Przed meczem faworytem byli gospodarze. Także statystyki przemawiały na ich korzyść. Drużyna z Trójmiasta, prowadzona przez trenera Marcina Lijewskiego, zajmuje obecnie piąte miejsce w tabeli w grupie pomarańczowej i jej celem jest zakwalifikować się do ćwierćfinałów po rundzie zasadniczej. Dlatego przed sobotnim meczem szczypiorniści Wybrzeża nie kryli, że interesują ich tylko trzy punkty, a strata nawet jednego punktu będzie ich porażką.
Już od początku meczu gdańszczanie przystąpili do natarcia i po chwili było 3:0 dla nich, a dodatkowo na ławkę kar powędrował Marcin Szopa. Elblążanie nie dawali za wygraną i w 13. min przegrywali tylko 5:6, a mogło być jeszcze lepiej, gdyby Szopa wykorzystał rzut karny.
„Meblarze” przez cały czas toczyli z Wybrzeżem wyrównaną walkę, ale na przeszkodzie stawał im bramkarz rywali Maciej Pińczewski, który bronił jak w transie. To on był wyróżniającym się zawodnikiem gospodarzy w pierwszej połowie.
W drugiej części spotkania Wybrzeże poszło za ciosem i w 35. min powiększyło przewagę już do siedmiu bramek (15:8) i utrzymywało ją do 40. min (19:12). Od tej chwili oba zespoły grały bramka za bramkę, aż w końcu do głosu doszli „Meblarze”. Między 46 a 53 minutą rzucili pięć goli, a stracili tylko jednego i kiedy do siatki trafił Filip Koper było już tylko 22:19 dla Wybrzeża.
— W tym spotkaniu mogło się jeszcze wiele ciekawych rzeczy wydarzyće. Niestety, za szybko oddawaliśmy rzuty z nieprzygotowanych sytuacji, wdarło się trochę chaosu, co wykorzystał rywal i rozstrzygnął losy spotkania — podsumował trener elblążan Jacek Będzikowski.