Reklama

Monika Jabłońska: Elbląg stał się moim 
drugim domem

21/02/2013 15:47

Nie idzie na łatwiznę i uważa, że to, co powie trener jest święte. Do Elbląga przeprowadziła się z Olsztyna i mówi, że tu ma swój drugi dom. Monika Jabłońska, siatkarka II-ligowego E.Leclerc Orzeł Elbląg, zajęła drugie miejsce w plebiscycie na najpopularniejszych sportowców ziemi elbląskiej i braniewskiej 2012.

Monika Jabłońska po raz drugi znalazła się w gronie dziesięciu najpopularniejszych sportowców ziemi elbląskiej i braniewskiej. Przed rokiem zajęła trzecie miejsce, teraz była druga. 


— Ambitna, pracowita... Czasami nawet jest za grzeczna. Tak trener Andrzej Jewniewicz mówił o Pani dla naszej gazety przed rokiem...

— śmiech... Już taka jestem. Cenię sobie pewne wartości. Według mnie, zawodniczka powinna być ambitna, robić to, co mówi do niej trener, przestrzegać dyscypliny na treningach. Jeśli dążymy do tego, żeby wygrywać, to musi być porządek. To, co powie trener jest święte.

— Jakie były Pani początki w siatkówce?

— Na początku trenowałam tenis ziemny. Moja mama jest nauczycielką wychowania fizycznego, a fanem siatkówki jest tata. Tak się złożyło, że jak byłam młodsza to uprawiałam różne sporty: tenis ziemny, piłkę ręczną, koszykówkę, w sumie wszystko co mogłam w gimnazjum. Chciałam grać w tenisa ziemnego, chociaż wiadomo, że to kosztowny sport. Był taki moment, że trenowała dwie dyscypliny równocześnie: siatkówkę i tenisa ziemnego. W pewnym momencie przydarzyła mi się kontuzja i z jednej trzeba było zrezygnować. W tym wyborze pomogli mi trochę rodzice.

Czytaj także: Igor Janik pierwsze sukcesy 
odnosił w przedszkolu

— Miała Pani jakieś osiągnięcia w tenisie ziemnym?

— Startowałam w turniejach, były jakieś sukcesy za młodziczki, jakieś medale, statuetki, ale nie pamiętam już tego.

— Śledziła Pani przebieg naszego plebiscytu na 10 Najpopularniejszych Sportowców Ziemi Elbląskiej i Braniewskiej 2012 r.

— Szczerze przyznam, że nie. Miałam ostatnio dużo na głowie, więc nie było zbytnio czasu. Byłam zaskoczona, gdy ktoś z redakcji zadzwonił i powiedział, że po raz drugi z rzędu jestem w pierwszej dziesiątce.

— Łączy Pani sport ze studiami na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Elblągu.

— Jestem na trzecim roku ochrony środowiska. Został mi jeszcze rok nauki. W przyszłym roku będę broniła pracy inżynierskiej. Tematy mam, ale jeszcze nie zdecydowałam się na konkretny. Chciałabym coś napisać o monitoringu środowiska.

— Jak to się stało, że wybrała Pani właśnie takie kierunek - ochrona środowiska?

— Gdy przeprowadziłam się do Elbląga, to na trzech kierunkach w PWSZ można było liczyć na unijne stypendium dla najlepszych studentów. To były kierunki: budownictwo, mechanika maszyn i ochrona środowiska. Wybrałam ten trzeci. Chciałam podejść do tego bardziej ambitnie. Nie chciałam studiować administracji, ekonomii - to by mnie nie interesowało. Moje studia są bardzo ciekawe, myślę, że dużo się nauczyłam.

— Co zadecydowało o tym, że przeprowadziła się Pani z Olsztyna do Elbląga? 

— Znałam trenera Andrzeja Jewniewicza. Pierwszą propozycję gry od niego dostałam, gdy Elbląg walczył o II ligę. Później skończyłam naukę w liceum, Orzeł grał w II lidze i trener ponownie zaproponował mi grę w tym klubie.

— Chwali sobie Pani pobyt w Elblągu?

— Elbląg jest dla mnie drugim domem. Żyję tu przez cały rok, a w Olsztynie bywam praktycznie tylko na święta. Nie żałuję, że przeprowadziłam się tutaj. Stwierdziłam, że w końcu trzeba się wyrwać z domu, nauczyć samodzielności. Rodzice często mnie odwiedzają, mają blisko, są na każdym meczu.

— Trudno było na początku tej samodzielności?

— Nie. Jestem jedynaczką i bardziej mój wyjazd przeżywali rodzice. Szybko się w Elblągu zaaklimatyzowałam, tutaj są bardzo fajni ludzie. Wiadomo, że rodzice nadal się o mnie martwią, gdzie jestem, czy nic mi nie jest. Rodzice tak mają. Mieszkam z koleżankami z klubu Elizą Białczak i Justyną Bąk, to zawsze jest raźniej.

— II liga to szczyt Pani marzeń związanych z siatkówką?

— Ojej... trudne pytanie. Trzeci rok gram w II lidze, dopiero zdobywam doświadczenie. Wydaje mi się, że II liga dla mnie jest wystarczająca. Dla mnie pierwszeństwo ma nauka. Siatkówka jest dodatkiem takim, żeby coś jeszcze robić w życiu.

— Słyszałem, że siatkarze mają swoje sposoby na wyprowadzenie z równowagi rywali. A jak jest w II lidze?

— U dziewczyn tego nie zaobserwowałam. Wydaje mi się, że w kobiecej siatkówce stosunki są raczej przyjazne, nie ma złości, zawiści, a nawet jest odwrotnie. Zawiera się nowe znajomości, kontakty.

— Uda się z Orłem wzbić do I ligi?

— Teraz plan jest taki, żeby wejść do pierwszej czwórki i walczyć w play-offach o I ligę. Jak będzie, to czas pokaże.
Rozmawiał Arkadiusz Kolpert

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama