Reklama

Naszym zadaniem jest uzdrawianie relacji w rodzinie

07/12/2012 15:32

Odebranie dzieci rodzicom, którzy nie radzą sobie z ich wychowaniem, to żadna sztuka. Sztuką jest naprawienie relacji między członkami rodziny, które borykają się z problemami alkoholu, bezrobocia, skrajnego ubóstwa. "Leczenie" rodzin, pomaganie im i motywowanie do działania - to główne zadania asystentów . W Elblągu na tym stanowisku pracują 4 osoby. Każda z nich opiekuje się 11 rodzinami.

— Najważniejszy jest uśmiech dziecka. Działa na mnie jak motorek: napędza i pobudza do większej aktywności — mówi Maria Kida. Na stanowisku asystenta rodziny pracuje od lipca tego roku.
Twierdzi, że to był jej świadomy wybór.
— Zawsze pracowałam z dziećmi. Opiekowałam się maluchami w domu dziecka, jako wolontariuszka, wiele czasu spędziłam też z nimi podczas praktyk zawodowych. Mam w sobie ogromną chęć pomagania.

Podobnie było z Małgorzatą Mróz, która wspiera rodziny niewydolnych od wielu lat.

— Już w czasie studiów byłam ukierunkowana na pracę z ludźmi. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale wiedziałam też, że da mi to wiele satysfakcji — mówi Małgorzata. — To nie jest zwykłe zajęcie, to coś więcej...

Maria i Małgorzata każdego dnia stykają się z mieszkańcami Elbląga, którzy znaleźli się w trudnych sytuacjach życiowych. Problemy są różne: alkohol, brak wykształcenia, upośledzenie. Głównym jednak kłopotem okazuje się być co innego - ogólna niezaradność. Asystent nie jest złotym środkiem, jest natomiast osobą, która może wskazać właściwą drogę w życiu.

— Naszym zadaniem jest uzdrawianie relacji w rodzinie — dodaje Małgorzata. — Dużo zależy od samych rodziców, bo jeśli oni nie wykażą chęci zmian, nic nie da się zrobić. Chcemy, żeby uwierzyli w siebie. To pomoże im się usamodzielnić.
Takiego samego zdania jest Maria.

— Zajmujemy się rodzinami wielodzietnymi, dotkniętymi bezrobociem, borykającymi się z różnymi trudnościami. Chcemy im po prostu pomóc. Z czasem stajemy się dla nich, taką drugą matką — stwierdza. — Poprzez nasze postawy, pokazujemy im wzorce społeczne takie, które mogą naśladować.

Jednym z najważniejszych zadań asystentów rodziny, jest walka o to, żeby dzieci z rodzin niewydolnych pozostały w domach rodzinnych.
— To żadna sztuka zabrać dziecko matce, ale trzeba pamiętać, że nawet najgorszy rodzic, jest dla dziecka najlepszym — twierdzi Maria. — Z drugiej strony dzieci muszą mieszkać w godnych warunkach. Kiedyś zauważyłam nieporządek w szafkach w jednym z mieszkań. Pół żartem, pół serio powiedziałam „podwijać mankiety, bierzemy się do roboty”.
Asystentka wspólnie z rodziną wyciągnęła wszystko z segmentu i wspólnie opanowali bałagan.

Małgorzata pracuje w MOPS-ie od pół roku. Zajmuje się 11 rodzinami. Każdego dnia spotyka się z nimi i wspólnie obmyślają plany działania. 

— Czasami jest to praca od podstaw — opowiada. — Planujemy przebieg całego dnia, pomagam im gospodarować pieniędzmi tak, żeby wystarczyły od pierwszego do pierwszego. Zdarzają się też sytuacje, gdy rodzinom trzeba pokazać jak się gotuje, czy myje dzieci. Na to wszystko jesteśmy przygotowani.

Asystenci z trudnymi rodzinami stykają od dawna. Doskonale wiedzą, że w tej pracy najważniejsze jest nawiązanie nici porozumienia z rodziną, którą mają się opiekować i zdobycie ich zaufania.

— Pamiętam swoje pierwsze wejście do rodziny objętej pomocą, odbyło się w obecności pracownika socjalnego — wspomina Małgorzata. — Chodziło o rozpoznanie terenu. Nie było wielkiego zaskoczenia.

Na początku rodziny, do których "wchodzi" osoba z zewnątrz, czują duży dystans.

— Często dzięki dzieciom, z czasem przekonują się, że nie jesteśmy tacy źli, że chodzi nam tylko o wspólne dobro — mówi Małgorzata.

Nowy dzień, to nowy ciężar, z którym muszą się zmagać rodziny. Brak pieniędzy i perspektyw powoduje, że często sięgają po alkohol. Asystent rodziny odwiedza rodziny w różnych porach - najczęściej po południu, żeby zobaczyć relacje z członkami rodziny. 


— Nie byłam jeszcze światkiem agresji, ale zdarzają się chwile, gdy trzeba szybko reagować — kontynuuje Małgorzata. — Parę miesięcy temu, weszliśmy do mieszkania, w którym matka i jej znajomi byli pijani. W domu było również dwoje małych dzieci. W takiej sytuacji nie ma sentymentu - musieliśmy je zabrać. Gdyby nie nasza interwencja, nie wiadomo, co by się z nimi stało — dodaje.

Mimo że asystenci widzieli już nie jedno, zdarzają się momenty, gdy nie potrafią powstrzymać łez. Na szczęście zdecydowanie więcej jest jednak wesołych chwil. 

— Pamiętam panią, która się przede mną bardzo otworzyła — mówi Małgorzata. — Po wysłuchaniu jej opowieści uznałam ją za silną osobę i powiedziałam jej to. Powiedziałam również, że codziennie ma patrzeć w lustro i sobie to powtarzać. Po czasie podziękowała mi. Dużo to dla mnie znaczyło, naprawdę.

Kobieta doskonale wie, że nie jest w stanie pomóc wszystkim, ale dla takiej jednej osoby, dla tego „dziękuję” warto żyć. Za pomoc dziękują też dzieci. O tym z kolei przekonała się Maria. 

— Tyle mam podziękowań, że założyłam sobie na nie specjalną teczkę. Dzieci wycinają serduszka, malują kwiatki, piszą swoje imiona. Robi się ciepło na sercu, kiedy dostaje się taki prezent.


Wdzięczność dzieci nie dziwi, ponieważ praca z rodziną zaczyna się najczęściej właśnie od nich.
— Zaczynamy od zabaw, w które angażowane są dzieci — wyjaśnia Małgorzata. — Później włączamy w nie mamę, a na końcu tatę. To takie budowanie więzi emocjonalnej. W trakcie zabaw dostarczamy im pomysłów na spędzenie dnia.

Asystenci chodzą z rodzinami na spacery, do parku, na place zabaw oraz w miejsca, do których wcześniej nie chodzili. Niektórzy nawet nie mieli świadomości, jak można miło spędzić czas ze swoją pociechą.

— Takie drobne kroczki przybliżają nas do celu, do osiągnięcia przez rodzinę samodzielności — mówią asystentki.
Marlena Paleska

Praca na lata

Ustawa o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej nałożyła obowiązek na samorządy zatrudnienia asystentów rodziny. W Elblągu asystenci są zatrudnieni od lipca tego roku. Ściśle współpracują z pracownikami socjalnymi i kuratorami. Ich zadaniem jest naprawa relacji między członkami rodziny i wspomaganie ich w życiu codziennym. Pracują w godzinach popołudniowych. Dzięki temu mają lepszy wygląd w rodziny. Niekiedy wystarczy drobna pomoc z ich strony i rodzina zaczyna normalnie żyć. W wielu przypadkach na efekty ich pracy, trzeba będzie czekać całe lata.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama