Reklama

Kiedyś księgowa, dziś pisze bajki

21/12/2012 14:00



Baśniowe przebranie sprawia, że jestem odważniejsza, bardziej kreatywna, mam odpowiedź na każde pytanie czytelników. W „cywilnym” ubranku jestem dość nieśmiałą osobą — wyznała nam elblążanka Wioletta Piasecka. Z autorką książek dla dzieci rozmawiamy o pisaniu bajek i... magicznym pierścieniu.




— Przed nami święta Bożego Narodzenie. Czy pamięta Pani o jakim prezencie pod choinkę marzyła mała Wioletka? 


— Dokładnie nie pamiętam, ale to były trochę inne czasy. Nie dostawaliśmy tak drogich prezentów, o jakich dzieci marzą dzisiaj. Na ostatnim spotkaniu autorskim pytałam małych czytelników, czy napisali już listy do Świętego Mikołaja i o co prosili. Dzieci prosiły zazwyczaj o komórki, laptopy itd. W latach mojego dzieciństwa były to słodycze i drobne upominki. Chyba najmilszym prezentem dla mnie, gdy byłam mała, była książka.



― Jeszcze kilka lat temu pracowała Pani jako księgowa w elbląskim przedsiębiorstwie... Jak to się stało, że została Pani bajkopisarką?


— Pisanie książek dla dzieci to była moja wielka pasja. Od kiedy pamiętam, zawsze coś pisałam. Wtedy nawet nie marzyłam o tym, aby utrzymywać się z pisania. Pamiętam, że podczas jednego z wykładów na studiach, właśnie z zakresu literatury dla dzieci i młodzieży, profesor Gertruda Skotnicka opowiadała nam o pierwszej kobiecie, która w Polsce utrzymywała się wyłącznie z pisania. Była to Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, och jak ja ją podziwiałam. Myślałam, że w dzisiejszych czasach jest to niemożliwe. 
Przez 15 lat pracowałam w firmie na etacie i w nocy pisałam książki. Trzy lata temu postawiłam wszystko na jedną kartę. Postanowiłam otworzyć działalność gospodarczą, bo pisarz niestety nie ma żadnych ulg i musi tak jak i wielki przedsiębiorca opłacać wysoki ZUS. Moja działalność to wyłącznie literatura i spotkania z czytelnikami. Przez te trzy lata nigdy nie pożałowałam tamtej decyzji. Dziś każdego, kto ma pasję i lubi wyzwania, namawiałabym na spróbowanie realizacji swoich marzeń. Jeśli nawet się nie uda, to świadomość, że zrobiło się wszystko, co możliwe, daje ogromną satysfakcję, a jak się uda, to jest samo szczęście.



― Podczas spotkań autorskich zawsze występuje Pani w stroju wróżki, który niejako stał się Pani znakiem rozpoznawczym. Skąd taki pomysł?

— Strój wróżki to pomysł jednego z moich wydawców. Wydał książki pod warunkiem, że będę na nich w stroju wróżki. Nie chciałam się na to zgodzić, bo każdy, i ja również , ma własne wyobrażenie wróżki, a mi do tego wizerunku daleko. 
Jednak książki się ukazały i ten wizerunek okazał się idealnym pomysłem, gdyż baśniowe stroje wróżki towarzyszą mi również na spotkaniach autorskich. Co najdziwniejsze baśniowe przebranie sprawia, że jestem odważniejsza, bardziej kreatywna, mam odpowiedź na każde pytanie czytelników. W „cywilnym” ubranku jestem dość nieśmiałą osobą.



― Musimy także wspomnieć o magicznym pierścieniu... Dzieci mówią, że on spełnia życzenia.



— To prawda, moje wszystkie marzenia się spełniły z nawiązką, nawet te, o których niegdyś myślałam, że są niemożliwe do spełnienia. Dostałam go kiedyś podczas spotkań w Stanach Zjednoczonych. Pierścienia dotknęło mnóstwo dzieci i dorosłych, po prostu setki tysięcy i tylko raz wpłynęła reklamacja. Jedna z pań bibliotekarek dotykając pierścienia, powiedziała, że chciałabym zdać czekający ją wkrótce egzamin. Po kilku dniach dostałam list, że pierścień należy oddać do naprawy. Zmartwiłam się, że pani nie zdała, a ona mi odpisała, że owszem zdała, ale musiała się jednak nauczyć.



― Rozmawiamy o marzeniach dzieci, a o czym marzy Wioletta Piasecka?


— Takich marzeń materialnych to nie mam, ale chciałabym, żeby moja rodzina była zdrowa, szczęśliwa, żeby mój syn skończył swoje wymarzone studia, a jest na pierwszym roku. Moje marzenie, które należy traktować z przymrużeniem oka, to żeby wytwórnia Walta Disneya nagrała film z jednej mojej książki „Księżniczki dziecięcych serc”.



― Wydała Pani szesnaście książek, czy szykuje się kolejna?



— Oczywiście! Siedemnastego grudnia wróciłam ze spotkań autorskich i tuż po świętach zabieram się za pisanie. To może być pierwsza książka, która powstanie poza Elblągiem, bo na jakiś czas, bardzo krótki, czyli do marca wyprowadzam się z mojego ukochanego miasta właśnie po to, by napisać tę książkę, ale to na razie tajemnica. 



― Spotkania autorskie miewa Pani praktycznie w całej Polsce. Czy jest takie miejsce, które najchętniej Pani odwiedza? 


— Powiem tak, jak mawiał Aleksander Dumas „Lubię tych, co mnie lubią” zatem moje ukochane miejsca, to takie, gdzie byłam mnóstwo razy i znają mnie i moje książki wszyscy mieszkańcy, a więc Opole i całe województwo opolskie, nie ma tam miejscowości małej, czy dużej w której nie byłoby moich książek. Z często odwiedzanych są też Kościerzyna, Brzeg, Tomaszów Mazowiecki, Barcin, Namysłów, Poznań, Radzyń Podlaski i wiele, wiele innych. Tymczasem, korzystając z okazji, życzę wszystkim mieszkańcom Elbląga zdrowych, radosnych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego, co najlepsze w 2013 roku.
sw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama