Reklama

Nie każda bitwa przebiega zgodnie ze scenariuszem

08/10/2010 07:13

W atrakcyjny sposób poznaję historię. Jest to ciekawsze niż ograniczenie się tylko do czytania książek i dokumentów — mówi Jędrzej Steczyński z Tolkmicka, który wziął udział w rekonstrukcjach bitew grunwaldzkiej i morskiej koło Suchacza.

— Dlaczego bierze Pan udział w rekonstrukcjach bitew?


— Jest to moje hobby. W atrakcyjny sposób poznaję historię. Jest to ciekawsze niż ograniczenie się tylko do czytania książek i dokumentów. Co ważne, podczas imprez jest okazja do poznawania wielu ludzi o podobnych zainteresowaniach.


— Dlaczego wybrał pan XIV i XV wiek?

— W tym czasie w naszym regionie było wiele ważnych wydarzeń. Dotyczyły one m.in. Elbląga, Gdańska i Tczewa. Nie trzeba wyjaśniać, jak wielkie znaczenie miała bitwa grunwaldzka w 1410 i bitwa na wodach Zalewu Wiślanego koło Suchacza w 1463 roku. Te wydarzenia przyczyniły się do upadku zakonu krzyżackiego.


— Jaka była pana rola w tych rekonstrukcjach?

— Podczas bitwy grunwaldzkiej byłem członkiem trzyosobowej warty, która pilnowała porządku i dbała o bezpieczeństwo w obozie. Na całe szczęście było spokojnie. W bitwie w Suchaczu byłem chorążym wojsk elbląskich. Jak łatwo się domyśleć niosłem chorągiew, oznaczającą położenie oddziału. Była to rola reprezentacyjna bez udziału w walce. Co nie znaczy, że nie wpływałem na losy bitwy (śmiech). Ważne było podpalenie okrętów wroga przez łuczników. Gdy płonące strzały, mimo że trafiły w cel, nie wywołały pożaru, podpalałem łodzie.


— Czy każda taka bitwa przebiega zgodnie ze scenariuszem?
— Pomimo scenariusza, nie wszystko jest tak, jak zaplanowano. Musiałem podpalić łódź, by bitwa była efektowna i zgodna z faktami. Gdy widzi się ostrzał łuczników i ogień można poczuć choć trochę atmosferę bitwy.


— Czy poprzez udział w rekonstrukcjach historycznych lepiej rozumie Pan życie naszych przodków z XIV i XV wieku?

— Noszę stroje z epoki, staram się jeść to, co było w menu w tamtych czasach. Nie były to wyszukane dania. Zabierano suszone mięso i kaszę. Ziemniaków jeszcze nie znano. Praca w obozie wojskowym była ciężka: kopanie wilczych jam, rozstawianie obozu. Nasi przodkowie byli krępi i niscy. Wzrost 1,7 m oznaczał wtedy wysokiego człowieka. Dzięki tym warunkom fizycznym niestraszna im była ciężka praca. Mieli też sposoby na znoszenie niskich temperatur. Słoma w butach, szczególnie gdy gniła, dawała wiele ciepła. Byli przyzwyczajeni do znoszenia trudnych warunków.


— Teraz skończył się sezon imprez plenerowych. Czy już przygotowuje się pan do nowego sezonu?

— Tak. Przygotowania są pracochłonne. Zawsze trzeba uzupełniać części stroju. Muszę sprawić sobie nowy hełm i osłony do zbroi. Potrzebny jest też trening, by sprostać wymaganiom turniejów podczas walki na miecze.

 Należę do Elbląskiej Kompanii Zaciężnej. Wspólnie łatwiej jest rozwijać średniowieczne zainteresowania.
Grażyna Wosińska


Rekonstrukcja bitwy z 1463 r., podczas której okręty gdańsko-elbląskie zadały druzgocący cios flocie krzyżackiej w bitwie na Zalewie Wiślanym na wysokości Suchacza, była we wrześniu jedną z atrakcji obchodów 5-lecia Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Suchaczu. Bitwa tym razem rozegrała się na plaży w Suchaczu.
[gallery=4]5878[/gallery]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama