Reklama

Ludwika Załuska: Przestańmy udawać, że chorzy psychicznie nie istnieją

26/10/2012 18:56

Często zdarza się, że nawet najbliżsi ukrywają fakt, że w ich rodzinie ktoś cierpi na chorobę psychiczną. To nie zawsze wynika ze wstydu, po prostu boją się odrzucenia, naznaczenia, zwykłych spojrzeń ludzkich. 

Z Ludwiką Załuską, tegoroczną laureatką Tuusa, nagrody przyznawanej za kontynuację dzieła Jana Pawła II rozmawia Natasza Jatczyńska.

— Mamy rozmawiać o pracy z osobami chorymi psychicznie. To chyba nie jest popularny temat. Mimo tego, że żyjemy wydawałoby się w nowoczesnym i otwartym społeczeństwie, wiele osób schizofrenię uważa, za coś wstydliwego, a chorych na nią się boi.

— Rzeczywiście nadal istnieje taka opinia, że choroba psychiczna jest wstydliwym tematem. Często zdarza się, że nawet najbliżsi ukrywają fakt, że w ich rodzinie ktoś na nią cierpi. To nie zawsze wynika ze wstydu, po prostu boją się odrzucenia, naznaczenia, zwykłych spojrzeń ludzkich.

— A co ze strachem przed chorymi?
— No tak. Chorych psychicznie należy się bać, są groźni dla otoczenia – często słyszy się takie słowa. To oczywiście wcale nie jest prawdą. Może się zdarzyć, że takie osoby wykazują jakieś agresywne zachowania, gdy są w złym stanie psychicznym. To jednak nie oznacza, że są źli, niebezpieczni tylko, że dokuczają im objawy choroby. Te wszystkie stereotypy wskazują jednak na to, ze świadomość społeczeństwa i nasza wiedza na temat takich chorób nadal nie jest pełna.

— Czy jesteśmy w stanie rozpoznać, że dana osoba w naszym otoczeniu potrzebuje pomocy?

— Jeśli nasz znajomy, przyjaciel czy bliski zaczyna się zupełnie inaczej zachowywać niż dotychczas, izoluje się, przestaje się interesować np. nauką, pracą zawodową, zrywa kontakty towarzyskie, powinniśmy zareagować, szukać dla niego pomocy. Nie bądźmy obojętni.

— Wtedy należy przyjść do was...
— Oczywiście postaramy się udzielić takiej osobie lub rodzinie pomocy, kierując ją do lekarza, do pracowników socjalnych, czy też do naszego domu.

— Pani pracuje z osobami chorymi od 38 lat, od 10 lat jest pani kierownikiem Środowiskowego Domu Samopomocy przy ul. Winnej. Czy to ciężka praca?

— Nie określiłabym jej jako ciężką pracę. To praca ciekawa, wymagająca dużej cierpliwości, empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. To praca z drugim człowiekiem, który jest często zagubiony, osamotniony i potrzebujący wsparcia. Przy chorym nie można wykazać agresji czy niepokoju, bo on czuje nasze negatywne nastawienie. Staram się więc być spokojna i często uczestnicy naszego domu dają mi siłę do dalszego działania.

— Na jaką pomoc mogą liczyć podopieczni środowiskowego domu?

— Przede wszystkim prowadzimy zajęcia aktywizująco - wspierające, są one bardzo ważne dla poprawy funkcjonowania psychospołecznego naszego uczestnika. Prowadzimy trening umiejętności nawiązywania kontaktów interpersonalnych, umiejętności życia społecznego. Często bowiem takie osoby nie radzą sobie ze zwykłymi życiowymi sprawami. Prowadzimy zajęcia, które rozwijają lub rozbudzają zainteresowania. Ogólnie pracujemy na dobrych stronach uczestnika, rzadko mówimy o słabych. To osoby, które mają tak naprawdę duże możliwości, tylko trzeba je umieć wykorzystać, ukształtować. Duży naciskamy kładziemy również na kondycję fizyczną. Oczywiście organizujemy mnóstwo spotkań integracyjnych, podczas których spotykają się osoby chore ze zdrowymi. Naszych uczestników włączamy do udziału w różne projekty np. z aktywizacji zawodowej. Nie ukrywam, że liczymy na to iż niektóre z tych projektów przyczynią się w przyszłości do zatrudnienia naszych uczestników na otwartym rynku pracy.

— Właśnie. Czy chorzy mogą liczyć na normalną pracę, życie?

— Przy wsparciu rodziny, pomocy takich ośrodków czy stowarzyszeń mają na to szansę. Warunkiem jest jednak to aby społeczeństwo otworzyło się na nich, nie można udawać, że ich nie ma, że nie ma problemu. Gorzej jest z pracą. Choroba daje o sobie znać w bardzo młodym wieku, często osoby na nią cierpiące nie mają okazji dokończyć edukacji, nabyć doświadczenia w jakimkolwiek zawodzie. Są jednak wśród naszych uczestników, osoby które podjęły pracę czy też wróciły do szkoły.

— Jak pracodawcy reagują na chorych?

— Nasi uczestnicy sami mówią o tym, że starając się o pracę najczęściej boją się przyznać, że chorują psychicznie, boją się odrzucenia, niezrozumienia. Oczywiście nie wszyscy pracodawcy mają takie podeście. Są i wyjątki. Mamy kilka osób pracujących.

— Kilka?

— Na 10 lat działalności SDŚ 22 osoby podjęły pracę. Tylko część z nich utrzymała pracę.

— Środowiskowy Dom Samopomocy oraz Elbląskie Stowarzyszenie Pro - Familia robią wiele, by zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat chorób psychicznych.

— Prowadzimy wiele akcji promujących zdrowie psychiczne między innymi kampanie edukacyjno-informacyjne, warsztaty, prelekcje, wyjazdy integracyjne itp. Wszystko po to, aby o tym problemie mówić jak najwięcej i przeciwdziałać stereotypom. Myślę, że przez te lata, kiedy działa nasz dom i stowarzyszenie udało nam się w pewnym stopniu uwrażliwić elblążan na problemy osób chorujących psychicznie. Widzę to chociażby po naszej akcji Drzwi Otwarte - Schizofrenia. Przez pierwsze lata organizowaliśmy obchody na terenie domu, uczestniczyło w nich kilkadziesiąt osób. Od 5 lat organizujemy spotkania edukacyjno–integracyjne na terenie Elbląga, a zainteresowanie jest coraz większe. Niektórym osobom może się wydawać, że to są tylko festyny, ale dla nas to są aż festyny. Przychodzą na nie dzieci, młodzież, rodziny, coraz więcej widzimy rodzin i bliskich naszych chorych. Włączyliśmy również młodzież elbląskich szkół oraz wolontariuszy w różne akcje promujące zdrowie psychiczne. Zapraszamy specjalistów z Polski z dziedziny psychiatrii i psychologii na spotkania edukacyjne.

— I jak reagują młodzi ludzie?

— Są zainteresowani problematyką zdrowia psychicznego, mają wiele pytań podczas spotkań, wątpliwości. Czasami szukają pomocy dla kogoś z rodziny czy znajomego ze szkoły. Niestety, choroba ta ujawnia się już w bardzo młodym wieku, od 18 do 35 lat. To trudny okres w życiu każdego człowieka, który doświadcza tego problemu. Bardzo często choroba dotyka osób rozpoczynających naukę bądź podejmujących pracę zawodową. W tym czasie potrzebują wiele wsparcia i zrozumienia.

— Skąd się w ogóle bierze ta choroba?

— Nie jest znana do końca przyczyna zachorowania na schizofrenię. 
Psychozę mogą wywołać czynniki stresogenne, mówi się również o obciążeniach genetycznych.

— Stres pani mówi, ale tego stresu to tak naprawdę trudno dzisiaj uniknąć.

— Oczywiście. Taką mamy rzeczywistość. Dlatego uważam, że już dla dzieci w przedszkolach, szkołach powinniśmy prowadzić profilaktykę zdrowia psychicznego; uczyć technik relaksacyjnych, asertywności, życia bez nałogów, zdrowego odżywiania, rozwijać zainteresowania, dbać o kondycję fizyczną itp.

Ludwika Załuska od 10 lat dyrektorem Środowiskowego Domu Samopomocy przy ul. Winne, od pięciu lat działa również w Elbląskim Stowarzyszeniu Na Rzecz Pomocy osobom Chorym Psychicznie i Ich Rodzinom w Elblągu. Jej pierwszy zawód to pielęgniarka. Z wykształcenia jest również andragogiem. Z osobami chorymi psychicznie pracuje od 38 lat.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama