Swojego ojca Józefa Franczuka, policjanta, widziała po raz ostatni czwartego listopada 1939 r. Miała wtedy siedem lat. Wywieziono go do Bykowni, niedaleko Kijowa, gdzie został zamordowany strzałem w tył głowy, podobnie jak wielu innych Polaków w Katyniu, Miednoje, Ostaszkowie...
— Nie myślałam wtedy, że ostatni raz widzę swojego ojca — wspomina Maria Sadłowska z Elbląga. — Bardzo długo wierzyliśmy, że ojciec żyje. Aresztowano go w małym miasteczku koło Lwowa i osadzono w miejscowym więzieniu. Matka pani Marii prosiła znajomych, którzy mieszkali w pobliżu więzienia, żeby wpuścili ją z dziećmi do mieszkania. Dzięki temu z balkonu mieli widok na więzienie.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!