Reklama

Miały być przyszłością elbląskiej piłki ręcznej. Klub ich nie chce

06/10/2011 08:37

Siedem młodych piłkarek ręcznych Startu Elbląga, które w poprzednim sezonie grały w I lidze, otrzymało z klubu wypowiedzenia. To efekt likwidacji drugiej drużyny. — Gdybym rok temu wiedział, że to wszystko tak się potoczy, to osobiście pomógłbym dziewczynom, żeby nigdy nie grały w Elblągu — mówi Jerzy Ringwelski, który ze wspomnianymi zawodniczkami zdobył aż pięć medali Mistrzostw Polski.



Ponad rok temu Krzysztof Święcicki, prezes klubu piłki ręcznej Startu Elbląg, podczas oficjalnej prezentacji w blasku fleszy przedstawiał kibicom rezerwy elbląskiej drużyny, jako przyszłość naszej piłki ręcznej. W środę (5.10), jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, ten sam prezes aż siedmiu z nich wręczył wypowiedzenia z pracy. 

Powód, to likwidacja drugiej drużyny i zbyt szeroka kadra dla jednego zespołu. Wczoraj chcieliśmy u źródła potwierdzić te informacje.

— Jestem właśnie u lekarza na badaniach, proszę zadzwonić później powiedział Krzysztof Święcicki, prezes Startu Elbląg.

Kiedy później kilkakrotnie próbowaliśmy skontaktować się z prezesem, jego telefon już nie odpowiadał. 




Kiedy w 2010 roku juniorki MKS Truso prowadzone przez trenera Jerzego Ringwelskiego zdobywały złoty medal mistrzostw Polski w środowisku piłki ręcznej dało się słyszeć głosy, że być może już niebawem Elbląg ponownie zacznie zdobywać medale. Ostatnie wydarzenia pokazują jednak, że Start powiela stare błędy i zmarnuje kolejne pokolenie uzdolnionej młodzieży.

- Nie spodziewam się niczego po ludziach z tego zarządu, którzy od kilku sezonów karmią nas wizją budowy nowej jakości Startu - twierdzi Marcin Jankowski, prowadzący niezależny serwis kibiców Startu. - Tymczasem złota drużyna trenera Ringwelskiego na podstawie której miał być budowany silny Start została rozwiązana. Po raz kolejny elbląska zdolna młodzież nie ma perspektyw na kontynuowanie kariery w rodzinnym mieście.

Pomysł utworzenia drugiej drużyny Startu, grającej w I lidze, powstał w głowach zawodniczek Truso, w 2010 roku. Wówczas młode piłkarki napisały list do ówczesnego prezydenta Henryka Słoniny z prośbą o pomoc. - Moje podopieczne obiecały prezydentowi, że jak będzie I liga to żadna z nich nie odejdzie do innego klubu i słowa dotrzymały - wyjaśnia trener Ringwelski.

Tamtą sytuację dobrze pamięta ówczesny wiceprezydent Artur Zieliński, który wówczas osobiście włączył się w pomoc młodym piłkarkom.
- Wówczas prezydenta do przekazania wsparcia finansowego przekonały te młode zawodniczki i ich sukcesy - wspomina Zieliński. - To miała być naturalna kolej rzeczy, że w miejsce starszych kończących karierę koleżanek wejdą właśnie te młode, ale pochodzące z Elbląga.

Obecnie radny miejski i członek Komisja Oświaty, Kultury, Sportu i Turystyki nie kryje zdziwienia z podjętej decyzji.
- Niezbyt dobry jest model zakupu zawodniczek z zewnątrz, bo to jest nieekonomiczne i zjada duże pieniądze, także miejskie - wyjaśnia Zieliński. - Nie żałuję, że wówczas podjęliśmy taką decyzję, zawierzyliśmy dziewczynom i trenerowi Ringwelskiemu i w przyszłości przyniosłoby to korzyść dla wszystkich. Jest mi żal tych dziewczyn.

Za niespełna dwa miesiące siedem piłkarek straci pracę i jak same twierdzą w trakcie sezonu będzie im ciężko znaleźć nowego pracodawcę. W tym gronie jest aż sześć elblążanek: Magdalena Lurka, Joanna Gnidzińska, Elwira Klettke, Paulina Dajda, Żaneta Wacławska, Agnieszka Jesionka oraz pochodząca z Teczewa Agnieszka Szlija.
- Pomagam dziewczynom, szukam klubów bo one po prostu chcą grać - wyjaśnia Jerzy Ringwelski. - Tak naprawdę nikt tym dziewczynom poważnej szansy nie dał. Jestem troszkę zdegustowany tą decyzją.

W ostatnich latach najlepszym przykładem fatalnych decyzji personalnych Startu są chociażby Aleksandra Kobyłecka i Katarzyna Koniuszaniec. Obie niechciane w Elblągu szybko znalazły miejsce w klubach, które w lidze zdecydowanie lepiej radzą sobie od Startu. Kobyłecka po przygodzie w lidze francuskiej obecnie jest podstawową zawodniczką AZS Politechnika Koszalińska, z którą w ostatnich latach zdobyła m.in. Puchar Polski.

Podobnie potoczyła się kariera niedocenianej w Elblągu Koniuszaniec. Skrzydłowa najpierw trafiła do AZS AWFiS Gdańsk, a następnie do Łączpolu Gdynia. W obu klubach zdobywała medale MP, a także występowała w europejskich pucharach. Dobra postawa w lidze sprawiła, że zawodniczka jest sukcesywnie powoływana do kadry narodowej.

- Odeszłam bo siedziałam na ławce i to chyba był ostatni moment by coś zmienić w swojej karierze wyjawia - Koniuszaniec. - Na początku bałam się zmieniać klub, ale dziś nie żałuje tej decyzji. Szkoda że te młode elbląskie zawodniczki nie mogą ogrywać się w swoim macierzystym klubie ale jak tam ich nie chcą to niech szukają klubów w których będą mogły się rozwijać.

Także te zawodniczki, które pozostały ze „złotej drużyny”, a które nie otrzymały wypowiedzeń nie mogą liczyć na sukcesywną grę w ekstraklasie. Wprawdzie w obecnej sytuacji, kiedy aż siedem piłkarek z pierwszej drużyny leczy kontuzję, znajdują miejsce w kadrze, tyle że szybko może się to zmienić.
- Od strony szkoleniowej to nie jest dobre bo 8-10 zawodniczek wcale nie będzie grało i będą z czasem odchodzić do innych klubów - twierdzi Ringwelski. - One są zahaczone na ten okres jak nie ma kontuzjowanych. A co klub zrobi jak wrócą pozostałe piłkarki po kontuzji? Pewnie wtedy znów okaże się, że jest ich za dużo. Złote góry obiecywane przez zarząd, że mamy zdobywać medale mogą się nie sprawdzić.

Zespół trenera Jerzego Ringwelskiego to w ostatnich latach najbardziej utytułowana elbląska drużyna piłki ręcznej. MKS Truso zdobyło srebrny medal młodziczek, dwa brązowe medale na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży (juniorki młodsze) oraz srebro i złoto w kategorii wiekowej juniorek starszych. Większość zawodniczek pochodzi z Elbląga, a skład uzupełniany był najzdolniejszymi szczypiornistkami z regionu.

kmf

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama