Reklama

Dla nas kolęda jest zawsze świętem

15/01/2011 22:13

Kolęda jest okazją do wspólnej modlitwy dla całej rodziny. — Zauważam, że tylko wtedy małżonkowie i dzieci modlą się razem — mówi ksiądz Mariusz Ostaszewski. — Widzę, jak dzieci z szacunkiem i zdziwieniem patrzą na modlących się rodziców.

We wszystkich parafiach rzymskokatolickich trwają kolędy, czyli wizyty duszpasterskie. Księża przeważnie od godz. 16 do 19 odwiedzają swoich parafian. Na taką wizytę z niecierpliwością zawsze czekają Małgorzata i Andrzej Suchoccy.
— Stół przykrywam białym obrusem, który jest używany tylko podczas kolędy i ważnych wydarzeń rodzinnych — mówi pani Małgorzata.

- Ta kolęda jest szczególna, bo przyjmujemy wspólnie księdza po kolędzie po raz dwudziesty piąty — mówią zgodnie Małgorzata i Andrzej Suchoccy z Elbląga. — Od rodziców wiemy jak przygotować się do kolędy i tę wiedzę przekazujemy naszym dzieciom, a one w przyszłości naszym wnukom.

Małgorzata i Andrzej Suchoccy nie mają wątpliwości, że kolęda to ważne wydarzenie dla rodziny katolickiej.
— Gościmy w domu księdza. Mamy okazję do bezpośredniej rozmowy — mówi Andrzej Suchocki.

O tym jak się przygotowuje do kolędy małżonkowie nauczyli się od swoich rodziców.
— Pochodzę ze wsi. Tam zawsze kolęda była świętem — mów pani Małgorzata. — Na stole był zawsze biały obrus, a na nim krzyż i woda święcona. Moja mama zawsze przygotowywała dla księdza obiad. Zawsze jadł go w naszym domu. Tak się przyjęło. Tata przywoził księdza do naszej wsi. Potem odprowadzał do każdego gospodarstwa, by księdza nie zaatakowały psy.

Rodzice małżonków opowiadali, jak kolęda wyglądała zaraz po wojnie i w czasach ich młodości.
— Księdza trzeba było przywieźć i odwieźć i nie samochodem jak teraz, ale wozem konnym — opowiada. — Nie wręczano koperty z datkiem na Kościół, ale ziemniaki, zboże lub inne produkty. Najważniejszym momentem było poświęcenie mieszkania i błogosławieństwo domowników. Był też zwyczaj, że ksiądz częstował dzieci cukierkami. Było to w czasach, gdy słodycze nie były tak powszechne jak teraz.

Tradycje kolędowe małżonkowie kultywują od pierwszej wspólnej kolędy przed ćwierć wiekiem.
- Wynajmowaliśmy mieszkanie – wspomina pan Andrzej. - Bardzo przeżywaliśmy przyjmowanie kolędy bez mamy i taty. Żona radziła się przybranej babci, naszej sąsiadce jak przyjąć księdza, by wszystko dobrze wypadło.

Andrzej i Małgorzata Suchoccy są przekonani, że warto by zwyczaj odwiedzania domów przez księdza nie zaniknął.
— Nic nie zastąpi osobistego spotkania — mówią.

Nie tylko pierwsza kolęda była ważna, ale ta we własnym nowym mieszkaniu.
— Nie zapomnę, że długo czekaliśmy na księdza. Przyszedł po godzinie 21 — wspomina pani Małgorzata. — Jak się okazało księża przy układaniu planu kolędy nie uwzględnili, że wprowadziło się w naszym bloku tak wiele rodzin.

W tym roku mieszkanie rodziny Suchockich odwiedził ksiądz Mariusz Ostaszewski z parafii katedralnej św. Mikołaja.
— Najważniejszą częścią kolędy jest poświęcenie mieszkania i błogosławieństwo rodziny — mówi. — Właśnie po to odwiedzam mieszkania wiernych. Nie jest celem mojej wizyty odbieranie datków w kopercie. Jeśli widzę, że jest trudna sytuacja w domu, oboje małżonkowie nie mają pracy wtedy proszę, by przygotowaną ofiarę przeznaczyli na potrzeby dzieci. Moja propozycja jest dobrze przyjmowana. Parafianie są wdzięczni i przekonują się, że nie pieniądze są najważniejsze. Gdy rodzina jest w trudnej sytuacji staram się podtrzymać ją na duchu. Coraz częściej słyszę skargi na to, że nie można znaleźć pracy. A gdy się ją znajdzie nie można za płacę wyżywić rodziny.

Kolęda jest okazją do wspólnej modlitwy dla całej rodziny.
— Zauważam, że tylko wtedy małżonkowie i dzieci modlą się razem — mówi ks. Ostaszewski. — Widzę, jak dzieci z szacunkiem i zdziwieniem patrzą na modlących się rodziców.
gw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama