Reklama

Dwukrotnie wzywali gazowników. Dzięki nim nie doszło do wybuchu

03/11/2011 17:22

Na klatce unosi się zapach dentystyczny. Proszę powąchać gaz ze swojej kuchenki i porównać do tego wyczuwalnego na klatce. Jest całkiem inny — tak pracownik pogotowia gazowego uspokoił lokatorów, którzy wyczuli ulatniający się gaz. Mieszkańcy budynku nie dali się zbyć pracownikom gazowni i... mieli rację. Gaz ulatniał się w mieszkaniu ich sąsiadki. Dzięki nim nie doszło do tragedii.

W środę wieczorem mieszkańcy budynku przy ul. Rodziny Nalazków wyczuli na klatce schodowej zapach gazu. Zaniepokojeni wezwali pogotowie gazowe. 

— Czekaliśmy na nich pół godziny, nawet dzwoniłam, żeby ich ponaglić — opowiada Marzena Pokorzyńska-Wojtusiak. — Kiedy w końcu przyjechali, stwierdzili, że ich sprzęt nic nie wyczuwa.

Jednak kobieta wraz z mężem nie uwierzyli ich zapewnieniom. Ich nieufność najprawdopodobniej uratowała życie im i pozostałym mieszkańcom wieżowca.

 Na miejsce oprócz pogotowia gazowego przyjechała też straż pożarna. 

— Otrzymaliśmy zgłoszenie i pojechała tam jedna z naszych jednostek — mówi kpt. Przemysław Siagło, rzecznik elbląskiej Straży Pożarnej. — Strażacy sprawdzili wszystkie mieszkania w klatce, oprócz jednego, gdyż lokatorka nie chciała nas wpuścić do środka — relacjonuje. — Ale sprzęt pracowników pogotowia gazowego nie wykazał żadnego zagrożenia, więc odjechaliśmy. 


Państwo Wojtusiak nadal twierdzili, że gdzieś ulatnia się gaz

— Baliśmy się, coś było nie tak — opowiada pani Marzena. — Zapakowaliśmy dzieci do samochodu i pojechaliśmy do firmy męża po czujnik gazu.


"Prywatne" urządzenie od razu wykazało obecność gazu. Wydobywał się spod drzwi mieszkającej naprzeciwko ich sąsiadki - tej, która nie chciała otworzyć drzwi.



— To starsza kobieta, może zwyczajnie się bała otwierać obcym? — zastanawia się Marzena Pokorzyńska-Wojtusiak. — Ale tym bardziej trzeba było coś z tym zrobić.


Mieszkańcy po raz kolejny wezwali więc pogotowie, straż pożarną i tym razem dodatkowo policję. Chcieli mieć pewność, że nie zostaną ponownie zbagatelizowani.

— Na dzień dobry gazownicy stwierdzili, że nasz sprzęt pewnie nie posiada atestów i pokazuje zły odczyt — wspomina pan Daniel. — Na miejscu pojawili się policjanci i zaczęli pukać do drzwi tamtej kobiety.


Jedna z sąsiadek zawiadomiła też córkę starszej pani. Dopiero po interwencji córki i policji kobieta otworzyła drzwi. Okazało się, że staruszka miała odkręcony kurek w kuchence gazowej. 

— Zachowanie sąsiadów było naprawdę godne podziwu — przyznaje Przemysław Siagło. — To dobrze, że byli tacy czujni.




— Gdyby wszystko było dobrze, a pracownik pogotowia gazowego nie byłby dla nas taki nieuprzejmy, to zapomnielibyśmy o całej sprawie — mówi pani Marzena. — Nie może być tak, że człowiek zgłasza problem, boi się o własne życie, a ktoś wpiera mu, że nic się nie dzieje.

Dlatego kobieta złożyła skargę na pracowników pogotowia. Za usługi gazowe w Elblągu odpowiada Pomorska Spółka Gazownictwa. Katarzyna Wróblewicz, rzecznik PSG, informuje, że w tej sprawie toczy się postępowanie wyjaśniające - potrwa do przyszłego tygodnia.


Sprawą zajmie się również Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Pracownicy socjalni sprawdzą w jakich warunkach żyje starsza kobieta, u której ulatniał się gaz oraz czy jej bliscy o niej nie zapomnieli.
zg

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama