Reklama

Pierwszy rejs drogami wodnymi obwodu kaliningradzkiego

14/08/2012 11:35

Dwadzieścia łodzi motorowych z Polski i Rosji przepłynęło drogami śródlądowymi z Elbląga do Kłajpedy – Międzynarodową Drogą Wodną E 70. To pierwszy rejs wewnętrznymi drogami wodnymi obwodu kaliningradzkiego, formalnie zamkniętymi dla jednostek zagranicznych.

Rejs motorowodny z Elbląga do Kłajpedy jest kontynuacją przedsięwzięcia z 2009 roku, gdy cztery elbląskie załogi przepłynęły Międzynarodową Drogą Wodną E 70 z Berlina do Elbląga. Od tego czasu trwały starania o przepłynięcie wschodniego odcinka tej drogi wodnej, zakończone sukcesem w tym roku.

Patronat nad przedsięwzięciem objął minister sportu w obwodzie kaliningradzkim, prezydent Elbląga Grzegorz Nowaczyk i marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Jacek Protas. Głównym organizatorem było Ognisko Sportów Wodnych „Fala” w Elblągu.

27 lipca trzynaście łodzi motorowych wypłynęło z Elbląga (w tym cztery ze Śląska i Krakowa). W Kaliningradzie dołączyli do nas Rosjanie, głównie z Klubu Motorowodnego „Wałna” (czyli... „Fala”), z którą elbląska „Fala” współpracuje od lat. W Kaliningradzie i w Polessku spotkaliśmy się z przedstawicielami rosyjskich władz lokalnych i regionalnych.

Najciekawszym etapem był odcinek między Kaliningradem a Polesskiem, leżącym nad Zalewem Kurońskim. Te dwa miasta łączy Pregoła i Dejma, rzeki zamknięte dla obcokrajowców. Byliśmy pierwszą ekipa, która uzyskała zezwolenie na przepłyniecie tego szlaku. Coś, jak słynny rejs „Misią II” przez Cieśninę Bałtyjską.

Pregoła i Dejma to piękne, meandrujące między lasami i wrzosowiskami rzeki, z licznymi zatoczkami i starorzeczami. Co ważne, rzeki są stosunkowo głębokie (co najmniej 2,5 m). Przeszkodą są mosty, z których jedynie dwa mają prześwit powyżej 4m. Najtrudniejszy do przeforsowania jest most kolejowy koło miejscowości Sholohovo (2,95 m prześwitu), pod którym łódź „Baccarat” musieliśmy przepychać, a gdyby woda była o 10 cm wyższa bez rozbierania nadbudówki byśmy nie przepłynęli. Formalnie jest to most zwodzony, ale nikt nie zainteresował się dwudziestoma łodziami motorowymi. Trudno zresztą się dziwić: po tych rzekach turystycznie raczej się nie pływa.

Między Kaliningradem a Polesskiem – na długości ok. 100 km – znjaduje się tylko jedna miejscowość: Gwardiejsk. W przyszłości ma tu powstać marina z prawdziwego zdarzenia. Obecnie, nad rzeką króluje... więzienie. Nie spotka się tu – jak w Polsce – pojedynczych zabudowań nad rzeką. Poza Gwardiejskiem, nie ma ani zabudowań nad rzeką. Na całej trasie znaleźliśmy jeden pomost przy ośrodku wczasowym.

Pozytywnie zaskoczył nas Polessk. Śliczne, 18. tysięczne miasteczko, z ładnym nabrzeżem (należącym do Marynarki Wojennej – ale żadnych militarnych nie spotkaliśmy), zadbanym parkiem, klimatycznym hotelem i pięknie odbudowanym zabytkowym mostem zwodzonym.

Ostatni etap rejsu to Zalew Kuroński. To duży akwen, dwa razy większy i szerszy od Zalewu Wiślanego. Trzy słabsze łodzie zrezygnowały z tego etapu. Rozwaga była uzasadniona niedawnymi regatami na Zalewie Wiślanym, w których jeden jacht zatonął, a trzy uszkodziły maszty. Tu mogło być jeszcze trudniej – tym bardziej, że prognozy były niepewne.

Na szczęście pogoda była dla nas łaskawa. Zalew jest wystarczająco głęboki, by można poruszać się bez oznakowanych torów wodnych. By wiedzieć, gdzie płynąć musieliśmy utrzymywać kontakt wzrokowy z prowadzącymi flotyllę Rosjanami. Przez ponad 20 mil nie spotkaliśmy żadnej jednostki pływającej!

Mieliśmy świadomość, że nie uda nam się wpłynąć na wody litewskie. Na Zalewie po prostu nie ma morskiego przejścia granicznego, a innej formuły przekroczenia granicy nie udało nam się uzgodnić. Dopłynęliśmy do miejscowości Rybaczij, w której – zgodnie z porozumieniem rosyjsko-litewskim z 2009 roku – ma takie przejście powstać (a według niektórych dokumentów już istnieje).

Rejs pozwolił zweryfikować wiele danych, które pozyskaliśmy m.in. w ramach projektu „MDW E 70 – turystyka bez granic”. Z przedstawicielami władz rozmawialiśmy o możliwościach realizacji wspólnych przedsięwzięć i o barierach, które taką współpracę utrudniają. Ważnym elementem jest zacieśnianie związków między samymi wodniakami. Takie kontakty są dobrymi stymulatorami dla współpracy samorządów i administracji państwowej.
Jerzy Wcisła

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama