Reklama

NIK kontroluje fotoradary na naszych drogach

16/01/2013 13:46




Państwo szykuje skok na gminne fotoradary i tym samym na portfele kierowców. Temu, by fotoradary przestały być maszynką do zarabiania pieniędzy dla władz, zapobiec ma z kolei kontrola przeprowadzana obecnie przez NIK.



Z wcześniej przeprowadzanych kontroli NIK wynikało, że spora część fotoradarów służy nie tyle poprawieniu bezpieczeństwa na polskich drogach, co podreperowaniu budżetów - gmin i państwa. Niektóre z samorządów założyły nawet, iż mandaty nakładane na naruszających przepisy ruchu drogowego kierowców stanowić będą jedną czwartą gminnych dochodów.



Na pieniądze za przekroczenie prędkości połakomił się też rząd. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia...
W zeszłym roku Jacek Rostowski, szef resortu finansów, chciał, by wpływy z fotoradarów zasiliły budżet państwa kwotą 1,2 mld złotych. Na ten rok plany ministra są ambitniejsze - zaplanował zdobycie aż 1,5 mld złotych.
By tak się stało rząd chce, by jego agenda - Główny Inspektorat Transportu Drogowego - przejął znajdujące się dotychczas w posiadaniu samorządów fotoradary. To nie wszystko. Minister dofinansowuje też GITD. Dzięki otrzymanym w zeszłym roku 130 mln złotych Inspekcja zakupiła między innymi 300 radarów, samochody oraz wideorejestratory.
Wszystko po to, by załatać - choć częściowo - dziurę budżetową.


Teraz tę zacinającą się maszynkę do zarabiania pieniędzy, bada Najwyższa Izba Kontroli. Dlaczego zacinającą się? Ano dlatego, że ambitne plany ministerialnego speca od budżetu bardzo się w zeszłym roku rozminęły z rzeczywistością.

— W zeszłym roku fotoradary miały dać budżetowi 100 milionów miesięcznie. Takie były założenia ministra. W rzeczywistości były dziesięciokrotnie mniejsze. Według oficjalnych danych, w styczniu i lutym 2012 roku zamiast planowanych 200 milionów złotych budżet państwa wzbogacił się tylko... o dwa miliony złotych — mówi jeden ze specjalistów z zakresu motoryzacji.




Czy podobnie będzie w tym roku? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że fotoradarom - tym rządowym i tym (jeszcze) gminnym - przygląda się Najwyższa Izba Kontroli. 
Izba będzie sprawdzać przede wszystkim, czy stacjonarne fotoradary postawiono w miejscach gdzie rzeczywiście mają podnieść bezpieczeństwo ruchu drogowego, czy tylko w tych, gdzie przyniosą największe wpływy do budżetu.
NIK sprawdzi też, czy ustawione przed kilku laty radary w jakikolwiek sposób przyczyniły się do spadku kolizji i wypadków.
Kontrola NIK będzie składać się z kilku etapów. Kontrolerzy na początku wizytować będą drogowe jednostki policji. Będą tam obserwować pracę z fotoradarami i wideorejestratorami. Zapoznają się także z planem zapobiegania wypadkom na drodze.


Zaplanowana jest także kontrola Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego pod kątem właśnie fotoradarów i mobilnych wideorejestratorów. To na podstawie wieloletnich analiz GITD ustawiono większość tych urządzeń. NIK ma zamiar porównać to z ich rzeczywistą lokalizacją.

— Kontrole skoncentrowane będą na ustaleniu, czy fotoradary - mobilne i stacjonarne - są ustawiane w miejscach, gdzie wcześniej dochodziło do niebezpiecznych zdarzeń — informował media Paweł Biedziak, rzecznik Najwyższej Izby Kontroli.
Efekty przeprowadzonej kontroli NIK mają być znane pod koniec sierpnia.
wch,rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama