Reklama

Ma zapłacić za gapowicza, który podał jego adres

06/02/2012 11:44

Ktoś złapany w komunikacji miejskiej na jeździe bez ważnego biletu podał mój adres, a kontrolerzy uwierzyli mu na piękne oczy i nie sprawdzili podawanych przez niego danych. Teraz mam przez to sporo problemów – opowiada pan Andrzej, mieszkaniec Elbląga.

Kłopoty pana Andrzeja zaczęły się pod koniec listopada ubiegłego roku, kiedy do jego mieszkania przyszło pismo, wzywające do uregulowania kary za jazdę bez ważnego biletu. Był zdziwiony, bo po pierwsze nie jeździ na gapę, a po drugie na piśmie zgadzało się tylko jedno – jego adres. Imię i nazwisko gapowicza było mu zupełnie obce.

Kazano mu napisać oświadczenie
— Nikt taki nie jest u mnie zameldowany. Nie znam Michała A., który został złapany na jeździe bez biletu i podał mój adres — mówi.
 Pan Andrzej wybrał się z pismem do elbląskiej siedziby firmy Arsen, która odpowiada za kontrole biletów w Elblągu. 
— Kazano napisać mi oświadczenie, że to nie ja jechałem bez biletu. Tak też zrobiłem — opowiada.
Zaledwie kilka dni później, na początku grudnia, do mieszkania pana Andrzeja trafiło kolejno pismo. Tym razem miał zapłacić 120 zł za Marka A., który został złapany na jeździe bez biletu w autobusie linii nr 16. Na piśmie było to samo nazwisko – zmienione było tylko imię. Ten sam był adres.
— Sytuacja się powtórzyła. Poszedłem do firmy Arsen, napisałem oświadczenie, sprawa trafiła na policję — opowiada.

To może spotkać każdego z nas
W połowie stycznia pan Andrzej został wezwany na policję. Złożył zeznania, zostawił próbki podpisów. Wcześniej jednak dostał kolejne wezwanie do zapłaty.
— Pismo brzmiało groźnie. Byłem zdziwiony, bo myślałem, że skoro złożyłem reklamację, a sprawą zajmuje się policja, to egzekucja nałożonych kar zostanie wstrzymana — mówi.
 Pan Andrzej najbardziej oburzony jest jednak zachowaniem kontrolerów, którzy złapali oszusta na jeździe bez ważnego biletu. 
— Na jakiej podstawie uwierzyli komuś, kto podał mój adres? — zastanawia się. — Okazuje się, że to może spotkać każdego z nas. Wystarczy, że oszust poda nasz adres. Jestem niewinny, straciłem czas na wyjaśnienie tej sytuacji, a teraz dostaję jeszcze pisma wzywające mnie do zapłaty.


Zwróciliśmy się o wyjaśnienie tej sytuacji do firmy Arsen oraz Zarządu Komunikacji Miejskiej. W piątek nie dostaliśmy odpowiedzi od firmy, która zajmuje się w Elblągu kontrolą biletów. Sprawę próbował wyjaśnić Michał Górecki, rzecznik prasowy ZKM. 
— Zgodnie z zapewnieniami ze strony firmy Arsen, w przypadku złożenia reklamacji, dotyczącej nałożenia opłaty dodatkowej, postępowanie windykacyjne zostaje zawieszone do czasu wyjaśnienia sprawy — napisał do nas. I wyjaśnia. — W przypadku ujęcia pasażera, który nie posiada skasowanego, ważnego biletu lub odpowiedniego, ważnego dokumentu potwierdzającego prawo do bezpłatnych przejazdów, kontrolerzy proszą o okazanie dokumentu tożsamości. W przypadku braku dokumentu lub w przypadku odmowy jego okazania, kontrolerzy mają prawo wezwać policję.

W Elblągu takie interwencje odbywają się wyjątkowo sprawnie i szybko. Tożsamość "gapowicza" może również potwierdzić współpasażer – jednak jeśli kontrolerzy mają jakiekolwiek wątpliwości co do wiarygodności podanych danych, zwracają się o pomoc do policji. Bardzo często sama informacja o możliwości podjęcia interwencji przez policję pomaga jednak odnaleźć dokument tożsamości.

Pan Andrzej ma jednak pewność, że w przypadku gapowicza, który podał jego adres, kontrolerzy nie wezwali policji. 
— Żaden Marek ani Michał A. nie jest zameldowany pod moim adresem. Kontrolerzy uwierzyli gapowiczowi na ładne oczy. Nie zweryfikowali podawanych przez niego danych, bo gdyby to zrobili, to by się przekonali, że żaden pan A. nie mieszka pod moim adresem — dziwi się. 
Pan Andrzej obawia się jeszcze jednego. 
— Dostałem wezwanie do zapłaty od firmy windykacyjnej. Za chwilę, jak znam życie, zaczną się telefony, a później wizyty windykatorów w domu, a przecież to nie ja jechałem bez biletu. Dlaczego mam płacić? — pyta.
 W piątek wysłaliśmy pytania także do firmy Arsen. Czekamy na odpowiedź.
Arkadiusz Kolpert

Michał Górecki, rzecznik ZKM

— Z podobnymi problemami zmaga się kontrola biletów w całej Polsce. Jednak ilość reklamacji w tym zakresie, które wpływają do ZKM w Elblągu, jest stosunkowo niewielka i ogranicza się do kilku przypadków w ciągu roku. Warto przypomnieć, że podawanie nieprawdziwych danych osobowych lub podszywanie się pod inną osobę może mieć poważne konsekwencje prawne.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama