Reklama

Euro w Elblągu. Kto zarobił, a kto nie

03/07/2012 15:18




Miało nas odwiedzić wielu zagranicznych turystów. Tych jednak za wielu nie widziałem. Elblążan w czasie turnieju również nie było u nas zbyt dużo. Czas Euro 2012 okazał się normalnym okresem, a spodziewałem się, że zarobię o wiele więcej — mówi Marian Łagodziński, właściciel mieszczącego się na starówce pubu "Czarny Kot". Z osiągniętych zysków niezadowoleni są również właściciele innych lokali na Starym Mieście.

— W tym czasie u nas nic się nie zmieniło — mówi Wojciech Minkiewicz z Klubu Muzycznego Mjazzga. — Można więc śmiało powiedzieć, że Euro do nas nie dotarło. A miało być przecież zupełnie inaczej. 




— W czasie meczów naszej reprezentacji lokal był pusty — odpowiadają pracownicy restauracji "Pod Aniołami". — Podczas spotkania Polska-Czechy odwiedził nas jeden klient, który wypił piwo bezalkoholowe.

Powodem takiego stanu był fakt, że na czas piłkarskiego turnieju centrum rozrywkowe Elbląga mieściło się na Placu Jagiellończyka, gdzie codziennie działała Elbląska Strefa Kibica. 
— Na koncercie Bednarka, czy meczach naszej reprezentacji na Placu Jagiellończyka był komplet, czyli po cztery tysiące ludzi — mówi Kamil Czyżak z Urzędu Miejskiego w Elblągu. — Podczas kolejnych spotkań, gdy zepsuła się pogoda zainteresowanie znacznie zmalało. Pomimo tego, jesteśmy zadowoleni z przebiegu imprezy.


Trochę inaczej sytuacja wyglądała tam, gdzie właściciele umożliwili wspólne oglądanie spotkań piłkarskich. — Gdy na strefie, było wiele osób to i u nas zainteresowanie było większe — mówi Wojciech Minkiewicz. — Myślałem jednak, że będzie ono znacznie większe.


Pomimo tego, że urzędnicy zachęcali kibiców do kontynuowania zabawy po meczach na starówce, wielu elblążan z Placu Jagiellończyka udało się bezpośrednio do domów. — Dla nas dużo lepiej by było, jakby wszyscy bawili się wspólnie na starówce — dodaje Wojciech Minkiewicz. — Wydaje mi się, że gdyby strefa była tutaj, to skorzystało by na tym więcej osób. Zawsze, gdy duże imprezy są poza starówką, to my tracimy. 


— Przychodzili dopiero po meczach, ale to była mniejsza ilość niż w zwykły dzień — mówi Marian Łagodziński. 




Dużych zysków podczas Euro spodziewały się również elbląskie hotele.
— Wszystkie rezerwacje, które mieliśmy zaplanowane udało się zrealizować — mówi Stanisława Fiutowska z Hotelu Elbląg. Pomimo tego, że ceny noclegów na wybrane dni wzrosły nawet o 100 proc. przychody nie były tak duże, jak planowano. 
— Spodziewaliśmy się większych zysków — dodaje Stanisława Fiutowska. — Goście przyjeżdżali do nas zazwyczaj tylko na nocleg i basen. Niestety nie korzystali z dostępnej tutaj gastronomii. Wielu z nich po prostu rano wyjeżdżało i wieczorem wracało.
tsz

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama