Reklama

Jego pasją jest rzeźbienie w owocach i warzywach

30/10/2011 21:09

Jego hobby to carving, czyli rzeźbienie w owocach i warzywach. - Można zrobić właściwie wszystko. Od kwiatków poprzez pejzaże do portretów. Trzeba tylko umieć - mówi Maciek Wasilewski z Elbląga.

Maciek Wasilewski od trzech lat pracuje jako kucharz w jednej z elbląskich restauracji. Ale nawet po godzinach nie może rozstać się z jedzeniem. Bynajmniej nie dlatego, że jest głody. Nie spędza też wolnego czasu na gotowaniu. Jego hobby to carving, czyli rzeźbienie w owocach i warzywach. O tym, co może powstać z dyni, arbuza lub rzodkiewki, rozmawia z nim Zuzanna Gajewska.

— Skąd wzięła się u Ciebie taka pasja?
— Kiedy zaczynałem pracę w restauracji, skupiałem się na przygotowywaniu potraw. Nie miałem pojęcia o dekorowaniu talerzy i ciekawym podawaniu jedzenia. Moi współpracownicy potrafili to, a ja nie chciałem czuć się gorszy. I od nauki przystrajania talerzy się zaczęło. Taką prawdziwą przygodę z carvingiem rozpocząłem na początku tegorocznych wakacji.

— I co takiego można wyrzeźbić z jedzenia?
— Nie z jedzenia ogólnie, tylko z owoców i warzyw, bo tym właśnie jest carving, można zrobić właściwie wszystko. Od kwiatków poprzez pejzaże do portretów. Trzeba tylko umieć.

— Rozumiem, że Ty już umiesz. Więc co wychodzi ci najlepiej?
— Cały czas się uczę (śmiech). Ale radzę sobie coraz lepiej. Najwięcej pracowałem z arbuzami, robiłem z nich koszyki albo rzeźbiłem pajęczynę.

— Czy rzeźbienie w jedzeniu to sztuka dla sztuki, czy można wykorzystać te dzieła bardziej praktycznie?
— Rzeźbię w jedzeniu głównie dla znajomych, którzy organizują jakieś imprezy i chcą zrobić wrażenie na gościach. Oczywiście, że rzeźby mogą mieć zastosowanie praktyczne, na przykład wspomniane przeze mnie koszyki z arbuzów, służą jako misy do jedzenia. Najczęściej na sałatki, ale można też wlać do nich poncze. Ozdoby z jedzenia nadają się do pokazywania przez mniej więcej trzy dni, trzeba tylko odpowiednio je przechowywać. Zawinąć w folię i schować do lodówki. To oczywiście zależy od tego, jaki to owoc, ale powiedzmy dynie nadają się na wystawę nawet przez tydzień.

— No właśnie, skoro jesteśmy przy dyniach, teraz, przy okazji Halloween, pewnie pracujesz tylko na nich?
— Tak, teraz jest sezon na dynie. Wszyscy chcą mieć u siebie przerażający pomarańczowy lampion. Więc razem z kolegą produkujemy je dla znajomych. On zajmuje się raczej częścią graficzną, projektuje "wyraz twarzy" dyni, a ja zajmuję się krojeniem. Jeśli chodzi o samo Halloween, to osobiście nie obchodzę tego święta, dla mnie liczy się Wszystkich Świętych. Ale to nie zmienia faktu, że lubię rzeźbić w dyniach. To bardzo wdzięczne warzywa, bo są twarde i dobrze się w nich kroi.

— A jak to się robi? Czy wystarczy wziąć zwykły kuchenny nóż, żeby sobie coś wydziergać?
— Nie, to nie jest takie proste. Trzeba mieć specjalne noże i przyznaję, że nie jest to najtańsze hobby. Taki mały amatorski nożyk do carvingu kosztuje około 250 złotych. Ten profesjonalny, tajski, bo właśnie z Tajlandii pochodzi ta sztuka, to już wydatek rzędu 500 złotych. Ale do rzeźbienia w dyni i tak się nie przydadzą. Jak mówiłem, są one twarde i tu potrzeba dłuta stolarskiego.

— Mówisz o tym z ogromną pasją. Czy rzeźbienie w jedzeniu może uzależniać?
— Tak, to bardzo wciągające hobby. Potrafię siąść i rzeźbić przez sześć godzin, zapominając o bożym świecie. W przyszłości chciałbym ukończyć profesjonalny kurs carvingu, bo na razie uczę się z internetu. Razem z kolegą założyliśmy też profil na facebooku. Chcemy pokazać ludziom ten rodzaj sztuki, a może zarazić ich naszą pasją.

[gallery=4]22599[/gallery]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama