Reklama

Gangsterski Weekend z Michałem Lewandowskim

31/12/2010 14:39

Zawsze tęsknię i zawsze chętnie odwiedzam Elbląg - mówi pochodzący z Elbląga, 32-letni Michał Lewandowski, aktor, jeden z głównych bohaterów polskiej komedii gangsterskiej "Weekend", która swoją premierę będzie miała 6 stycznia.

Już 6 stycznia swoją premierę będzie miał "Weekend" - polska komedia gangsterska w reżyserii Cezarego Pazury. Jedną z głównych ról, obok Pawła Małaszyńskiego i Małgorzaty Sochy, gra pochodzący z Elbląga, 32-letni Michał Lewandowski, którego na wielkim ekranie mogliśmy już oglądać m.in. w "Nienasyceniu" Wiktora Grodeckiego.

Michał będzie gościł w elbląskim Multikinie 7 stycznia podczas uroczystej premiery "Weekendu". U nas już dzisiaj z aktorem rozmawia Jarosław Grabarczyk.

— Od premiery "Nienasycenia", w którym zagrałeś Zypcia, minęło już siedem lat. Co porabiałeś przez te lata? Czy udział w tamtym filmie zmienił coś w twoim życiu?
— I tak, i nie. Sam film nie odniósł sukcesu, aczkolwiek dla mnie był dużym doświadczeniem, dzięki niemu zacząłem pracować w Nowym Teatrze w Słupsku, z którym związany byłem przez pięć lat. Poznałem tam wspaniałych ludzi, a nawet się zakochałem. Reasumując, od tamtego czasu dużo się zmieniło, moje życie przeplatane było pracą i różnymi zakrętami, związanymi z dojrzewaniem, zabawą, czasem nawet z pustką, ale tak to już jest - po prostu życie.

— Na małym ekranie mogliśmy cię ostatnio oglądać między innymi w serialu "Majka", w którym wcieliłeś się w postać Adama Stankiewicza. Lubiłeś tę postać i pracę w tym serialu?
— O tak, w życiu nie miałem lepszej roboty - lekka, łatwa i przyjemna, a w dodatku bardzo dobrze płatna. Czasem mocno pochłaniająca i wyczerpująca, ale to kwestia przyzwyczajenia, dobrego wysypiania się i wszystko jest okej. Więc jak mógłbym nie lubić Adama?... Dał mi same dobre rzeczy.

— A jak dostałeś rolę w filmie "Weekend", wygrałeś casting, czy zadecydowała tu znajomość z Cezarym Pazurą, z którym spotkałeś się na planie "Nienasyconych"?
— Czarek dobrze wiedział, kogo zaprasza, ale oczywiście na casting. Ten film to jego dziecko, a on jest profesjonalistą, tak jak jego otoczenie, więc o znajomości nie mogło być mowy. Na castingu podobno byłem najlepszy, tak mówili mi Czarek i Paweł, i ja im wierzę, bo Małacha wtedy nie znałem, a Czarek mnie zatrudnił.

— Jak ci się grało u boku Pawła Małaszyńskiego? Jak wspominasz swój pobyt na planie filmu "Weekend"? Było ciężko?...
— Z Pawłem grało się super, to bardzo zdolny i na moje szczęście doświadczony aktor, więc mogłem podglądać jego zachowanie się na planie. Polubiliśmy się prywatnie, więc tym łatwiej pracowało się nam razem. Mimo to czasami było ciężko, byłem najgorszy wśród najlepszych i zazwyczaj zmęczony, bo łączyłem "Weekend" w Łodzi z "Majką" w Krakowie, i przez dwa miesiące nie miałem chwili na odpoczynek.

— Czego mogą się spodziewać widzowie, wybierając się do kina na "Weekend"? Co zaskakującego jest w tym obrazie? O czym tak w skrócie opowiada ten film?
— Mam nadzieję, że po prostu nie stracą wydanych pieniędzy, a to już dużo jak na Polskę. U nas od dawna nie robi się filmów kinowych, wszystkie można równie dobrze obejrzeć w domu. Ten chyba będzie kinowy. Mam tu na myśli montaż, muzykę, konwencję i historię, zwykłą, bez pseudopsychologicznych bzdetów. To czysta rozrywka bez drugiego dna, z dobrą jak na nasze kino realizacją.

— Ty grasz Gulę, brata Maxa, w którego wcielił się Paweł Małaszyński. Podoba ci się kreowana przez ciebie postać?
— Myślę, że moje zdanie nie ma tu znaczenia. To podobno dobra rola. Ja nie lubię siebie oglądać, teraz wiele bym poprawił, ale to normalne w naszym fachu. Chociaż parę razy się uśmiechnąłem, jak na siebie patrzyłem, ale cóż, scenariusz, reżyseria, charakteryzacja, dobrzy aktorzy wokół mnie i chyba można jakoś mnie wśród nich wytrzymać :) Ale Gula mi się podoba.

— Swoje pierwsze kroki na scenie stawiałeś w Elblągu. Pamiętasz tamte czasy?
— Oczywiście, że pamiętam - kółko teatralne u Bożeny Sielewicz, a potem Teatr Stajnia Pegaza Ewy Ignaczak - takich rzeczy się nie zapomina. Początków nie można zapomnieć, chociaż swojego porodu nie pamiętam.

— A co było potem?...
— Po porodzie uczyłem się mówić i sikać do nocnika, a tak na serio przeprowadziłem się wraz ze Stajnią Pegaza do Gdańska. W tzw. międzyczasie było "Nienasycenie" na Litwie, potem Gdynia, Warszawa, Słupsk, Radom, Kraków, pociąg, autobus, hotel, samochód, scena, kamera, a oprócz pracy jeszcze prywatne życie.

— Gdzie obecnie mieszkasz i czym się zajmujesz, oprócz występowania w serialu, grania w filmie czy reklamie?
— Mieszkam w Warszawie, jestem bezrobotny, czekam na premierę, serial skończyłem pod koniec października i jak to w zawodzie aktora bywa, czekam na kolejną pracę.

— Tęsknisz trochę za Elblągiem? Odwiedzasz jeszcze to miasto?
— Zawsze tęsknię i zawsze chętnie odwiedzam Elbląg. To moje miasto i je uwielbiam. Tutaj jest moja rodzina i przyjaciele.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama