Reklama

Kandydują, to się zlustrowali

19/11/2010 06:34

To były ciężkie czasy, wszyscy byli inwigilowani, ciągani przez Służbę Bezpieczeństwa i szykanowani — mówi Adam Jerzy Piechota, który jako jeden z dwóch kandydatów Sojuszu Lewicy Demokratycznej do Rady Miejskiej Elbląga, przyznał się do współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

W 1978 r. Piechota pracował ("zajmowałem się transportem" - wyjaśnia) w jednym z zakładów branży rolniczej. Właśnie wówczas zainteresować się miała elbląska Służba Bezpieczeństwa.

— Nachodzono mnie, próbując zaangażować do pracy na rzecz SB. Opierałem się, ale oni nie przebierali w środkach, by zmusić mnie do współpracy. Skończyło się na tym, że oficer śledczy SB dotkliwie mnie pobił — opowiada Adam Piechota (60 lat).

Piechota poddał się obdukcji, ale ostatecznie, jak przyznaje, fizyczna presja esbeka wymusiła na nim zgodę na współpracę. Była to, jak podkreśla po latach, jedna wielka fikcja. Trwająca przez dwa lata, zakończona w 1980 roku, współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa nie przyniosła esbekom ani jednego raportu, czy doniesienia autorstwa Adama Piechoty.

Adam Piechota nie chce niczego ukrywać. Jak stwierdza, był wówczas młody, należał też do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Andrzej Litkowski (52), drugi z kandydatów na radnych wystawionych przez SLD, który mieli kontakt z PRL-owskimi organami bezpieczeństwa państwa, był w latach 1982-1990 oficerem Wojskowej Służby Wewnętrznej.
Litkowski pracował w pionie kontrwywiadu WSW w Braniewie. Po roku 1990 przeszedł do służby w Wojskowych Służbach Informacyjnych, w których był do 2006 roku - likwidacji WSI.
— Nie wstydzę się się swojej służby. Byłem zawsze dobrze oceniany — powiedział nam wczoraj Andrzej Litkowski.

Oświadczenia lustracyjne dostępne są na stronie Państwowej Komisji Wyborczej.
wch

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama