Reklama

Młodzież nie chce ćwiczyć. W ruch idą tylko komórki i netbooki



17/09/2012 16:46

Jak przychodzi przerwa, to w ruch idą komórki, tablety, laptopy, netbooki. Każdy siada w kącie i gra. Gdzie te czasy, gdy między lekcjami bawiono się na przykład w berka, czy klasy? Są dzieci, które już nawet nie wiedzą, co to był "berek" — ubolewa ojciec małego Józia, ucznia trzeciej klasy jednej z elbląskich podstawówek.

Dzisiaj do wysiłku fizycznego nie zachęcają młodych ludzi nawet podstawiony im dosłownie pod nos wysokiej klasy specjalistyczny sprzęt, czy nowoczesny obiekt sportowy, o którym ich rodzice w czasach swej młodości nie mogli nawet marzyć.


— Wybudowano tych orlików w Polsce bardzo wiele, a stoją puste. Nawet na zwykły spacer mało komu chce się wybrać. Wystarczy odwiedzić Bażantarnię. Tak atrakcyjny teren, a człowieka ze świecą tam szukać — mówi Wiktor Daszkiewicz, lekarz z przychodni Ostoja.

Raport izby, wydany w 2010 roku, a dotyczący lekcji wychowania fizycznego w szkole, nie pozostawiał złudzeń: wśród dzieci i młodzieży drastycznie spadło zainteresowanie zajęciami wf.
Wprowadzenie dodatkowych lekcji wychowania fizycznego miało służyć wyrobieniu u dzieci i młodzieży nawyku aktywnego trybu życia. Zamiast tego szkoły zalała fala unikania zajęć sportowych (według danych Najwyższej Izby Kontroli w starszych klasach podstawówek nie ćwiczy ok. 18 proc. uczniów, natomiast w gimnazjach i liceach jest jeszcze gorzej – odsetek ten sięga nawet 30 proc.).


Z raportu NIK wynika, że przyczyny unikania wychowania fizycznego kryją się w złej infrastrukturze, wadliwym systemie oceniania, a przede wszystkim w nieatrakcyjnej formie zajęć. 
Nowy raport NIK, który ma odpowiedzieć na pytanie, czy polskie szkoły wyciągnęły wnioski z popełnionych błędów, będzie gotowy do końca roku.NIK przyjrzy się szkołom, ale i tak pozostaje problem uczniów, którzy raczej wolą wyciągnąć komórkę niż kopnąć piłkę. I nie chodzi tu tylko o lekcje wf, ale także o przerwy między lekcjami, które niegdyś dziatwa szkolna wykorzystywała do zabaw i gonitw na świeżym powietrzu. Dzisiaj jest już, niestety, inaczej. 
— Jak przychodzi przerwa, to w ruch idą komórki, tablety, laptopy, netbooki. Każdy siada w kącie i gra. Gdzie te czasy, gdy między lekcjami bawiono się na przykład w berka, czy klasy. Są dzieci, które już nawet nie wiedzą, co to był "berek" — ubolewa ojciec małego Józia, ucznia trzeciej klasy jednej z elbląskich podstawówek.


— Na lekcjach obowiązuje bezwzględny zakaz korzystania z komórek, ale ani ja, ani nauczyciele nie mogą zabronić ich używania na przerwach. Zdarzyło mi się zwrócić uwagę kilku uczniom, którzy grali na przerwie, ale stwierdzili, że "są zmęczeni, bo rano wstają" — mówi Małgorzata Antoniszyn, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Elblągu, która jednak zapewnia, że w jej placówce nie ma problemu z uczestnictwem dzieci w lekcjach wf.
— W dużej mierze jest to z pewnością zasługa naszej bazy. Mamy dwie kryte hale - do piłki nożnej i tenisa, a także dwie sale gimnastyczne - dużą i małą — wylicza Małgorzata Antoniszyn.


Według Zofii Ostrówki, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego, o atrakcyjności lekcji wf przesądza, obok bazy, podejście pedagogów.
— Chodzi o działania niestereotypowe, nowatorskie. U nas realizujemy je choćby w formie sekcji żeglarskiej. Mamy dwa jachty - jeden na własność, a drugi wyczarterowany. Te zajęcia cieszą się ogromną popularnością. Wczoraj grupa młodych żeglarzy wybrała się na Jeziorak — mówi Zofia Ostrówka.
A co licealiści robią na przerwach? Czy i oni grają na komórkach?
— Przerwy są na to za krótkie, a szkoła za duża — śmieje się pani dyrektor. — Jak trzeba zejść z trzeciego piętra na parter, to mija tych kilka minut i jest nowa lekcja — dodaje Zofia Ostrówka.
wch

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama