Reklama

Nie wierzę, że mój brat zginął przez nieszczęśliwy wypadek

20/12/2012 07:17

Od śmierci Krzysztofa niedługo minie rok. 17-letni elblążanin w grudniu ubiegłego roku wybrał się ze znajomymi na imprezę do Pasłęka. Do Elbląga wrócił karetką, nieprzytomny i z poważnymi obrażeniami głowy. Zmarł 22 stycznia, dokładnie w miesiąc po imprezie. Elbląska prokuratura właśnie kończy śledztwa wszczęte po wydarzeniach, których finałem była śmierć nastolatka.

Rodzina Krzysztofa od początku uważała, że do jego śmierci przyczyniły się osoby, które feralnego dnia bawiły się raz z nim w Pasłęku. Sprawą zajęła się elbląska prokuratura. W styczniu tego roku policjanci nawet zatrzymali pięć osób w tej sprawie. Wszystkie zostały wypuszczone na wolność.

Prokuratura w sprawie wydarzeń z Pasłęka prowadziła trzy oddzielne śledztwa. Pod koniec listopada zapadła decyzja o umorzeniu dwóch z nich, w tym tego dotyczącego spowodowania ciężkich obrażeń głowy u Krzysztofa.
Prokuratura uznała, opierając się m.in. na opinii biegłego, że ciężkie obrażenia głowy u nastolatka, które miały związek z jego śmiercią, były "najprawdopodobniej konsekwencją upadku ze schodów, który należy traktować w kategoriach nieszczęśliwego wypadku". Według śledczych, świadczą o tym również zeznania świadków, chociaż ci, co przyznaje prokuratura, byli pijani i zażywali środki odurzające.

Także Krzysztof tego dnia, jak zeznawali świadkowie, był mocno pijany. Miał problemy z utrzymaniem równowagi, chwiał się na nogach, upadał na różne sprzęty w mieszkaniu i obijał się o nie. Po upadku, zdaniem biegłego, stan nietrzeźwości mógł powodować, że nie zdawał sobie sprawy z ciężkości doznanego urazu i nie odczuwać bólu głowy.
— Analiza materiału dowodowego nie wskazuje, aby którakolwiek z osób uczestniczących w spotkaniu w Pasłęku miała jakikolwiek związek z ewentualnym upadkiem ze schodów lub spowodowała u niego obrażenia ciała skutkujące ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu np. w wyniku kopnięcia nogą z dużą siłą w głowie — czytamy w uzasadnieniu umorzenia śledztwa.

Prokuratura ustaliła także, że już po upadku ze schodów dwóch mężczyzn przeniosło Krzysztofa w okolice pobliskich garaży. Tam położyli go na znalezionych gąbkach, przykryli tekturą i zostawili. Tej nocy na dworze było od -2 do -4 stopni.
Następnego dnia przenieśli nieprzytomnego Krzysztofa do piwnicy bloku. Jeden z nich próbował go ocucić. W tym celu miał go porazić kilka razy prądem za pomocą znalezionego przewodu podłączonego do włącznika światła (wyniki sekcji zwłok nie wykazały jednak śladów obrażeń charakterystycznych dla działania prądu elektrycznego, zdaniem prokuratury przemawia to za krótkotrwałym kontaktem przewodu z ciałem 17-latka). Później wezwano karetkę...

Wszystko wskazuje na to, że jedyną osobą, która w tej sprawie stanie przed sądem, będzie Ryszard B. Prokuratura uważa, że zostawiając w nocy nieprzytomnego chłopaka na mrozie naraził jego życie i zdrowie. Grozi za to do 3 lat więzienia.

Takie zakończenie sprawy nie satysfakcjonuje rodziny zmarłego chłopaka. Piotr Kowalkowski, brat Krzysztofa, uważa że śledczy m.in. nie ustalili faktycznego przebiegu zdarzenia, nie skonfrontowali ze sobą sprzecznych zeznań świadków.

Uwag co do śledztw, które zostały umorzone, ma więcej. Tłumaczy, że do dzisiaj nie dostał opinii biegłych. Ocenia, że zeznania świadków są w wielu miejscach sprzeczne, a nawet wzajemnie się wykluczają. Sądzi, że uczestnicy imprezy starali się zatuszować prawdziwy przebieg wydarzeń. Dlatego zaskarżył postanowienia prokuratury o umorzeniu śledztw.

Pan Piotr dziwi się także, dlaczego prokuratura uznała za mało wiarygodne zeznania przypadkowego świadka. Ten zeznał, że widział jak jedna z dziewczyn podeszła do leżącego Krzysztofa i kopała go po głowie. Kobieta miała zadać mu wiele uderzeń, a nawet stanąć nogami na jego głowie. Ona sama broniła się twierdząc, że to były "bardziej szturchnięcia" niż kopanie i chciała, żeby chłopak "się ogarnął". Prokuratorzy, na podstawienie ustaleń biegłego, przychylili się do wersji dziewczyny.

Pan Piotr zapowiada, że nie zrezygnuje z walki o ustalenie wszystkich szczegółów tamtego tragicznego dnia. — Świadkowie w sprzeczny sposób mówią o upadku brata ze schodów, ale w zgodny sposób wskazują, że podniósł się i był przytomny, zaś po upadku miał tylko otarcia naskórka w okolicy skroniowej. Oczywiste jest zatem, że ten upadek nie mógł spowodować krwiaka w okolicy pnia mózgu — przekonuje. — Tak istotne okoliczności, jak kopanie mojego brata po głowie, podejrzenia skakania po głowie, rażenie go prądem, pozostawienie na mrozie pozostały bez zarzutu dla sprawców.

I dodaje na koniec. — Chcę, by wszystkie osoby, które z pełną świadomością naraziły mojego brata na powstanie urazów głowy, wychłodzenie organizmu i pewną śmierć, usłyszały zarzuty — mówi.
AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama