Reklama

Od trzech lat koczują w namiocie przy działkach



21/10/2010 14:27

— Teraz jeszcze nie jest tak źle, bo nie ma mrozu i dajemy sobie radę. Najgorsza jest zima. Trzeba będzie nocować po klatkach schodowych — mówi pani Elżbieta, elbląska bezdomna.
— Żeby ktoś nam chciał dać altankę — dodaje jej bezdomny brat. — Przezimowalibyśmy tam, a przy okazji zaopiekowali domkiem.



Resztki namiotu, fragmenty koców, jakieś szmaty, znalezione na śmietniku stare materace. 
— To nasz dom — mówi pani Elżbieta.
 Wraz ze swoim bratem i kolegą od kilku miesięcy mieszka w prowizorycznym namiocie. O bezdomnych koczujących przy ogródkach im. Kosynierów Gdyńskich poinformował nas Eugeniusz Krystkiewicz, jeden z działkowców.

Nie mają rodziny, pracy, domu i pieniędzy. Jedynie pani Elżbieta ma przyznany zasiłek stały w wysokości 440 złotych.
— Jak żyjemy? Z dnia na dzień — opowiada bezdomna. — Zbieramy puszki, butelki, to musi nam wystarczyć na kupienie czegoś do zjedzenia.
Gdyby nie miejsce, w którym spotykamy panią Elżbietę, nikt nie powiedziałby, że jest bezdomna. Wypowiada się w sposób elokwentny, pełnymi zdaniami. Jej brat i kolega mówią niewiele. Są bardzo nieufni.


— Będziemy tu mieszkali dokąd nie nastaną mrozy. Zimą nocujemy na klatkach schodowych. Wcześniej, jak był otwarty dworzec PKP, to tam nocowaliśmy. To było dobre miejsce — opowiada. — My nie jesteśmy jedyni. Takich ludzi w Elblągu jest dużo. Spotykamy się szukając puszek i innych rzeczy, które można sprzedać.


Dlaczego ta trójka bezdomnych nie szuka pomocy w którejś z instytucji zajmującej się opieką społeczną?


— Urzędnicy to tylko odsyłają jeden do drugiego — macha ręką zrezygnowany brat Elżbiety.
Nie zdecydowali się również na pobyt w domu dla bezdomnych.
— Nie przez alkohol, my nie mamy z tym problemu, ale tam są przyjmowani tylko mężczyźni — stwierdza pani Elżbieta. 
Kobieta nie szukała pomocy w ośrodku interwencji kryzysowej.
— To są w Elblągu miejsca dla bezdomnych kobiet — pyta zaskoczona.





Pani Elżbieta urodziła się w Elblągu i tu spędziła większość życia. Przez jakiś czas mieszkała, a właściwie przebywała, w Tolkmicku.
— 11 lat czekałam na przyznanie mi mieszkania przez burmistrza Tolkmicka — opowiada. — Mam nieduży zasiłek, ale wystarczyłby na utrzymanie mieszkania.
— Gdybyś komuś dała łapówę, to byś mieszkanie miała — wtrąca jej towarzysz.
— Trzy lata temu wróciłam do Elbląga do brata i od tamtej pory się tułamy — kończy pani Elżbieta.



— Gdyby ktoś nam podarował altankę — odzywa się brat pani Elżbiety. — Mielibyśmy gdzie mieszkać przez zimę i byśmy ją pilnowali.
— To nic że altanki nie są ogrzewane. Dalibyśmy sobie radę — zapewnia Elżbieta.
Bezdomnych zaskakuje nasze pytanie, jakiej pomocy oczekują od nas lub od pracowników pomocy społecznej.
— Załatwicie mi mieszkanie — pyta pani Elżbieta? — Mam tu gdzieś wizytówkę do burmistrza Tolkmicka, mogę wam ją dać. 



rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama