Reklama

Oskarżony o śmiertelne pobicie dziecka: "kochałem je jak swoje"

12/01/2011 12:26

— Najgorsza jest świadomość, że Szymonek mógłby przeżyć, gdybym zaraz po tym wypadku pojechał z nim na pogotowie lub wezwał lekarza — przyznał dzisiaj (12.01) przed sądem Tomasz M., oskarżony o śmiertelne pobicie 1,5-rocznego chłopczyka.

Dzisiaj (12.01) przed Sądem Okręgowym w Elblągu ponownie ruszył proces 24-latka oskarżonego o śmiertelne pobicie półtorarocznego synka swojej konkubiny. Szymonek zmarł w wyniku krwotoku wewnętrznego, wywołanego silnym uderzeniem w brzuch. Sekcja wykazała, że dziecko miało pękniętą wątrobę, stłuczone serce i nerki. Tomaszowi M. grozi do 12 lat więzienia — nie przyznaje się do winy.


Dzisiaj w sądzie 24-latek złożył obszerne wyjaśnienia — czytał je z kartki. Zapewniał, że kochał synka swojej partnerki, jak własnego.
— Nigdy świadomie go nie uderzyłem. Bawiłem się z nim, karmiłem go, usypiałem. Nie miało znaczenie, że nie jest moim synem. Opiekowałem się nim, bo sprawiało mi to przyjemność — odczytywał przygotowane wyjaśnienia. — Mieliśmy z Mariettą (matka Szymonka-red.) wspólne marzenia.


Tomasz M., podobnie jak podczas pierwszego procesu, utrzymuje, że śmierć Szymonka to efekt nieszczęśliwego wypadku. Tłumaczył, że w trakcie karmienia chłopca, potknął się o jakąś zabawkę leżącą na podłodze. 

— Nie pamiętam, czy upuściłem go na podłogę, czy razem upadliśmy — odczytywał z kartki. — Nie wykluczam, że upadając, oparłem się ręką na leżącym na podłodze Szymonku, ale na pewno nie pięścią.

Tomasz M. nie powiedział Marietcie o tym wypadku. Miał tylko zwrócić uwagę, że chłopiec ciężko oddychał. — Ona stwierdziła, że zalega mu flegma i to mnie uspokoiło — mówi.

Szymon zmarł w grudniu 2008 r. Pierwszy proces w elbląskim sądzie zakończył się skazaniem Tomasza M., ale nie jak chciała prokuratura za pobicie ze skutkiem śmiertelnym, tylko za spowodowanie nieszczęśliwego wypadku. Dzięki temu usłyszał łagodny wyrok 2 lat więzienia i został wypuszczony na wolność.


Prokuratura odwołała się od wyroku. Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał ponowne przeprowadzenie procesu. Po wyjściu na wolność 24-latek wyjechał z kraju, mimo, że miał dozór policyjny.
 — Przyszło pismo, że zostałem zwolniony z aresztu, więc wyjechałem do pracy w Niemczech — stwierdził.


Dlatego sąd nie mógł ponownie rozpocząć procesu. Tomasz M. został zatrzymany w listopadzie w Niemczech na podstawie listu gończego i sprowadzony do kraju.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama