Reklama

Nie boję się eksperymentów w kuchni



17/12/2012 10:44

W kuchni czasami jestem ryzykantką. Lubię eksperymenty i wydaje mi się, że jeszcze tak tragicznie nic nie zepsułam. Jednak wigilia w moim domu to przede wszystkim tradycyjne potrawy — mówi Zofia Dobosz z Lidzbarka Warmińskiego w rozmowie z Nataszą Jatczyńską.



— Spotykamy się podczas Świątecznych Spotkań Elblążan. Miałam problem, żeby z panią porozmawiać, bo przed pani stoiskiem cały czas jest kolejka. Nic dziwnego, bo oferta jest wyjątkowa - domowe wypieki i przetwory. To wszystko pani dzieło?

— Oczywiście. Wszystko robię w domu - dla siebie, dla dzieci i wnuków. Być może dlatego tak smakują. Mam takie ciasta, które piekę według własnego przepisu, więc nie chcę go zdradzać. Moje wnuki powiedziały, że babcia cudaczy i nazwały je cudakami. Te cudaki bardzo smakują klientom. Oprócz nich schodzą i inne wypieki: ciasteczka z makiem, kulebiaki, pierniki.
Staram się również jak najczęściej korzystać z naturalnych składników. Do wypieków mąkę biorę z młyna, ale już orzechy i bakalie mamy swoje. Przetwory już w całości są z naturalnych składników. Na sok i dżemy zbieramy maliny, żurawinę, dziką różę. Mają one wiele wartości. Suszymy jabłka z własnego sadu. 




— Naturalne składniki i pani talent kulinarny sprawiają, że ma pani wielu stałych klientów, również w Elblągu. Od kiedy sprzedaje pani swoje domowe wypieki?

— Trudno mi powiedzieć, dokładnie nie pamiętam. Najpierw jeździłam z haftami, od czasu do czasu zabierałam dżemy i ciasta. Okazało się, że zasmakowały. Więc teraz sprzedaje je na takich jarmarkach, jak ten w Elblągu. Samego gotowania nauczyłam się od mamy i bardzo często wracam do jej przepisów. Pamiętam, że mając 16 lat robiłam pierwsze torty na wesele. Pierwszy majonez, bo za moich młodych czasów nie było tych kupnych, robiłam w ogóle bez oleju. Można więc powiedzieć, że w kuchni czasami jestem ryzykantką. Korzystam jednak i ze sprawdzonych przepisów. Sporo mam tych przekazywanych w naszej rodzinie od lat. Część zbierałam od ludzi. 




— Śmiało można więc powiedzieć, że jest pani zbieraczką przepisów?

— To taki mój fiołek. Jednaj jak już mówiłam, czasami próbuję wymyślić i coś swojego. Zdarza się jednak, że nowe potrawy wychodzą przez przypadek. Z braku jakiegoś produktu zastępuję go innym i mam coś nowego. Staram się również zamieniać "sklepowe" składniki na naturalne. Lubię eksperymenty w kuchni, wydaje mi się, że jeszcze tak tragicznie niczego nie zepsułam. Jednak wigilia w moim domu to przede wszystkim tradycyjne potrawy.




— Proszę powiedzieć coś więcej? Bez jakich potrwa nie wyobraża sobie pani świąt?

— Na naszym wigilijnym stole mieszają się tradycje kulinarne z kilku regionów. Ja jestem warmianką, rodzice pochodzili z województwa warszawskiego, a mąż z Podlasia. Staram się dogodzić wszystkim. Na pewno będą różne pierogi - z kapustą, z pieczarkami, z suszonymi grzybami. Muszą być również makowiki - to również rodzaj pierogów, ale z nadzieniem makowo-bakaliowym. Obowiązkowo musi być również zupa wigilijna z różnego rodzaju suszonych owoców, podawana na zimno z makaronem. Karp, smażony tradycyjnie na masełku, śledzie wszelkiej postaci, sałatki, bakalie, owoce, orzechy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama