak wdzięczne miejscowości, jak Degucie, Błąkały, Kiepojcie, Pluszkiejmy czy Botkuny.
Podobnie jest z liczącym prawie 70 kilometrów Krutyńskim Szlakiem Rowerowym, który biegnie wraz z nurtem królowej mazurskich rzek. Tutaj w paru miejscach można przesiąść się z roweru na kajak.
Oczywiście do wyboru jest mnóstwo krótszych tras. Można sobie zresztą samemu jakąś wytyczyć. Ja tak z reguły robię. Wypatruję sobie coś ciekawego, co bym chciał zobaczyć, i pod tym kątem wytyczam trasę. Tym razem zapragnęło mi się zobaczyć dolinę Łyny za Dobrym Miastem. Wybrałem więc trasę Dobre Miasto – Orneta, w sumie jakieś 35 kilometrów.
W obu miastach już bywałem, zatem tylko wspomnę, że w tym pierwszym trzeba koniecznie zajść do kolegiaty i przejść się odremontowaną uliczką Sowińskiego, znajdującą się nieopodal Bocianiej Baszty. Odtworzono tu dawne zakłady: szewsko-rymarski, fryzjerski, pracownię fotograficzną oraz dom piekarza z częścią mieszkalną. Z kolei w Ornecie niesamowite wrażenie zrobi na was rynek i kościół farny św. Jana Chrzciciela, po katedrze fromborskiej najcenniejszy zabytek gotyckiego budownictwa kościelnego na Warmii.
Do Dobrego Miasta z Olsztyna dojechałem pociągiem i jako się rzekło, przeciąłem miasto i ruszyłem w kierunku dawnego biskupiego pałacu w Smolajnach, a potem już szutrem dotarłem do wspomnianej platformy widokowej. Niestety urodziłem się za niski, żeby zobaczyć rzeczoną dolinę Łyny, bo skutecznie zasłoniły ją drzewa. W to miejsce trzeba się zatem wybrać o innej, bezlistej porze roku.
Nie narzekam jednak, bo pohasałem sobie po leśnych szutrach i poprzystawałem przy leśnych krzyżach i kapliczkach. A potem pooglądałem kościoły i to, co zostało ze starych cmentarzy w Bieniewie i Opinie. Więc warto było i dla oczu, i dla zdrowotności.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze