Reklama

Nigdy nie wiadomo, czy do taksówki nie wsiądzie bandyta

06/10/2010 06:58

Wiozłem niedawno dwóch osiłków do Pasłęka. Gdzieś w połowie trasy jeden z nich pyta: "a jaki dzień dzisiaj mamy". Odpowiadam: "środę". Na to on: "w środę, to my nie płacimy". Zaraz zahamowałem i mówię: "jak nie płacicie, to wysiadacie". Spojrzeli, zobaczyli, że i ja nie ułomek i obrócili wszystko w żart. Gdybym miał mniejszy obwód bicepsów byłoby niewesoło — opowiada elbląski taksówkarz.

Jest ich ponad czterystu. Pracują świątek, piątek i w niedzielę. Wczesnym rankiem i głęboką nocą. Często to bardzo niebezpieczna praca. Elbląscy taksówkarze stają wobec wyzwań, o których większość ludzi, na szczęście, może tylko przeczytać w gazetach lub obejrzeć w telewizji.

Nasz rozmówca wyszedł z opresji obronną ręką. Wykazał odwagę i hart ducha. Jeden z jego kolegów miał jednak znacznie mniej szczęścia, choć początek historii w której stał się głównym bohaterem był dla niego wielce obiecujący.
— Do kolegi zgłosiło się dwóch dobrze ubranych mężczyzn. Z wyglądu, typowi biznesmeni z dużą kasą. Powiedzieli, że chcą jechać do Bydgoszczy. Zapłacili za kurs z góry — opowiada taksówkarz. — Kolega pojechał, ale gdy dojechał do Bydgoszczy, pasażerowie zabrali mu pieniądze, zarówno te, które sami wcześniej mu dali, jak i wszystkie pozostałe, które miał w portfelu — dodaje mężczyzna.

Wyeliminowanie niebezpieczeństw nie jest możliwe. Można jednak, jak uważa policja, uczynić pracę taksówkarzy bardziej bezpieczną.
— Jesteśmy otwarci na współpracę i ją realizujemy czego dowodem jest między innymi sieć alarmowania OKO. W jej ramach organizowane są spotkania, diagnoza zagrożeń, formy przeciwdziałania, obieg informacji z taksówkarzami i dyspozytorami — wylicza Krzysztof Nowacki z zespołu prasowego policji w Elblągu.
Taksówkarze mogą też, zachęca oficer prasowy, stosować całą gamę technicznych środków montowanych w autach.
— Póki co nie widziałem jeszcze w żadnej z taksówek przeźroczystej płyty oddzielającej kierowcę od pasażerów, co byłoby dużym zabezpieczeniem przed przestępcami. Takie płyty są np. w taksówkach angielskich. Ale u nas rząd zmusza nas do instalacji bezsensownych kas fiskalnych. Widać to dla nich ważniejsze od naszego bezpieczeństwa — mówi jeden z elbląskich taksówkarzy.
Póki co, jego mięśnie są najlepszą gwarancją bezpieczeństwa.
wch

Bez prawomocnego wyroku
Chociaż od zbrodni minęło siedem lat, to Łukasz M. oraz Oleg Ch., oskarżeni w sprawie zabójstwa elbląskiego taksówkarza w 2003 r., do dzisiaj nie zostali skazani prawomocnymi wyrokami. Sąd Okręgowy w Elblągu już trzy razy sądził Łukasza M. i Rosjanina Olega Ch. Ostatni wyrok zapadł w grudniu 2009 r. Obcokrajowiec został skazany na 25 lat więzienia, Łukasz M. na 15. Teraz sprawę bada Sąd Apelacyjny w Gdańsku.
Od początku elbląski sąd największe problemy miał z ustaleniem, który z oskarżonych strzelał w 2003 r. do taksówkarza. Obaj przyznawali się, że byli na miejscu zbrodni. Początkowo Łukasz M. twierdził, że to on strzelał. Później jednak wycofał się z tych zeznań. Oleg Ch. od samego początku zaprzeczał, że to on pociągnął za spust.
Dwa wcześniejsze procesy kończyły się wyrokami skazującymi obu oskarżonych na 25 lat więzienia. Za każdym razem jednak wątpliwości miał Sąd Apelacyjny w Gdańsku i akta wracały do Elbląga.
Zbrodnia, do której doszło w nocy 24 maja 2003 r. na poboczu „berlinki“ koło Błudowa, wstrząsnęła elblążanami. Łukasz M. i Rosjanin Oleg Ch. zamówili nocny kurs za miasto. Na drodze do Braniewa poprosili kierowcę o zatrzymanie samochodu. Tam został zastrzelony 26-letni elbląski taksówkarz. Bandyci ukradli 220 złotych i spalili samochód, żeby zatrzeć ślady. Ukryli się w Bydgoszczy. Wiedząc, że są poszukiwani, zgłosili się w końcu sami na policję.
AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama