Reklama

Pieszo przez Góry Skaliste

18/01/2013 14:42



Grażyna i Janusz swój dom wybudowali w małej miejscowości pod Elblągiem. Jednak tak naprawdę czują się mieszkańcami... świata. Od wielu lat głód podróżowania ciągle każe im wyruszać w drogę. Są uzależnieni od podróży i otwarcie się do tego przyznają. O swojej pieszej wędrówce po kanadyjskich Górach Skalistych opowiadali w Słonecznym Zakątku Dobrych Spotkań w Filii nr 5 Biblioteki Elbląskiej.





Góry Skaliste przez wielu podróżników uważane są za jeden z najpiękniejszych masywów górskich na świecie. Ciągną się od granicy z Montaną w Stanach Zjednoczonych po Alaskę i stanowią część potężnego pasma Kordylierów. Spotkamy tu nietkniętą ręką człowieka przyrodę, lodowce, krystalicznie czyste rzeki, kaniony, kolorowe jeziora i wodospady. Rockies, jak nazywają je Kanadyjczycy, wynurzyły się z dna oceanu około 65 do 100 milionów lat temu. Jak na góry jest to całkiem młody wiek, o czym świadczą ich ostre skaliste szczyty i poszarpane granie. Nierzadko można się tu natknąć na gładkie, pionowe ściany skalne o wysokości nawet dwóch kilometrów. Pomiędzy wierzchołkami, w głębokich polodowcowych dolinach, mienią się turkusową wodą jeziora niesamowitej urody. Dodajmy jeszcze, że na granicach prowincji Alberta i Kolumbia znajduje się największy poza kołami polarnymi lodowiec.



Góry dla leniwych



Janusz i Grażyna od dawna planowali podróż w Góry Skaliste. Dla niego miała być ona spełnieniem młodzieńczych marzeń. 

— Wychowałem się na książkach Jacka Londona, Arkadego Fiedlera i Alfreda Szklarskiego. Chciałem być trochę jak Tomek na tropach Yeti — śmieje się Janusz. 
Oboje są doświadczonymi piechurami i pieszo też mieli zamiar przemierzać szlaki Gór Skalistych. Trekkingowa odzież, wygodne, ciężkie, górskie buty, plecaki - to wszystko okazało się jednak mało przydatne. 
— To był dla nas szok — mówi Grażyna. — Tam się nie chodzi po górach. Na szczyt nie wiedzie cię pieszy szlak, lecz tramwaj, bądź kolejka linowa. Kilka minut w gondoli i już jesteś na wierzchołku góry. Turysta podjeżdża, podziwia widok i zjeżdża, a potem mówi, że był w górach. Jednak troszkę rozumiem Kanadyjczyków. To są góry osadowe, bardzo się kruszą, turyści by je zadeptali. Jednak my, przyzwyczajeni do aktywnej turystyki, czuliśmy olbrzymi niedosyt. Raz byliśmy świadkami wygodnictwa posuniętego do granic. Kierowca autobusu wysiadł, rozłożył maleńki, niewysoki taborecik i dopiero wtedy, "wspinając" się po nim, pasażerowie weszli do pojazdu. Nie byli starzy, chorzy, to byli młodzi ludzie. Osoby, którym mówiliśmy, że wyruszamy pieszo na szlak, pukali się w czoło. Dla nich byliśmy dziwakami. 



Uwaga, niedźwiedź!


Większość Gór Skalistych to obszary przyrody chronionej. Są ostoją wolno żyjących, dzikich zwierząt. Na szlaku możemy spotkać łosia, jelenia, owcę kanadyjską. Czasem zwierzęta pasą się na poboczu, a czasem stoją na środku szosy, tamując ruch. O niedźwiedziach: olbrzymim, brunatnym grizzly i mniejszym, czarnym baribalu przypominają liczne tablice i znaki. Pracownicy parków rozdają ulotki z informacjami, jak należy się zachować, gdy spotkamy misia na szlaku. Wszystko to sprawia, że turysta za każdym krzakiem, z lękiem wypatruje niedźwiedzia, a jeżeli w ciągu wyjazdu ani razu go nie spotka, jest nawet rozczarowany. Grażyna i Janusz o takim rozczarowaniu mówić nie mogą.

— Widzieliśmy baribala z niewielkiej odległości. Nasze drogi nie spotkały się jedynie przez przypadek. Tego dnia, mając już dość wędrówki, zeszliśmy ze szlaku na brzeg autostrady. Gdybyśmy szli ścieżką, którą mieliśmy w planie, nie wiem, jak to by się skończyło. Sądzę, że moglibyśmy nie zdążyć uciec — wspomina Janusz. — Jednak nie należy wpadać w przesadny strach przed niedźwiedziami. Strażnicy przyjeżdżają natychmiast po otrzymaniu wiadomości, że miś podszedł za blisko miasta, czy autostrady. Odgradzają drogę. Puszczają z megafonów dźwięki, które skutecznie je odstraszają. Kanadyjczycy są do życia z niedźwiedziami przyzwyczajeni i przystosowani. Ot, taka prozaiczna rzecz - pojemniki na śmieci przed domem są tak konstruowane, że zwierzę ich nie otworzy.



Dziki Zachód i Niagara



Wyjeżdżając zaledwie dwadzieścia kilometrów za Calgary, dotrzemy na... Dziki Zachód. Tu bowiem położony jest Heritage Park, czyli wiernie zrekonstruowane kanadyjskie miasteczko z końca XIX wieku. Możemy przejechać się parowozem, przyjrzeć się pracy robotników przy torach kolejowych, odwiedzić faktorię drewna, farmę, wioskę indiańską i saloon.

— Bardzo chciałam tam pojechać i nie żałuję. Człowiek ma wrażenie, że przeniósł się do westernu. Mąż zagrał w pokera, a ja stanęłam za ladą w saloonie — mówi Grażyna.
Być w Kanadzie i nie obejrzeć Niagary? To oczywiście niemożliwe. Nie jest on najwyższym, najszerszym, czy największym wodospadem na świecie, za to z pewnością najsłynniejszym. To jedna z największych atrakcji środkowo-wschodniej części USA i Kanady. Rzeka Niagara, płynąca z jeziora Erie do jeziora Ontario, musi pokonać prawie stumetrową różnicę poziomów. W połowie drogi rzeka rozwidla się na dwie części i spada dwiema około 50-metrowymi kaskadami. Jedna część leży w całości na terytorium Stanów Zjednoczonych, druga należy do Kanady. 
— Moje wyobrażenie o Niagarze było zupełnie inne. Większe wrażenie zrobiły na mnie wodospady w górach niż on — dodaje Grażyna.
daw



Ty także możesz zostać bohaterem spotkania z cyklu Słoneczny Zakątek Dobrych Spotkań. Byłeś w ciekawym miejscu? Chcesz podzielić się wrażeniami z podróży? Zgłoszenia przyjmuje Filia nr 6 Biblioteki Elbląskiej, która mieści się przy ulicy Słonecznej 29 (telefon: 55 625 60 80).

[gallery=4]39315[/gallery]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama