Reklama

Mieszkańcy uratowali uwięzioną sarnę

27/12/2010 17:50

Sarenka uwięziona pomiędzy szczeblami w płocie ogradzającym bloki szpitalne przy ulicy Królewieckiej, przeraźliwie piszcząca z bólu — taki obraz na długo zostanie w pamięci osób, które w czwartek oswobodziły zwierzę.



Uwięziona sarna płakała niczym dziecko. Nikt jej nie pomógł. W tych sprawach nie ma żadnej organizacji wśród naszych służb miejskich. Jeden spycha problem na drugiego — mówi pan Stanisław, mieszkaniec ul. Marymonckiej.

— Poszedłem do znajomego weterynarza, który mieszka w blokach przy Marymonckiej, aby pomógł sarnie — wspomina pan Stanisław (dane do wiadomości redakcji). — Bo znikąd nie było pomocy. A sarna się męczyła. Wzięliśmy łom i rozgięliśmy płot. Zwierzę uciekło w stronę domków przy Marymonckiej.

Jak podkreśla pan Stanisław, najgorsze jest to, że przyjeżdżające służby miejskie "umywały" ręce.
— Jedni zwalali na drugich, mówiąc, że to do nich nie należy. A weterynarz wysłany przez Sztab Kryzysowy przyjechał dopiero po dwóch godzinach — dodaje pan Stanisław.


— Lekarz weterynarii był szybciej — twierdzi Krzysztof Święcicki, naczelnik wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności, który zapewniał, że od dwóch lat nie było takiej sytuacji.
 Mieszkańcy chwalą jedynie szybką reakcję straży pożarnej.
— Dyżurny poprosił tylko, by na miejscu był weterynarz, który mógłby się zająć sarną — mówi jeden ze świadków zdarzenia.


Sprawa nie była obca także Mariuszowi Potocznemu z Nadleśnictwa Elbląg.
— Mieliśmy informację o tej sarnie, poleciłem sprawę przekazać wydziałowi zarządzania kryzysowego w Elblągu — mówi nadleśniczy dodając, że zwierzęta żyjące na wolności są własnością skarbu państwa i odpowiadają za nie lokalne władze. 


Jak mówi Barbara Zarudzka, inspektor Animalsów, problem dzikich zwierząt jest na nich przerzucany. Rok temu sprawa była poruszana podczas rozmowy w sztabie kryzysowym, mimo tego nic się nie zmieniło. Przydałaby się w okolicach Elbląga zagroda adaptacyjna dla takich zwierząt, gdzie na przykład zwierzę ze złamaną nogą mogłoby dojść do siebie. 
— Dzikie zwierzęta nie powinny przebywać w schronisku dla bezdomnych zwierząt, bo są ona narażone na dodatkowy stres — mówi Brabara Zarudzka. — Mimo to pomagamy im, bo ludzie przynoszą do nas na przykład małe dziki.
O zagrodzie adaptacyjnej myślał także nadleśniczy.
— Będę ten temat rozmawiał z nowym prezydentem — zapewnia Mariusz Potoczny. 
Mimo to i tak ktoś musiałby się tym zajmować. Oby sprawa nie pozostała nierozwiązana, bo wczoraj pojawił się kolejny problem. 
— Nie wiadomo kto ma zapłacić za operację małej sarny ze złamaną nogą, którą zaopiekowała się jedna z elblążanek — mówi Barbara Zarudzka.



Sylwia Warzechowska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama