Reklama

Piotr Wygnańczuk: Każdy powinien służyć innym

24/02/2012 15:12

Rotary zrzesza ludzi dobrej woli, którzy chcą robić coś dobrego dla innych i budować pokój na świecie, a namacalnym przykładem naszej działalności jest chociażby walka z chorobą Heinego-Medina, na którą przeznaczyliśmy już ponad miliard dolarów — mówi Piotr Wygnańczuk, past gubernator dystryktu na Polskę, Ukrainę i Białoruś.



— Jak wytłumaczyłby Pan Czytelnikom, co to jest Rotary?

— Rotary to najstarsze stowarzyszenie tzw. klubów służebnych na świecie. Zrzesza około 34 tysiące klubów Rotary w ponad 200 krajach i terytoriach. Należy do nich ponad 1 200 000 rotarian. Członkowie klubów wywodzą się z różnych środowisk zawodowych, religijnych, politycznych i kulturowych, a łączy ich chęć pomocy lokalnym społecznościom oraz światu. 



— Czy chęć niesienia pomocy jest Waszym głównym celem?

— Owszem, jesteśmy organizacją humanitarną, niosącą pomoc. Celem naszej działalności jest wspieranie i umacnianie ideału służby, jako podstawy godnych i wartościowych przedsięwzięć. Priorytetami naszej działalności są rozwijanie bezpośrednich kontaktów międzyludzkich jako możliwości niesienia pomocy, promowanie wysokich standardów etycznych w działalności zawodowej i publicznej. Promujemy także wszelkie formy pracy społecznej. W myśl naszego kodeksu, każdy rotarianin powinien w życiu osobistym, zawodowym i społecznym służyć innym i nieść pomoc. Ważnym elementem naszej działalności jest także propagowanie zrozumienia międzynarodowego, dobrej woli i pokoju poprzez międzynarodową wymianę młodzieżową, zawodową, stypendia naukowe, pokojowe itp. Nasze główne motto to: Służba ponad własne interesy.



— Jakie były początki ruchu Rotary w Polsce?

— Przed wojną w Polsce działało osiem klubów Rotary i już wtedy tworzyły własny dystrykt. Później była wojna, po niej długa przerwa i dopiero w 1989 roku wróciliśmy do swojej działalności. Choć próby reaktywacji ze strony Rotary były już wcześniej, w połowie lat osiemdziesiątych, kiedy powstała Solidarność i liczyliśmy, że coś się uda, ale nie doszło do tego. Pierwszym klubem, który powstał po wojnie, był Klub Rotary Warszawa. A potem, już bardzo szybko, powstawały jeden po drugim. W roku 1997 roku było ich w Polsce ponad pięćdziesiąt i wtedy został utworzony samodzielny dystrykt Polski. Pierwszym jego gubernatorem został Bohdan Kurowski, dziennikarz z Olsztyna. Chodząca wiedza o Rotary, a że miał korzenie na Ukrainie, to był wielkim orędownikiem, by do naszego dystryktu dołączyć właśnie Ukrainę i Białoruś. I tak się stało. Aktualnie w tych trzech krajach mamy 120 klubów i gubernator w czasie swojej rocznej kadencji powinien odwiedzić każdy z nich. Jak odliczymy święta, wakacje, soboty i niedzielę, to praktycznie w czasie mojej kadencji w domu byłem gościem. 



— Jak wspomina Pan rok swojej gubernatury?

— Był to rok zdecydowanie cięższy od pozostałych. Chyba kryzys dopiero do nas dotarł. Szczególnie dotyczy to Ukrainy. Z jednej strony powstawały nowe kluby, a jednocześnie ubywało nam członków w starych klubach. Natomiast jeśli chodzi o podstawową działalność czy projekty klubowe, to tu nic się nie zmienia. Każdy klub ma co najmniej klika projektów, nad którymi pracuje. Czy to dom dziecka, stypendia dla biednych i zdolnych uczniów. Na przykład mój klub od początku zajmuje się Ośrodkiem Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczym w Gdyni, do którego uczęszczają dzieci i młodzież z bardzo ciężkim upośledzeniem. Praktycznie od początku wyposażyliśmy i nadal doposażamy ten ośrodek w urządzenia do rehabilitacji. Koszt zakupu tych urządzeń wynosi łącznie ponad 200 tysięcy zł.



— Chyba nie da się policzyć, ile pieniędzy przeznaczyliście już na pomoc potrzebującym?

— To bardzo trudne, bowiem każdy klub angażuje się w różnego rodzaju projekty. Gdybyśmy podsumowali te lata działalności, to myślę, że każdy klub przeznaczył już na pomoc po kilkaset tysięcy dolarów, a tych klubów, jak wiemy, mamy sporo.



— Kto działa w klubach Rotary, jakiego pokroju są to ludzie?

— Są to ludzie różnych profesji. Nie ma praktycznie żadnych ograniczeń. No może poza jednym. Nie chcemy, by poszczególne kluby stanowiły korporacje zawodowe, czyli np. sami lekarze czy prawnicy. Ograniczamy zatem przyjmowanie wielu członków mających te same zawody. Oczywiście staramy się przyjmować ludzi, za którymi idzie sukces i mają już jakiś autorytet w swoim środowisku. Łatwiej im wtedy przyciągnąć sponsorów. 



— A jak jest z działalnością kobiet w Waszej organizacji?

— Na początku Rotary zrzeszało tylko mężczyzn i tak było przez wiele lat. Pierwsze kobiety zaczęły walczyć o dopuszczenie do klubu w Indiach, w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy paniom nie udało się przełamać oporu władz Rotary International. Dopiero Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych w 1987 roku zażądał wykreślenia ze statutu Rotary International zapisu ograniczającego przyjmowanie kobiet i od tego czasu do naszej organizacji przyjmujemy również kobiety. Moim zdaniem, była to bardzo dobra decyzja, bo obecnie co szósty rotarianin na świecie to kobieta. W Polsce ta średnia jest nieco niższa, bo około 15 procent, ale już na Ukrainie wynosi aż 27 proc. Jako gubernator robiłem, co mogłem i jeżdżąc po klubach zachęcałem do przyjmowania kobiet, ale niestety, w dalszym ciągu mamy jeszcze sporo klubów wyłącznie męskich. 



— Jak Pan ocenia działalność elbląskiego klubu?

— Z imprezy na jakiej ostatnio byłem, jestem bardzo zadowolony, bo rzeczywiście aukcja im się udała. Nawet sam starałem się wylicytować jedno z dzieł sztuki, ale niestety, zostałem przebity. Uczestniczyłem w wielu podobnych aukcjach klubowych i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ta elbląska należała do najbardziej udanych. Podziwiałem również grono zaproszonych gości, którzy naprawdę wysoko licytowali.



— Dziś największym problemem jest znalezienie finansów. Jak sobie z tym radzicie?

— Większość klubów stara się organizować ciekawe imprezy. Zależy nam na integrowaniu społeczności poprzez zapraszanie sponsorów i ściąganie innych ludzi, niezrzeszonych w Rotary. Praktycznie każdy klub ma jakieś swoje sztandarowe wydarzenie, które organizuje cyklicznie. Jedni organizują bale, inni aukcje charytatywne albo przedstawienia teatralne, czy zawody sportowe, w czasie których zbierane są pieniądze. A te znów przeznaczane są na różnego rodzaju projekty, bo każdy klub, podejmując się realizacji projektów wspólnych pod nazwą Matching Grant, musi mieć wkład własny. To wszystko zależy od inicjatywy poszczególnych klubów. Jednym z najaktywniejszych w całym naszym dystrykcie jest klub w Wolsztynie. Jako ciekawostkę powiem, że członkowie tego klubu wpadli na pomysł zbudowania studni w Kamerunie i pomysł zrealizowali. Ten przykład pokazuje, że nawet kluby z mniejszych miejscowości potrafią być bardzo aktywne, wszystko zależy od ludzi.



— Czy współpracujecie z innymi organizacjami o podobnym charakterze, jak np. z Lions Club?

— Naturalnie, że współpracujemy. Cieszymy się, że jest jeszcze inna organizacja, która pomaga nam w walce z biedą, czy w promocji zdolnej młodzieży. I to nie są puste słowa, bo na nasze imprezy zawsze zapraszamy przedstawicieli klubów Lions. Mogę powiedzieć, że ta współpraca jest obustronna.


kf

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama