Reklama

Inauguracyjna klapa. Olimpia - Arka 1:4. Relacja i film

24/03/2012 16:57

- Przegraliśmy bitwę ale nie przegraliśmy wojny - tak po meczu z Arką powiedział Szymon Szłachowski, drugi trener elbląskiej Olimpii. Elblążanie po raz drugi w tym sezonie okazali się gorsi od zespołu z Gdyni i po tej porażce na dobre osiedli na ostatnim miejscu w tabeli.

Zupełnie nie udała się piłkarzom Olimpii inauguracja rundy wiosennej na własnym stadionie. Zespół Olega Raduszko mimo że walczył, to było to zbyt mało na dobrze ostatnio dysponowaną Arkę. Zespół gości przewyższał elblążan niemal w każdym elemencie gry i udowodnił, że nie przez przypadek znalazł się w półfinale Pucharu Polski. Natomiast Olimpia po tej porażce chyba na dobre osiadła na ostatnim miejscu w tabeli.
Mecz Olimpii z Arką przyciągnął na stadion w Elblągu około 2500 kibiców, w tym ponad 500 osobową grupę fanów z Gdyni. Nim spotkanie na dobre się rozpoczęło, to musiał je przerwać sędzia Piotr Siedlecki z Warszawy, gdyż kibice z Gdyni zaraz po pierwszym gwizdku wrzucili na murawę serpentyny i petardy hukowe.

Po wznowieniu gry zdecydowanie lepiej prezentowali się przyjezdni. Olimpia, niczym bokser schowany za podwójną gardą, w pierwszych minutach ograniczała się jedynie do przeszkadzania rywalom. Przyjezdni dłużej utrzymywali się przy piłce, a w ich akcjach widać było pomysłowość i zgranie. Mimo tego gdynianom trudno było sforsować defensywę gospodarzy.
- Zbyt nerwowo podeszliśmy do tego meczu i to było widać w naszych poczynaniach - podsumował początek pojedynku Szymon Szałachowski, drugi trener Olimpii. - Później już ta gra lepiej wyglądała.
Zobacz jak relacjonowaliśmy ten mecz.
[live]140[/live]
Żółto-biało-niebiescy po raz pierwszy pod pole karne Arki przedarli się dopiero w 26 min. ale i tak małe z tego pocieszenie gdyż dośrodkowanie Bartłomieja Bartosiaka nie dotarło nawet na jedenasty metr pola karnego. Trzy minuty później w szesnastce gości było już zdecydowanie groźniej. Z lewej strony urwał się Lubomir Lubenow, zagrał wzdłuż linii końcowej, a w polu karnym z futbolówką minęło się dwóch obrońców Arki. Małe to jednak pocieszenie, bo to samo uczynili zawodnicy Olimpii i dobrze zapowiadająca się akcja zakończyła się fiaskiem. Minutę później znów dośrodkowywał Lubenow, tyle że tym razem z rzutu wolnego. Piłka poszybowała nad głowami obrońców, ale nie doszedł do niej także zupełnie nie pilnowany Anton Kołosow.

Kiedy gra się wyrównała i obie ekipy zaczęły coraz groźniej atakować bramkę zdobyli przyjezdni. Piękną akcją popisał się Piotr Kuklis, który w łatwy sposób minął dwóch elblążan i zagrał prostopadłe podanie do wbiegającego w pole karne Bartosza Flisa. Ten spojrzał jak ustawiony jest bramkarz Olimpii i płaskim, precyzyjnym strzałem skierował futbolówkę do bramki. W odpowiedzi Lubenow strzelił sprzed linii pola karnego, tyle że zbyt lekko i w sam środek bramki. Zatem do przerwy Arka zasłużenie prowadziła 1:0.

Niemal od początku drugiej odsłony kibice oglądali wyrównane zawody, choć gra głownie toczyła się w środku pola. Wprawdzie nie brakowało walki i zaangażowania, ale akcji podbramkowych było jak na lekarstwo. Emocje wzbudziła dopiero akcja z 60 min. kiedy po zagraniu w pole karne Lubenowa do piłki wyskoczył Kołosow. I pewnie uderzyłby ją głową, gdyby nie został złapany przez Piotra Tomasika. Arbiter wskazał na rzut karny, a zawodnika gości ukarał żółtym kartonikiem. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Tomasz Chałas i mocnym strzałem, niemal w środek bramki, pokonał Macieja Szlagę.
- Podnieśliśmy się po stracie bramki, zdołaliśmy wyrównać i niestety Arka w drugiej połowie dopiero po dwudziestu minutach oddała pierwszy celny strzał, od razu zakończony golem - mówi Szałachowski. - Podcięło nam to skrzydła i później nie za bardzo mogliśmy cokolwiek zrobić.

Strata bramki podziałała na gdynian jak zimny prysznic. Od tego momentu przyjezdni forsowali tempo, a na bramkę Olimpii raz po raz sunęły ataki. Efekt przyszedł już pięc min ut później. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i przy biernej postawie defensywy gospodarzy, Arka ponownie wyszła na prowadzenie, tym razem po golu Sławomira Mazurkiewicza. Jak się później okazało po tym ciosie Olimpia już się nie podniosła. Niewiele ponad dziesięć minut później przyjezdni, po trafieniu Patryka Jędrzejowskiego prowadzili już 3:1, a wynik meczu na 4:1 ustalił w doliczonym czasie gry Flis, zdobywając swoją drugą bramkę.
- Cały mecz mieliśmy pod kontrolą, choć na druga połowę wyszliśmy za spokojnie, myśląc że nic nam się nie może stać - powiedział po meczu Petr Nemec, trener Arki. - I stało się, ale ten karny sprowokował nas do gry takiej jaką mieliśmy prowadzić. Ta końcówka była już taka jaką ja sobie wyobrażałem.
kmf

Olimpia Elbląg – Arka Gdynia 1:4 (0:1)
0:1 – Flis (39), 1:1 – Chałas (60-k), 1:2 – Mazurkiewicz (65), 1:3 – Jędrzejowski (76), 1:4 - Flis (90+1).
Olimpia: Szamotulski - Borsukow, Derbich, Nadijewski, Kaczmarczyk, Scherfchen, Tiszkiewicz (59’ Matwijów), Bartosiak (52’ Miecznik), Lubenow, Chałas, Kołosow (66’ Czoska).
Arka: Szlaga - Perez, Flis, Jarzębowski, Krajanowski (80’ Bochenek), Kuklis, Mazurkiewicz, Pruchnik, Radzewicz (46’ Jędrzejowski), Tomasik, Surdykowski (73’ Ivanowski).
Żółte kartki: Szamotulski, Kołosow, Borsukow (Olimpia) - Kuklis, Tomasik, Surdykowski (Arka).
Sędziował: Piotr Siedlecki (KS Warszawa).


[gallery=4]28995[/gallery]

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=p11kCur8K-U[/youtube]

[football]39, 22[/football]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama