Reklama

Pierwszomajowe pochody wciąż żyją w naszych wspomnieniach

29/04/2012 15:59

Dzisiaj pierwszomajowych pochodów już nie ma, ale ludzie wciąż je pamiętają i różnie o nich mówią. Dla jednych był to przymus i nic przyjemnego. Dla innych - radosne święto, podczas którego mogli spotkać się ze znajomymi i miło spędzić wolny czas.

Pierwszy pochód po drugiej wojnie światowej, a właściwie tuż przed jej zakończeniem, odbył się w Elblągu 1 maja 1945 roku. "Prezydent Elbląga zarządził obchody święta sojuszników - międzynarodowego dnia pracy — czytamy w książce napisanej przez Krystynę Laskowską i Wiesławę Rynkiewicz-Domino pod tytułem "Elbląg i elblążanie w fotografii własnej. Lata czterdzieste, lata pięćdziesiąte".

— Honorową trybunę ustawiono na ulicy Pionierskiej - w ówczesnym centrum dla nielicznej grupy osiedlonych w mieście Polaków. Przed trybuną przemaszerował kilkudziesięcioosobowy pochód. Dwa dni później obchodzono święto 3 maja, po raz pierwszy i — jak się miało okazać — na długie lata ostatni".

Dalszy opis w książce przedstawia pochody z późniejszych lat. "... Na godzinę 8.30 zarządzono wymarsz ze wszystkich punktów zbiorczych w szyku (po 8 ludzi w rzędzie) na plac Krasińskiego. Tak nazywano wówczas obecną ul. Wojska Polskiego i zieleniec między ul. Żeromskiego i Mickiewicza. Po zebraniu się wszystkich na placu nastąpiło otwarcie wiecu i przemówienia.

Dopiero potem odbył się właściwy wymarsz pochodu ulicami: Mickiewicza, Bema, Groblą Św. Jerzego (wtedy odpowiednio ul. Stalina i Rokossowskiego), 1 Maja, Placem Słowiańskim, Rycerską, Janowską na ul. Grunwaldzką, gdzie na wysokości dworca ustawiona była trybuna. Ulica Grunwaldzka stała się tradycyjnym miejscem pierwszomajowych pochodów aż po lata 90.".

"Dla części społeczeństwa elbląskiego udział w pochodzie był przykrą koniecznością, dla wielu obojętnym, acz nudnym obowiązkiem, wreszcie niektórym, zwłaszcza tym, którzy dzięki przemianom ustrojowym społecznie awansowali, pochody dostarczały autentycznych, pozytywnych wzruszeń" — czytamy dalej w książce". ..."Dla większości elblążan przykry, bądź nudny obowiązek uczestnictwa w pochodach był osładzany towarzyszącymi świętom: ludowymi zabawami, kiermaszami, czasem wolnym od pracy, możliwością wzięcia udziału w organizowanych imprezach sportowo-kulturalnych".

— Uczestniczyłam w pochodach pierwszomajowych od 1953 roku, od kiedy zaczęłam się uczyć w przyzakładowej szkole zamechowskiej — mówi Łucja Bagnowska. — Na pochód trzeba było ubrać się w granatową spódnicę, białą bluzkę i tenisówki. Niosłam chorągiewkę. Mieliśmy przykazane, że przechodząc koło trybuny, mamy machać chorągiewkami.

Gdy pani Łucja skończyła szkołę, zaczęła pracować w Zamechu i też chodziła na pochody pierwszomajowe. 
— Trzeba było iść pod presją — wspomina elblążanka. — Jak się nie poszło, to była "krecha" w zakładzie. Atmosfera podczas pochodów była sztucznie radosna. Ale były i plusy tego, spotykałyśmy się z koleżankami.

Z kolei Anna Szczepańska, prezes Stowarzyszenia Współpracy Polska - Wschód Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Wojewódzkiego w Elblągu, miło wspomina tamte lata.
— Pracowałam wtedy w MHD, to był Miejski Handel Detaliczny — wspomina Anna Szczepańska. — Przed świętem pierwszego maja organizowane były czyny społeczne. Pamiętam, jak sadziliśmy drzewa przy ul. Władysława IV w 1974 r.

Święto pierwszomajowe obchodziliśmy bardzo radośnie. Wszyscy byliśmy szczęśliwi, zadowoleni. Byłam wtedy kierownikiem do spraw pracowniczych. Dyrektor zakładu zachęcał nas do udziału w pochodzie. Wymyślał różne hasła, które wypisywaliśmy na transparentach. Praca handlowców była porównywana wtedy do ciężkiej pracy górników. A my reprezentowaliśmy firmę.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama