Reklama

Kolejna próba samooceny elbląskiego radnego, a więc rozczarowania i nadzieje

13/11/2012 13:19

Tytułem nawiązuję do ubiegłorocznego, też w Dzienniku Elbląskim „Rok po wyborach: próba samooceny elbląskiego radnego”. Rozczarowania dotyczą oczywiście porozumienia o współpracy z Platformą Obywatelską. Pisałem wówczas: „Dla Platformy – to spokojniejsze sprawowanie władzy, dla SLD - decyzyjny współudział, z zaznaczeniem konsekwencji i pamięci o lewicowych pryncypiach.” i „Jeszcze można się trochę usprawiedliwić; to dopiero początek. Za rok, na półmetku, okoliczności łagodzących nie będzie”.

I stało się; tych okoliczności na półmetku nie ma. Klub radnych lewicy miał bowiem swoje zdanie, propozycje, wnioski, rozwiązania. Byliśmy wysłuchiwani, decyzyjnego współudziału nie było, a podstawowym obowiązkiem było „za”. Patronowała temu dziwna atmosfera w ówczesnych władzach elbląskiej lewicy. Już na etapie przygotowań do wyborów, było jasne, przynajmniej dla niektórych z nas, że te wybory „nie wypalą”. Niestety, sprawdziło się. Mogliśmy mieć przynajmniej dwóch radnych więcej. Status szefa elbląskiej lewicy, wspieranego przez grono przybocznych,był przeszkodą w otwartości partyjnej dyskusji. Straciliśmy władzę samorządową, wielu sympatyków i członków. W tej wspomnianej dziwnej atmosferze zawarto też porozumienie o współpracy z PO, radni SLD otrzymali funkcje; zabrakło merytoryki współdziałania wynikającej chociażby z respektowania tożsamości ugrupowań. Prawdę powiedziawszy, do dzisiaj nie jesteśmy pewni, czy wszystkie aspekty związane z porozumieniem są nam znane.

Już w ubiegłym roku nadrabialiśmy miną, ale z perspektywy roku bieżącego ta umowna współpraca właśnie rozczarowała. Dyskusja nad Wieloletnim Planem Mieszkaniowym i wymuszenie przez nas dłużej, niż rok, obowiązujących ulg czynszowych, w warunkach 100-procentowego wzrostu czynszu, ukazywały rozbieżności w pryncypiach. Na oczach całego miasta, toczyła się też, odciągająca uwagę od spraw ważniejszych, walka, jak doprowadzić do czysto formalnego uznania „ślimakopodobnego” logo, jak również do stwierdzenia, że Strategia Promocji, która nią nie jest, jednak jest. I formalnie tak się stało; czy po drodze jednak czegoś nie zagubiliśmy? Pół roku bojów byłoby niepotrzebnymi, gdyby zadziałały mechanizmy przynależne Radzie Miejskiej (zabrano jej prerogatywy), i gdyby potraktowano poważnie, w duchu porozumienia, jeżeli takowy był, stanowisko klubu radnych SLD wzywające do przedstawienia wspomnianego logo jako jednego z projektów. Stanowisko było, reakcji nie. Gdzie tu wspomniany duch porozumienia? Nie trzeba było go zrywać, on po prostu wygasał.

Nad całym samorządem, w tym i radnymi SLD, w roku bieżącym zawisła wyjątkowa społeczna krytyka. To półmetek, i elblążanie chcieliby widzieć efekty, a przynajmniej konkretyzowanie się rozwiązań, związanych z łagodzeniem trudnego społecznego bytowania. Na pierwszym miejscu problemowym stawiają bezrobocie i oczekiwania na pozyskiwanie znaczących inwestorów. Nie widzą jednak przełomu i w tej sytuacji formułują znane, bardzo ostre oceny aspektów sprawowania władzy, uważając, że wyalienowuje się ona od ich spraw, traktując je powierzchownie, a przepych, nawet arogancja, stają się zbyt widoczne. Lewica nie może nie uwzględniać nastrojów społecznych na zasadzie, że „karawana idzie dalej”. Ktoś musi się wsłuchiwać.

Nadal nie widać zapowiadanych nowych jakości w pracy Rady Miasta, która też chyba już nie będzie w stanie przeprowadzić merytorycznych i ożywiających Urząd sesji merytorycznych, poświęconych np. bezrobociu, ciepłownictwu, ochronie zdrowia, mieszkalnictwu. To niepełny zarys sytuacyjny towarzyszący lewicowym przemyśleniom, zarówno na forum struktur SLD, jak i w Radzie Miasta. Organizacyjnie, i merytorycznie, chyba wyszła nam na dobre rejterada poprzedniego szefa partii. Różna jest ocena roli jednostek w historii, ale coś dobrego i ożywczego dzieje się po zmianach zapoczątkowanych „come backiem” przewodniczącego z poprzednich lat.

Okazuje się, że także elblążanie mają swoje oczekiwania związane z rolą lewicy w mieście. To już rzutuje na pracę radnych. Zadeklarowaliśmy wolę współpracy przy konkretnych tematach, ale do „tanga trzeba…”. Widzimy po stronie ugrupowania rządzącego elementy syndromu „oblężonej twierdzy” i uproszczenia, bo „przecież mamy 15 szabel, to wszystko przegłosujemy”; po co przekonywać. To ilościowe wzmocnienie szeregów elblążanie oceniają też krytycznie, a zwłaszcza gdy z ust „nawróconych” słyszą poglądy całkowicie odmienne od dotychczasowych. „No to może radnych lewicy pozbawić funkcji w organach Rady?” Poddamy się woli większości, ale jeżeli są potrzebni wyłączni apologeci władzy, to znaczy, że jest gorzej niż sądzimy, a retorsje będą towarzyszyły od początku samorządowi następnej kadencji, naturalnie ze znaczącą zmianą układu.

Na dzisiaj mamy przeczucie i sporo informacji o niedobrej kondycji finansowej Miasta i poważnych zagrożeniach na rok przyszły. Są też konkrety: propozycje znacznej fiskalizacji różnych dziedzin odpowiedzialności samorządu. To bilety komunikacji, to Strefa Płatnego Parkowania, i inne. Nie możemy uciekać od odpowiedzialności w warunkach konieczności, i nie chcemy schlebiać wyborcom całkowitą negacją. Zaczęło się jednak tradycyjnie od końca, a radni znowu mają być „za” wobec wspomnianych fiskalizacji; potem będą konsultacje i debata jako „zaklepywanie” tego, co i tak się nie zmieni. Klub lewicy nie pisze się na to. Oczekujemy natychmiast na deklarowaną, także i przez klub PO, wolę współpracy i wspólne, z udziałem wszystkich klubów, uzgodnienie filozofii budżetowej, z wiedzą jak jest na dzisiaj, a szczególnie - co z najtrudniejszym rokiem 2013.

Jest dla nas jasne, że nie możemy sobie pozwolić na rozpoczęcie kolejnych wielkich inwestycji, nawet kosztem rezygnacji z zobowiązań wyborczych, aktualnie ciągle prezentowanych jako możliwe. Wisi nad nami przykład Elbląskiego Parku Technologicznego. Tutaj wątek osobisty: jako chyba jedyny (bez zarozumiałości) w Elblągu dawałem społeczny głos o chciejstwie tej inwestycji i że z oczekiwanego złotego trójkąta (nauka, biznes, samorząd) na polu bitwy (kosztowej) pozostanie samorząd. Czy tak nie jest? Może więc rok 2013 niech będzie rokiem finalizowania tego, co aktualnie realizujemy, z szerszym otwarciem wobec potrzeb lokalnych, których celowość tak uwidocznił „budżet obywatelski.
Ryszard Klim
Wiceprzewodniczący
Klubu radnych SLD

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama