Reklama

Po pierwsze nie wypalać. Tej wiosny spłonęło już 15 hektarów traw

30/03/2012 11:38

Apele i prośby nie pomagają. Elbląscy strażacy w ostatnim czasie nawet kilka razy dziennie wyjeżdżają do płonących traw. Pożary niszczą przyrodę i stwarzają ogromne zagrożenie dla ludzkiego życia.

— Tego typu interwencje są niemal wpisane w nasz kalendarz — mówi o wyjazdach do płonących traw Przemysław Siagło, rzecznik prasowy straży pożarnej w Elblągu. Strażacy w ostatnim czasie do tego typu pożarów wyjeżdżają kilka razy dziennie. W tym roku spłonęło już 15 hektarów ziemi. Apele i prośby nie pomagają, a podpalaczy trudno jest złapać na gorącym uczynku.

— Do zdarzeń dochodzi najczęściej wtedy, gdy dzieci wracają ze szkoły lub są na wagarach — dodaje Przemysław Siagło. — Szczególnie dużo interwencji mamy w czasie rekolekcji.
Tego typu pożary niszczą przyrodę i stwarzają także ogromne zagrożenie dla ludzkiego życia.

— Nie można zapominać, że z powodu dymu na pobliskich drogach widoczność automatycznie spada niemal do zera — mówi rzecznik prasowy elbląskiej straży pożarnej. — W tym roku na szczęście do żadnego groźnego zdarzenia nie doszło, nie można jednak zapominać, że w latach poprzednich zdarzały się nawet ofiary śmiertelne. 
Podczas wietrznej pogody ogień może rozpowszechniać się nawet z prędkością 50 km na godzinę.

— Może być więc groźny nawet dla samego podpalacza — przestrzega Przemysław Siagło. — Z tego względu należy również uważać, gdy chce się pomóc i zagasić pożar. Oczywiście bardzo chętnie przyjmiemy pomoc mieszkańców, trzeba jednak zdać się na swoją intuicję i nie pchać się tam na siłę.
Michał Szypniewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama