Reklama

Jakie trudności stawia przed samotnymi matkami każdy dzień?

24/11/2012 16:33

Przymus, wybór czasem przypadek - decyduje o tym, że kobieta zostaje sama z dzieckiem. Mimo tego, że liczba rozbitych rodzin w Polsce wciąż wzrasta, temat samotnego macierzyństwa nadal budzi wiele emocji. Jakie trudności stawia przed samotnymi matkami każdy dzień? Jak odbierane są przez społeczeństwo? Na te pytania spróbują odpowiedzieć: Anika, Agata i Agnieszka.

Trzy kobiety, na pozór tak różne, jednoczy to, że samotnie wychowują swoje dzieci. One wychowały się i mieszkają w Elblągu, mają wspólne zainteresowania, a najważniejsze jest dla nich dobro dziecka.

— Zobaczyłam dwie kreski i poczułam się szczęśliwa. Kochałam Arka — wspomina Anika. — Myślałam, że on czuje do mnie to samo i byłam pewna, że nic się nie zmieni.
Podobne emocje towarzyszyły Agacie. Cieszyła się na myśl o dziecku, ale bała się reakcji rodziny.

— Kiedy mama Tomka dowiedziała się o mojej ciąży nie była zachwycona. Stałyśmy w kuchni, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zapytała: co wy zrobiliście dzieciaki? Zauważyła mój zaokrąglony brzuch. Przygotowywałam się do tej rozmowy, ale tak mnie zatkało, że nie powiedziałam nic. Teraz wiem, że ona po prostu bała się, że nie poradzę sobie z nowymi obowiązkami, kiedy Tomek pójdzie siedzieć.

— Pięć ostatnich dni ciąży, było koszmarem. Bolało mnie wszystko, modliłam się, żeby to w końcu się skończyło — opowiada Agnieszka. — Poród pamiętam jak przez mgłę. Złapałam lekarza za rękę i poprosiłam o cesarskie cięcie. Zarzekał się, że wszystko jest dobrze i cesarka jest niepotrzebna. Mój wewnętrzny głos mówił jednak, co innego. Podjęłam decyzję, tniemy! Wszystko działo się tak szybko, nie wiedziałam dokładnie, o co chodzi, ale byłoby źle. Bardzo źle! Marcel urodził się obwinięty pępowiną, gdyby nie moje przeczucie, nie wiem jakby się to skończyło. Dziękowałam Bogu, za te jego oczy: śmiały się do mnie, mówiły mamo jak dobrze, że jesteśmy już razem.

— Te małe rączki, buźka. Mój mały synek, byłam taka szczęśliwa — relacjonuje Agata. — Wróciliśmy do domu i wróciła szara rzeczywistość. Tomek był poszukiwany listem gończym, w każdej chwili mogłam go stracić. Tak bardzo się tego bałam.
Obawy miała też Anika. Jej związek skończył się z chwilą narodzin pierwszej córki.

— Ciągle go kochałam, dawałam szanse, wierzyłam, w to, że się zmieni, że znów będzie tak, jak kiedyś. Chciałam, żeby moje córki miały pełną rodzinę, ale z dnia na dzień było gorzej. Rzucił pracę. Nie mieliśmy, za co żyć. Wracał pijany do domu i spał, wszystko, więc było na mojej głowie — wspomina. 


Odeszła od męża dopiero wtedy, kiedy odłączyli jej gaz.
— To był moment przełomowy, wtedy zrozumiałam, że nie da się z nim żyć. Moja druga ciąża tylko pogorszyła sprawę. Czekałam na lepsze jutro i wierzyłam, że ten dzień nadejdzie, niestety nigdy to nie nastąpiło — mówi teraz.

Ich zdaniem, opinia publiczna nie jest łaskawa dla matek samodzielnie stawiających czoło rodzicielstwu. Nie liczy się, czy kobieta odeszła od ojca w trosce o dobro dziecka, los zmusił ją do samodzielnej opieki, czy została porzucona. Stereotyp samotnej matki jest jeden - wpadła z przypadkowym partnerem! Chciała tego, to teraz ma. I jak większość stereotypów, całkowicie rozmija się z prawdą.

Agnieszka od pięciu lat wychowuje samotnie syna. Uważa, że ta decyzja była słuszna.

— Wychowałam się w pełnej rodzinie i tego samego chciałam dla swojego dziecka. Nie mogłam dopuścić jednak do tego, żeby Marcelek słuchał kłótni. Spokój i bezpieczeństwo jest najważniejsze. Polska to dziwny kraj, tu nie potępia się ojców, którzy nie stanęli na wysokości zadania i nie zapewnili bytu rodzinie, tu potępia się matki, które dbają o to, żeby potomstwu niczego nie zabrakło — mówi.

Ostatni raz widziała Marcina na rozprawie o alimenty.

— Sędzia potraktował mnie okropnie. Nie przyznał mi 500 złotych, chociaż mój były nie protestował. Powiedział, że to stanowczo za dużo i że mogłam zrobić sobie dziecko z kimś bogatszym — wspomina.


Czy samotne rodzicielstwo jest patologią? Zawsze jest osobistym dramatem. Na pewno jest odstępstwem od przyjętego wzorca, wychowywania przez obojga rodziców. Nie oznacza jednak końca świata i nie jest największym złem, jakie może przytrafić się dziecku.
Marlena Paleska


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama