Reklama

Olimpia zremisowała z GKS 2:2. Kibice wyrazili niezadowolenie

12/11/2011 14:02

W drugiej połowie za mocno się cofnęliśmy, wykorzystali to goście i doprowadzili do wyrównania - stwierdził zawodnik Olimpii Paweł Żuraw, który meczem z GKS zadebiutował w I lidze. - Gdybyśmy grali w wyrównanych siłach, to myślę że korzystny wynik utrzymalibyśmy do końca spotkania. Ostatecznie Olimpia zremisowała z GKS Katowice 2:2 (2:1).

Sobotnie spotkanie dla obu drużyn, zajmujących dolne rejony tabeli, było bardzo ważne, a co za tym idzie kibice mogli spodziewać się ciekawego widowiska. I faktycznie mecz stał na wysokim poziomie, nie brakowało dramaturgii, podbramkowych sytuacji, kartek oraz tego co w piłce najważniejsze czyli bramek. Co ważne, wreszcie na elbląskim stadionie dopisała frekwencja. Mecz obejrzało około półtora tysiąca kibiców, w tym ponad trzystu osobowa grupa fanów zespołu z Katowic.

Jako pierwsi cieszyli się gospodarze, którzy już w 14 minucie objęli prowadzenie. Bardzo dobre podanie z głębi pola wykorzystał Łukasz Zaniewski, który przebiegł z futbolówką jeszcze kilka metrów i uderzył niemal z narożnika pola karnego. Strzał był na tyle mocny i precyzyjny, że piłka wpadła w samo okienko bramki strzeżonej przez Witolda Sabelę.

Zobacz jak relacjonowaliśmy ten mecz
[live]114[/live]

Po zdobyciu bramki gospodarze próbowali pójść za ciosem i bliscy nawet byli podwyższenia prowadzenia, tyle że w ogromnym zamieszaniu w polu karnym żaden z naszych napastników nie zdołał wepchnąć piłki do siatki.

Przyjezdni szybko otrząsnęli się po tym ciosie i ruszyli do odrabiania strat. Wystarczyły dwie akcje by gospodarze przekonali się o możliwościach ofensywnych ekipy z Katowic. W 18 min. po strzale zza linii pola karnego Piotra Plewy, Olimpię od utraty bramki uratował Krzysztof Stodoła, broniąc uderzenie rywala. Chwile później znów zakotłowało się w naszym polu karnym, ale tym razem Paweł Wojciechowski na raty wybijał futbolówkę poza pole gry.

Niestety w 26 minucie elblążanie nie mieli już tyle szczęścia. Teraz pięknym trafieniem popisał się zawodnik z Katowic. Po dośrodkowaniu w pole karne, do piłki najwyżej wyskoczył Przemysław Pitry i strzałem głową doprowadził do wyrównania.

Wydawało się, że po stracie gola z gospodarzy ujdzie powietrze, a tymczasem to podopieczni trenera Anatolija Piskovca nadal byli stroną przeważającą. Odzyskać prowadzenie mogli już w 29 min. tyle że po główce Zaniewskiego z kilku metrów, bramkarz z Katowic bez problemu wyłapał piłkę. Szans nie miał za to trzy minuty później przy strzale Bartosza Iwana. Najskuteczniejszy gracz Olimpii mimo, że w powietrzu była faulowany, to zdołał tak uderzyć futbolówkę głową, że ta wpadła do siatki.

Prowadzenie gospodarzy do przerwy 2:1 było w pełni zasłużone. Olimpia wreszcie zagrała tak jak oczekują tego kibice i działacze. Niestety jak się później okazało po przerwie takiej gry powtórzyć już nie potrafiła. O ile pierwsze minuty nie były wcale złe, to wraz z upływem czasu zarysowywała się wyraźna przewaga rywali.

Jednak decydująca o losach meczu była 67 min. kiedy to przy linii bocznej Paweł Wojciechowski zdaniem arbitra bocznego faulował rywala. A że miał już na swoim koncie żółtą kartkę to musiał opuścić boisko. Zresztą kilka minut wcześniej, także po interwencji arbitra liniowego, za rzekome zagranie ręką żółtą kartkę zobaczył inny z gospodarzy Sławomir Szary. Obie sytuacje były na tyle kontrowersyjne, że Olimpia nie wyklucza odwołania się od decyzji arbitra.

Wracają jednak do wydarzeń czysto piłkarskich to po stracie zawodnika, przewaga katowiczan z minuty na minutę stawała się coraz bardziej wyraźna. Wreszcie przyjezdni dopięli swego i w 80 min. w zamieszaniu w polu karnym najprzytomniej zachował się Deniss Rakels, który z bliska wepchnął piłkę do siatki.

- Szkoda, że nie utrzymaliśmy tego wyniku do końca, bo wygrana w pełni by nas satysfakcjonowała, ale prawda jest taka, że w drugiej połowie GKS zasługiwał na tę bramkę - uważa Paweł Żuraw, zawodnik Olimpii. - W końcówce, grając w osłabieniu wybijaliśmy tylko piłkę przed siebie, nie potrafiliśmy zaskoczyć przeciwka jakimiś 2-3 szybkimi podaniami czy skontrować. Cieszę się z debiutu, mimo że grałem tylko dwie minuty, ale na takie chwile zawsze warto czekać.

Mimo kolejnych ataków gości wynik do końca meczu nie uległ już zmianie, choć tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra Dawid Jarka stanął oko w oko ze Stodołą i strzelił obok słupka. Po spotkaniu obaj trenerzy nie byli zadowoleni z remisu i podziału punktów.

W trakcie meczu kibice kilkakrotnie wyrazili swoje niezadowolenie z ostatniej decyzji prezydenta Elbląga Grzegorza Nowaczyka, odnośnie budowy nowego stadionu. Kibice skandowali hasła i wywiesili transparent z napisem: „Nowaczyk = Słonina Wyborcza???”. Tym samym dali wyraz niezadowolenia, że mimo obietnic, w naszym mieście nie powstanie nowy stadion, a jedynie modernizacji zostanie poddany obiekt przy ul. Agrykola.
kmf

Olimpia Elbląg – GKS Katowice 2:2 (2:1)
1:0 – Zaniewski (14), 1:1 – Pitry (26), 2:1 – Iwan (32), 2:2 – Rakels (80).
Olimpia: Stodoła – Stodoła, Dremliuk, Wojciechowski, Miecznik (63 Banasiak), Szary, Pacan, Kaczmarczyk, Iwan (70 Pietroń), Muszalik (90 Żuraw), Kołodziejski, Zaniewski.
GKS: Sabela, Plewnia, Kowalczyk, Hołota, Beliancin, Zachara, Sobotka, Chmiel, Farkas (72 Feruga), Rakels (86 Jarka), Pitry.
Żółte kartki: Wojciechowski, Szary, (Olimpia) - Sobotka, Chmiel, Feruga (GKS).
Czerwona kartka: Wojciechowski (Olimpia - 67’ za drugą żółtą).
Sędziował: Artur Radziszewski (Warszawa).


[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=piKhcwepm9M[/youtube]
[gallery=4]23149[/gallery]
[football]39,19[/football]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama