Reklama

Informatyk po godzinach pracy uczy tańczyć breakdance

22/11/2011 16:11

W ciągu dnia pracuje jako informatyk w elbląskim zakładzie Alstom Power, wieczorami zaś jest... instruktorem tańca breakdance w szkole Cadmans. — Zaczęło się od podpatrywania tancerzy w internecie — wspomina Dawid Ziółkowski, pseudonim "Biboj Carpet".

— Później postanowiłem wraz ze znajomym otworzyć w Słupsku szkołę tańca. Pomysł okazał się wielkim sukcesem. Dwa lata temu jednak zdecydowałem się na przyjazd do Elbląga i teraz tutaj chce zaszczepić w innych swoją pasję — mówi Dawid Ziółkowski.

Kurs tańca breakdance jest pierwszym tego typu przedsięwzięciem w Elblągu.
— Zobaczyłem ogłoszenie na stronie internetowej i postanowiłem spróbować — opowiada Dawid Ziółkowski. — Wszyscy tutaj w firmie byli niezwykle otwarci na nowe propozycje. Póki co, wydaje się, że pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. 


Centrum Tańca Cadmans reklamę swojego przedsięwzięcia rozpoczęło już wiele tygodni przed pierwszymi zajęciami. 

— Zaczęliśmy od otwartych pokazów — wyjaśnia trener. — Chciałem przedstawić elblążanom na czym ten taniec polega i udowodnić im, że breakdance idealnie wpiszę się w obraz tego miasta.

Pierwsze zajęcia przyciągnęły kilkanaście młodych osób. Po dwóch miesiącach zostało jednak już tylko sześciu najwytrwalszych tancerzy. 

— Wiele osób przekonało się, że taniec nie jest taki prosty — dodaje trener. — Pewne rzeczy trzeba powtórzyć tysiąc razy aby wreszcie się udały.

Jednak radość z wykonanej kombinacji potem jest niezwykła i warto się starać. 

— Powstał jako odpowiedź na bezkrwawe rozwiązywanie konfliktów — tłumaczy historię amerykańskiego tańca Biboj Carpet. — Ludzie dzięki niemu nie musieli do siebie strzelać aby rozwiązać konflikt. Pomagał rozwiązać swoje problemy w pokojowy sposób.

Obecnie w zajęciach uczestniczy sześciu tancerzy.
— Jesteśmy niezwykle zgraną grupą, nie ma mowy o rywalizacji — opowiada Paulina Zawierucha, uczestniczka kursu. — Na każdym treningu widzimy postępy.

— Trener daje nam wycisk, gdy się spóźniamy — śmieje się Marcin Smogorzewski. — Musimy robić wtedy karne pompki. A niestety dla nas zdarza się to dość często.

Aby sprawdzić swoje umiejętności i zebrać bagaż doświadczeń elbląska grupa 26 listopada wybiera się na turniej organizowany przez Haribo Club.
— Rywalizacja jest najważniejszym aspektem tego tańca — tłumaczy trener. 


Pomimo pewności siebie tancerze, jak sami podkreślają, jadą tam przede wszystkim poznać atmosferę związaną z udziałem w zawodach. 

— Czujemy się mocni, ale na zawodach chcemy zdobyć nowe doświadczenie — mówi Magdalena Żerdzińska.


Podobnego zdania jest trener Dawid Ziółkowski.
— Taki występ zastąpi nam dwa tygodnie treningu — tłumaczy. — Nie liczę na medale. Wiem, że wysoki poziom adrenaliny i stres spowoduje spadek ich umiejętności o około 60 proc. Dużym sukcesem będzie więc, jeżeli uda im się przejść pierwszą rundę. Najważniejsze jest aby dobrze się bawili i nie rezygnowali z marzeń. 

msz

[gallery=4]23846[/gallery]

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=NK3tEEyYtqw[/youtube]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama