Reklama

Nasi szkolni reporterzy piszą: edukacja filmowa

25/10/2010 15:35

W środę (20.10), w elbląskim kinie "światowid", odbyły się pierwsze w tym roku zajęcia edukacji filmowej. Co miesiąc młodzi humaniści z różnych szkół będą spotykać się w kinie i oglądać niszowe filmy poruszające problematyczne tematy. Oczywiście uczniowie II LO również wyrazili chęci do takiej formy nauki. Pierwszym obrazem filmowym, który mieliśmy okazje zobaczyć była "Kultura remiksu"

"Rip: A remix manifesto" - tak brzmi oryginalny tytuł filmu. Pomysłodawcą, reżyserem i autorem scenariusza w jednym jest Brett Gaylor. To bardzo kreatywny, 33 letni mieszkaniec Montrealu. Jego dokument powstał w 2008 roku. W Polsce niestety nie doczekał się swojej oficjalnej premiery. Wykonany w formie kojarzącej się z kolażem, teledyskiem, ma szokować i zmusić 
odbiorcę do refleksji nad problemem o jakim mówi. Tematem jest spór o kwestie remiksowania, ściągania, przetwarzania prac już istniejących. Według copyright jest to przestępstwo. Po drugiej stronie walki stoją copyleft, zwolennicy wykorzystywania czyjejś treści intelektualnej, nazywający to sztuką. Co ciekawe sam film może być uznany za wykrocznie, ponieważ promuje nielegalnie stworzone treści. Za tem remiks, który staje się podstawą współczesnej kultury to sztuka czy przestępstwo? - Takie pytanie stawia film.

Autor skupia się tu głównie na muzyce. Jednym z ważniejszych bohaterów jest Girl Talk - ulubiony muzyk Gaylora. Swobodnie miksuje utwory już istniejące, zastrzeżone prawami autorskimi i składa z nich własne kawałki. Nie podlega dyskusji, że jest to swojego rodzaju talent. Miksować teoretycznie może każdy, ale nie każdy może osiągnąć taki sukces. Na jego koncertach - jak widać na filmie - ludzie przysłowiowo "odlatują" i nie mam tu na myśli użycia narkotyków. Ta muzyka wywołuje silne
 emocje, wszyscy świetnie się bawią i czują moc jaką przekazują te melodie, a ewidentnie mają jej w nadmiarze. Pytanie tylko, czy te melodie są nowe, czy stare. Nie ma na nie jednej odpowiedzi. Wszystko zależy czy patrzymy na to przez pryzmat prawa, czy z punktu widzenia odbiorców, którzy tą sztukę rozumieją. Dawniej, wszystko było dostępne do użytku publicznego. Do czasu, kiedy ktoś odkrył, że przez swoje pomysły może zarobić. Tak zaczęła się lawina powstawania firm fonograficznych związanych z muzyką czy filmami. Mają one wyłączne prawo do wartości artystycznych autorów, którzy z nimi współpracują. To nie artystów chronią prawa autorskie, tylko głównie te firmy.

Brett w swoim filmie pokazuje to bardzo schematycznie. Uświadamia, że aktualnie tylko kilka firm ma w rękach całą kulturę. Najbardziej szokującym przykładem piosenki zastrzeżonej jest "sto lat". Śpiewając ją na imprezie urodzinowej popełniasz przestępstwo, bo zakładam, że nie płacisz za to właścicielom praw do niej. Nie wiem co sądzą o tym artyści, lecz wydaje mi się że nie to jest ideą tworzenia. Jeżeli sama byłabym poetką, cieszyła by się, gdyby moje prace krążyły wśród ludzi i inspirowały ich, pozwalały się rozwijać. Świadczy to o ich popularności i o tym, że są po prostu lubiane.

W filmie pojawia się też świetny prawnik Lawrence Lessig, który nadchodzi z pomocą ludziom remiksującym. Nie potępia tego, uważa, że dzięki temu kultura się rozwija. Znamy wiele przypadków ludzi oskarżonych o piractwo. Nałożono na nich tak wielkie kary, że niemal stracili wszystko co mieli. Tylko po co? Firmy fonograficzne są tak bogate, że pieniędzmi powinny dzielić się z dziećmi z Afryki, a nie wyciągać je od zwykłych przeciętnych ludzi, nie mających milionów na kontach. Uważam, że jest to w pewnym sensie okrutne, bo za co odpowiadają ci ludzie. Za to, że czyjaś twórczość ich porusza.

Dobrym przykładem tak zachłannej firmy jest Disney. Założyciel, korzystał z wcześniejszych dorobków kultury, jednak jakiś czas po jego śmierci, firma diametralnie się zmieniła. Zastrzegła sobie prawa do Myszki Miki i za każde jej wykorzystanie biegła do sądu. Przeszkadzały jej nawet namalowane na ścianach przedszkola postacie disney"a. Uważam, że jest to bardzo dziwne i prawa autorskie są tylko przykrywką dla firm fonograficznych potrzebną po to, żeby ze swoich fortun, robić jeszcze większe fortuny. 

Film miał być szokujący i taki jest. Odbiorcy obserwując szybko zmieniające się sceny prawdopodobnie mają się zastanawiać, czy sami nie są przestępcami. Wszyscy, którzy kiedykolwiek coś ściągnęli pewnie liczą ile pieniędzy są za to winni. Jednak w dobie komputerów, internetu, który zresztą cały czas ewoluuje nieuniknione jest nielegalne korzystanie z wartości intelektualnych artystów. Wystarczy tylko spojrzeć na to inaczej. Ze starych prac, powstają nowe, oparte na nich. Wszyscy mają prawo do cytowania słów mówionych i pisanych, dlaczego nie mogą mieć prawa do cytowania muzyki i filmu. Jeżeli kradzież, może stać się sztuką, to nie powinna być nazywana kradzieżą, czy może Kradzież sztuki jest jeszcze gorsza niż ta zwykła kradzież? 
Polecam ten film, myślę że jest warty uwagi. Każdy ma możliwość wejść na oficjalną stronę filmu i poczuć jakie uczucie towarzyszy procesowi remiksowania. Autor umożliwia przerabianie filmu. Twierdzi, że wraz z premierą, tworzenie filmu dopiero się zaczęło.

Adrianna Gronert, II LO, klasa medialna

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama