Tytułem nawiązuję do ubiegłorocznego, też w Dzienniku Elbląskim „Rok po wyborach: próba samooceny elbląskiego radnego”. Rozczarowania dotyczą oczywiście porozumienia o współpracy z Platformą Obywatelską. Pisałem wówczas: „Dla Platformy – to spokojniejsze sprawowanie władzy, dla SLD - decyzyjny współudział, z zaznaczeniem konsekwencji i pamięci o lewicowych pryncypiach.” i „Jeszcze można się trochę usprawiedliwić; to dopiero początek. Za rok, na półmetku, okoliczności łagodzących nie będzie”.
I stało się; tych okoliczności na półmetku nie ma. Klub radnych lewicy miał bowiem swoje zdanie, propozycje, wnioski, rozwiązania. Byliśmy wysłuchiwani, decyzyjnego współudziału nie było, a podstawowym obowiązkiem było „za”. Patronowała temu dziwna atmosfera w ówczesnych władzach elbląskiej lewicy. Już na etapie przygotowań do wyborów, było jasne, przynajmniej dla niektórych z nas, że te wybory „nie wypalą”. Niestety, sprawdziło się. Mogliśmy mieć przynajmniej dwóch radnych więcej. Status szefa elbląskiej lewicy, wspieranego przez grono przybocznych,był przeszkodą w otwartości partyjnej dyskusji. Straciliśmy władzę samorządową, wielu sympatyków i członków. W tej wspomnianej dziwnej atmosferze zawarto też porozumienie o współpracy z PO, radni SLD otrzymali funkcje; zabrakło merytoryki współdziałania wynikającej chociażby z respektowania tożsamości ugrupowań. Prawdę powiedziawszy, do dzisiaj nie jesteśmy pewni, czy wszystkie aspekty związane z porozumieniem są nam znane.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!