Spisali Elbląg na straty, bo widzą, że życie w Trójmieście czy Warszawie jest wygodniejsze — mówi Sylwester Budzelewski, student polonistyki na Uniwersytecie Gdańskim. Studiujący poza Elblągiem nie widzą tu swojej przyszłości. Dlatego 5 grudnia nie pójdą głosować. Jednak są i tacy, którzy przyjadą do Elbląga oddać swój głos.
— Dziadek został zesłany na Syberię, tata był internowany w latach 80. Walczyli po to, żebym m.in. mogła wybierać prezydenta swojego miasta. I co? Mam nie zagłosować, bo nie chce mi się wsiąść do pociągu i przyjechać z Warszawy? To mój obowiązek — twierdzi Marta Kotnik, studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!