Reklama

Po 11 latach zabrakło dla Ani miejsca w domu samopomocy

11/10/2011 18:53

Ania przez jedenaście lat uczęszczała do Środowiskowego Domu Samopomocy w Elblągu. Pod koniec ubiegłego roku zmieniły się przepisy regulujące przyjęcia do takich placówek i tym samym życie dziewczyny. Okazało się, że w Elblągu nie ma już dla niej miejsca.





Nowe przepisy dotyczące funkcjonowania i przyjmowania do Środowiskowych Domów Samopomocy w życie weszły 1 stycznia tego roku. Najważniejsza zmiana dotyczy tego, że od teraz zabezpieczanie miejsca w ŚDS, jest oddzielnym obowiązkiem każdej gminy. Co dla Ani, która mieszka na Wyspie Nowakowskiej, oznacza, że nie może już uczęszczać do elbląskiego ŚDS. Dla niej i jej rodziny to prawdziwa tragedia. 





Dziewczyna cierpi na głęboki niedosłuch i upośledzenie umysłowe w stopniu znacznym. Gdy pierwszy raz trafiła do Centrum Zdrowia Dziecka miała 6 tygodni. 

— Ile w tym najwcześniejszym etapie życia miała badań pod narkozą, trudno zliczyć — mówi pani Barbara Baranowska, mama Ani. — Teraz moja córka ma 25 lat i jest sprawna fizycznie. Nie ma również do końca zdiagnozowanej choroby psychicznej. Są momenty lepsze i gorsze. Obecnie jest w dość trudnym okresie. 


Zanim Ania trafiła do domu samopomocy przy ulicy Saperów, przeszła wiele placówek, które zapewniają opiekę osobom takim jak ona. Przez jakiś czas chodziła do przedszkola integracyjnego. 


— Z przedszkola zrezygnowałam w momencie, gdy zlikwidowano część połączeń z Elblągiem i nie miałam jak jej do niego dowozić i odbierać — mówi mama dziewczyny. — Potem, gdy Ania była w wieku szkolnym, jedyną pomoc jaką chciano mi oferować to zwolnienie jej z obowiązku szkolnego. Próbowałam znaleźć nauczyciela, który zgodziłby się na nauczanie indywidualne, niestety nie było chętnych. 





W 2001 roku Ania została przyjęta do Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego przy ul. Saperów w Elblągu. Gdy 5 lat później powstał tu ŚDS, przeniesiono ją do tej placówki. 
— Byłam bardzo zadowolona z opieki jaką miało tam moje dziecko — dodaje pani Barbara. — Sama Ania też z chęcią jeździła do Elbląga. Nowe przepisy bardzo skomplikowały nam życie. Będę jednak walczyła o to, żeby mojej córki nie zamykać w domu, nie izolować od świata. Pewnie, że mogę zdecydować się na leczenie farmakologiczne. Nafaszerować swoje dziecko lekami i cieszyć się, że jest taka spokojna, że cały czas śpi i nie ma z nią problemu. Mogłabym to zrobić, ale nie chcę takiego życia dla Ania. 



Jestem matką niepokorną - mówi o sobie pani Barbara - i zapewnia, że dopóki starczy jej sił, będzie walczyła i szukała pomocy dla córki. Kobieta chce, aby dziewczyna wróciła do placówki przy ul. Saperów. 


— Ankę znamy od lat — mówi Beata Peplińska-Strehlau z elbląskiego koła Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, prowadzącego ŚDS przy ul. Saperów w Elblągu. — Nie chcę, żeby to zabrzmiało brzydko, ale to skomplikowany przypadek. Wymaga systematycznej pracy, narzucenia pewnego rytmu. To otrzymywała w naszym domu przez lata. Proszę sobie wyobrazić, że teraz taka osoba zostaje wyrwana ze środowiska, które zna i przeniesiona jest gdzieś indziej, w obce miejsce. Zła jestem, że to tak wyszło. Cały czas jesteśmy zainteresowani pracą z Anią. Jeśli władze Elbląga się zgodzą, to chętnie przyjęlibyśmy ją z powrotem. 





Na to niestety Ania raczej nie ma szans. Nowe przepisy co prawda dopuszczają taką możliwość, ale tylko w przypadku, gdy gmina, na terenie której mieszka dana osoba, nie prowadzi odpowiedniej placówki. W tym przypadku tak nie jest, a władze Elbląga nie planują wprowadzenia takich wyjątków. 


— Na dzień dzisiejszy Miasto Elbląg nie widzi możliwości podpisania stosownych porozumień z innymi gminami lub powiatami, w związku z czym osoby spoza Elbląg nie mogą być objęte opieką przez placówek działające na terenie Elbląga — informuje Anna Kleina, rzecznik prasowy prezydenta Elbląga. — Liczba miejsc w prowadzonych przez miasto placówkach nie zabezpiecza w pełni potrzeb mieszkańców naszego miasta na tego typu usługi. 


Pani Barbara zapewnia, że jeszcze się nie podda, a do elbląskiego ratusza niebawem trafi pismo z prośbą o przyjęcie Ani do ŚDS przy ul. Saperów. 
— Chciałabym nie tylko wywalczyć miejsce dla swojej córki, ale i zwrócić uwagę na problem, który dotyka przecież o wiele więcej osób — twierdzi kobieta.


— Warto postawić pytanie: czy rodzice mają prawo do wyboru odpowiedniego miejsca dla swojego dziecka i czy polityka jest ważniejsza niż dobro tych osób — dodaje Beata Peplińska-Strehlau.


Natasza Jatczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama