Reklama

Ksiądz Paweł Guminiak: Sport to także sposób na ewangelizację

13/01/2012 22:39

Na co dzień jest wikariuszem w Parafii Trójcy Świętej na elbląskim Zatorzu, ale każdą wolną chwilę poświęca działalności sportowej w klubie Olimpia 2004, którego jest prezesem. Dba o odpowiednie wychowanie młodzieży oraz uczy, jak prawdziwie kibicować nie tylko na meczach piłki nożnej. Mowa o księdzu Pawle Guminiaku, który został Człowiekiem Roku w plebiscycie Dziennika Elbląskiego.

— Jak to się stało, że Paweł Guminiak został księdzem?

— To bardzo trudne pytanie. Popularnie mówi się, iż to powołanie, ale myślę, że wiele było przyczyn tego, że zostałem kapłanem. Wcześniej, oprócz szkoły, grałem w piłkę w III-ligowym Rodle Kwidzyn, wszystko było poukładane, niby człowiek wiedział, czego chce, a tu nagle taka decyzja. Zawsze byłem związany z parafią, umiałem to pogodzić z życiem codziennym i tak wyszło. Człowiek w pewnym momencie zadecydował, że pójdzie tą drogą, bo można się poświęcić, komuś pomóc, zrealizować w jakiś sposób swój cel, plan, który gdzieś tam miałem.



— Od urodzenia był ksiądz związany z Kwidzynem?

— Urodziłem się w Kwidzynie, tam mieszkałem i uczyłem się. Skończyłem szkołę o kierunku technik technologii żywności. Od razu po maturze poszedłem do pracy, bo człowiek chciał być samodzielny, a we wrześniu podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium i w 1996 roku przyjechałem do Elbląga. Niemal od razu wszedłem w struktury związane ze sportem. W miarę możliwości chodziłem na mecze piłkarek ręcznych Startu i piłkarzy nożnych Olimpii. Cały czas były także pragnienia stworzenia klubu, ale takiego azylu dla tych, którzy chcą coś robić. I kiedy w 2003 roku zostałem księdzem, to najpierw powstał Klub Parafialny Rafael, a ten później połączył się z ZKS Olimpia, czyli klubem założonym przez kibiców. Owoce tego połączenia widać teraz. Ale dotykałem także innych problemów, z jakimi się spotykałem w życiu codziennym.



— Od początku była Parafia Trójcy Świętej?

— Po ukończeniu seminarium przez trzy lata byłem w Parafii Świętego Rafała Kalinowskiego Nad Jarem, a od 2006 roku w obecnej mojej parafii, czyli Trójcy Świętej. 
 


— Ciężko jest pogodzić pracę kapłana i działacza sportowego?

— Na pewno jest to bardzo trudne, bo do tego trzeba jeszcze dołączyć pracę w szkole. Dlatego dziękuję za wyrozumiałość proboszczowi i kolegom z parafii, za to, że pozwalają mi na pewne rzeczy. To ułatwia pogodzenie zadań w parafii i klubie. Poza tym brakuje czasu na to, by wszystko jeszcze lepiej funkcjonowało. Nie jest źle, ale zawsze może być lepiej. Większość ludzi przychylnie podchodzi do tego, co robię, ale pewnie są też i tacy, którym nie odpowiada to, że człowiek angażuje się w takie sprawy. Jest to pewien sposób na ewangelizację - można pokazywać pewne wartości i łączyć to ze sportem.



— Kapłanowi ciężko jest być działaczem sportowym? Bo w ostatnich latach to środowisko piłki nożnej nie jest dobrze postrzegane.

— Na pewno trudno, bo na początku nie zawsze jest się do końca akceptowanym w różnych środowiskach. Ale myślę, że efekt tej pracy jest tak widoczny, że ci, co chcą pomagać, w jakiś sposób ufają i pomagają. Wiedzą, że nie zostanie to zmarnowane. Chodzi w tym wszystkim o uczciwość, a my tak właśnie staramy się do tego podchodzić. Zaczynając od meczów i tego, co się na nich dzieje, o podejście do sędziów, traktowanie zawodników i pracowników. Staramy się traktować innych w stu procentach uczciwie, by nikt nigdy nie miał do nas pretensji, nawet jak się z kimś żegnamy. Potrzebne są zmiany w związkach i to zawsze mówiłem. I dopóki ich nie będzie, to niestety, ale będziemy stali w miejscu. Zamiast się rozwijać, mając taką okazję jak Euro 2012, to my stoimy w miejscu, albo nawet się cofamy. Gdyby cała struktura PZPN i okręgowych związków była bardziej otwarta na innowacje byłoby zdecydowanie lepiej.



— Skąd taka popularność księdza osoby i wygrana w plebiscycie?
— Myślę, że zauważono i doceniono pracę z młodzieżą i na pewno jest to bardzo miłe. Już sama nominacja była zaskoczeniem. Ktoś mnie zgłosił i nawet nie wiem kto, a dowiedziałem się o tym później, jak już pojawiło się w gazecie i można było głosować. Ostatni moment był taki dość nerwowy, bo moja przewaga zaczęła topnieć. Całe to głosowanie, to coś nowego, takie miłe doświadczenie. Cieszy fakt, że to, co człowiek robi, zostaje zauważone i docenione.



— Kto mógł oddawać na księdza swoje głosy? Przecież Paweł Guminiak, to nie tylko działacz sportowy, ale przede wszystkim kapłan...

— No, na pewno jakaś część parafian wysłała sms-y, może młodzież, albo ich rodzice. Jest duże grono osób, które znam i z którymi współpracuję, i pewnie to od nich pochodziły te głosy, za co szczerze dziękuję.



— Ważnym elementem księdza działalności jest nauka bycia prawdziwym kibicem. Stąd wspólne wyjazdy na mecze reprezentacji Polski.

— Kilkakrotnie byliśmy na różnych meczach. Jest to próba kibicowania kulturalnego, bez jakiegoś, nazwijmy to, doładowania. Po to się jedzie, by wspomóc drużynę, której się kibicuje. Tych meczów było już sporo i fajnie, że wiele osób chce jechać tak inaczej. Nigdy nie mamy problemu z zebraniem kompletu osób, bo ci, co z nami jadą, wiedzą, że będzie spokojnie i bez problemów. Niestety, często w naszym kraju kultura kibicowania odbiega gdzieś od tego, czego byśmy oczekiwali. Myślę, że często są to jednak jednostki, które można łatwo wyeliminować. Niestety, nasze państwo jest słabe, bo nie jest konsekwentne i tu jest problem. Jak ktoś coś złego zrobi, to nie odpowiada za to, jak powinien. Gdybyśmy pokazali, że za jedną czy drugą rzecz jest taka kara i kilka razy ją wyegzekwowali, to liczba chuliganów na stadionach by spadła, podobnie jak w Anglii. Na pewno trzeba zmian, trzeba wiedzieć, po co się jedzie na mecz.



— Jakie ma ksiądz plany na 2012 rok?
— Jeżeli chodzi o kapłańskie, to o tym, czy będę nadal w tej parafii, zadecyduje ksiądz biskup. Mam nadzieję, że biskup dostrzega tę pracę i widzi, że to jest dobre. Zresztą, był u nas w klubie, widział, jak to wszystko funkcjonuje, ile osób tu pracuje i ile potrzeba na to wszystko czasu. Mam nadzieje, że będę w Elblągu lub gdzieś w okolicach, by móc to kontynuować. A pod względem sportowym to myślimy o dalszym rozwoju tego wszystkiego, by klub się polepszał w wielu sprawach i dziedzinach. Główny cel nie tylko na 2012 rok, ale także na następne lata, jest taki, by nasi wychowankowie grali w zespole seniorów.
Rozmawiał Krzysztof Fedak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama