Reklama

Jubileusz 25-lecia pracy duszpasterskiej proboszcza w Milejewie

10/11/2011 16:35

Przy milejewskim kościele stoi kamienna tablica, upamiętniający 700-lecie istnienia miejscowości i parafii. Postawiono ją w 2003 roku. W tym roku przypada natomiast inny jubileusz, znacznie mniejszy, choć dla miejscowej wspólnoty ważny: 25-lecie pracy duszpasterskiej proboszcza ks. Antoniego Falińskiego w tej parafii. Z ks. Antonim Falińskim rozmawia Andrzej Oletzki.

— Jaka była życiowa droga Księdza do Milejewa?

— Urodziłem się 8 czerwca 1942 roku w Smolnikach na Suwalszczyźnie. To był niełatwy czas okupacji hitlerowskiej. Mama pochodziła z tamtych stron, a tata z okolic Warszawy. Stanowili rodzinę rolniczą, utrzymując się z pracy na roli. Byłem ostatni wśród dziewięciorga rodzeństwa: miałem pięć sióstr i trzech braci. Na miejscu, tzn. w Smolnikach, ukończyłem szkołę podstawową, a liceum w Gołdapi. Maturę zdałem w 1960 roku. Po szczęśliwym egzaminie dojrzałości pojechałem na rekolekcje do Gietrzwałdu i tam po raz pierwszy powiedziałem sobie, że zostanę księdzem. W rodzinie nikt o tym nie wiedział. Gdy wróciłem do domu, oznajmiłem, że idę do seminarium. Rodzice przyjęli to z radością, choć zbytnio tego nie okazali. Może mamie bardziej na tym zależało, ale ojciec zachował opanowanie i spokój. Studia w Olsztynie przebiegały normalnie, bez szczególnych wydarzeń, aż do czwartego roku. Wtedy to, dokładnie 1 kwietnia, opuściłem seminarium. Moi wychowawcy - ks. Henryk Gulbinowicz (późniejszy kardynał wrocławski), ks. Jan Obłąk (późniejszy biskup warmiński) - pytali: „Co ty robisz, człowieku? Zastanów się!”. Ale ja byłem przekonany, że podejmuję słuszną decyzje i byłem zdecydowany. Na koniec przełożeni powiedzieli mi, że zawsze będę mógł wrócić. Podjąłem pracę w Janowie pod Nidzicą jako tymczasowy zastępca nauczyciela, ucząc historii, języka rosyjskiego i prowadząc wychowawstwo II klasy. W czasie wakacji złożyłem podanie do Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na Wydział Historii Powszechnej i pomyślnie zdałem egzaminy. Na pierwszym roku byłem najstarszy, więc gdy koledzy i koleżanki zaczęli „się parować”, tzn. nawiązywać sympatie i miłości, pomyślałem sobie: ”Trzeba coś zrobić – albo się żenić, albo… wrócić do seminarium”. Wybrałem to drugie. Wziąłem urlop dziekański na KUL-u i wróciłem do Olsztyna, przyjęty bez problemów w seminarium. Ponieważ nie dokończyłem czwartego roku studiów, musiałem go powtórzyć. Po trzech latach przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk ks. bpa Józefa Drzazgi, a stało się to 23 czerwca 1968 roku. Rodzice nie doczekali mojej prymicji, czyli pierwszej mszy św., gdyż 22 kwietnia zmarła mama, a 30 kwietnia mój tata.



— Na pierwszą placówkę został Ksiądz skierowany do Parafii św. Jerzego w Kętrzynie. Później pracował Ksiądz kolejno w Ornecie, Iławie, Olsztynie, w Rychnowie, Klewkach, a 25 lat temu trafił do Milejewa. Po kim przejmował tu Ksiądz placówkę duszpasterską?

— Przez sześć lat pracował w Milejewie ks. prałat Zenon Szerle. Przychodziłem na jego miejsce, choć mówiąc szczerze, nie bardzo mi to pasowało. Ks. biskup, zachęcając mnie, mówił: ”Niech ksiądz się zgodzi, tam jest wszystko zrobione i parafia jest w znakomitym stanie!”. Moja odpowiedź brzmiała: ”Jeśli w milejewskiej parafii jest wszystko na najwyższym poziomie, to po co mam tam iść?”. Po pierwszym tygodniu mojej obecności zdarzyła się wielka ulewa i w pokoju stołowym z sufitu popłynęła woda jak z rynny! Wiatr hulał po domu przez dziurawe okna. W zakrystii nie było żadnych mebli, a poprzepalane plastykowe żyrandole smętnie zwisały w kościele. Miejscowa społeczność przyjęła mnie życzliwie, choć księża z pobliskich parafii twierdzili, że będzie mi trudno pracować po tak wybitnym duszpasterzu. Okazało się zupełnie inaczej.



— Jakie były Księdza pierwsze działania w nowej parafii?

— Pierwszą rzeczą były nowe okna z niby-witrażami, bo w kościele, gdy tylko temperatura na zewnątrz spadała do 1 stopnia Celsjusza, woda zamarzała w ampułkach. Kolejną sprawą była nowa podłoga w zakrystii i meble. Dalszy etap to nowe żyrandole. Naprawy wymagał także dach, kościół trzeba było pomalować. Dalsze prace to częściowo nowe ogrodzenie świątyni. Ponieważ brakowało garażu, musiałem go wybudować. Na plebanii trzeba było wymienić podłogi i adaptować pomieszczenia na piętrze. Nowe ogrodzenie wokół też było konieczne. Później, tzn. w ostatnich latach, wykonaliśmy polbruki przy kościele i plebanii, na której trzeba było wymienić dach po pożarze. Obok zadań gospodarczych trzeba było realizować normalne obowiązki duszpasterskie: sam uczyłem religii w małej salce na plebanii, przez 6 dni w tygodniu. 



— Jakie były najpiękniejsze chwile w ciągu tych 25 lat?

— Oczywiście te, kiedy byłem młody i piękny! Teraz młodość minęła, a… uroda została! W Milejewie obchodziłem swój srebrny jubileusz kapłański w 1993 roku. Moją pasją, obok duszpasterstwa, są podróże. Udało mi się zwiedzić wiele krajów. 



— Jakie jeszcze pasje wypełniają czas proboszczowi?

— Moją największą pasją jest duszpasterstwo, w które wkładam najwięcej serca. Jeśli cokolwiek robię, to zawsze z całkowitym zaangażowaniem. Zawsze zależało mi na dobru Kościoła i to nie podobało się „tajemnym służbom”. Oprócz podróży dawniej grywałem w brydża. Ostatnio jednak nie bardzo jest z kim. Lubię kwiaty i pracę w ogrodzie. Choć wychowałem się na wsi, nie wiedziałem, co jedzą świnie i kury, wszystkiego musiałem się uczyć, a przydało się. Także teraz, choć zakres prac jest coraz mniejszy, z racji słabszych sił.



— Generalna ocena ćwierćwiecza pracy w Milejewie...

— Poza małymi wyjątkami parafianie traktują mnie życzliwie. Nawet ci, którzy nie chodzą do kościoła. Po kolędzie przyjmuje mnie 520 rodzin, nie odwiedzam 30. Do „kościelnej” emerytury zostało mi 5 lat i osiem miesięcy. Na awanse kościelne nie czekam, bo z nimi, tzn. z godnościami typu kanonik czy prałat, jest tak, jak męskimi sutkami: są, ale do niczego nie służą! Niektórzy uważają, że są nawet piękne! Takie godności w życiu świeckim też występują. Jeżeli Bóg nie powoła mnie wcześniej, to możliwości mam wiele: przyjaciele w Wodzisławiu Śląskim chcą mnie przyjąć, rodzina w Suwałkach także. Dochodzi do tego dom seniora kapłana w Elblągu. Ale to raczej nie, bo lubię towarzystwo młodych ludzi. Dziś, spoglądając w przeszłość, zastanawiam się czasami, że może zrobiłem błąd nie wracając na KUL, ale to, co spotkało mnie później, było realizacją mojej pasji duszpasterskiej i do końca życia chcę służyć ludziom.



Ks. Antoni Faliński, wspólnie z kapłanami, odprawi mszę św. dziękczynną z okazji 25-lecia pracy duszpasterskiej w Milejewie w sobotę (12 listopada) o godz.12. Kazanie wygłosi bp Jan Styrna.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama