Reklama

Protestują przeciwko likwidacji dyzpozytorni. "Wiemy, że jest już za późno"

30/03/2012 14:19

Z Oliwierem Pietrzykowskim ze Stowarzyszenia Młodych Demokratów o ich proteście w sprawie likwidacji dyspozytorni ratownictwa medyczne w Elblągu rozmawia Natasza Jatczyńska.



— Zbieracie podpisy elblążan pod protestem w sprawie decyzji wojewody warmińsko-mazurskiego o przeniesieniu dyspozytorni pogotowia ratunkowego z Elbląga do Olsztyna. To chyba trochę za późno na takie akcje?


— Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że w tej kwestii decyzja już zapadła i los dyspozytorni jest przesądzony. Tak naprawdę rozpoczęliśmy zbieranie podpisów, aby sprawdzić jakie są nastroje elblążan. Okazało się, że to temat, który żywo ich interesuje. W ciągu pół godziny trzy osoby zebrały sto podpisów. W tej chwili mamy ich już 500 i dalej będziemy je zbierać.


— Po co, skoro to i tak nic nie zmieni?


— Chcemy uzbierać 1,5-2 tysiące podpisów pod protestem. Wyślemy je do wojewody z przesłaniem, że może warto czasami wyjść do elblążan. W tym wypadku jest za późno, ale uważamy, że podobne decyzje powinny być konsultowane z mieszkańcami Elbląga. 


— Czyli chcecie, aby elblążanie nie byli stawiani przed faktem dokonanym?


— Tak. Dlatego nadal zbieramy podpisy pod protestem. W ten sposób elblążanie, choć symbolicznie, mogą zabrać głos w tej sprawie. Niestety, w tym przypadku zabrakło dialogu między władzami wojewódzkimi a mieszkańcami. Rozmowa naprawdę nic nie kosztuje, warto z tego korzystać na każdym szczeblu. 


— Elbląg stracił już kilka urzędów. Dlaczego to właśnie likwidacji dyspozytorni ratownictwa medycznego wzbudziła tyle emocji?



— Pozbawienie Elbląga dyspozytorni po raz kolejny negatywnie wpłynie na status miasta. To na pewno denerwuje elblążan. Po za tym wiele osób, szczególnie starszych, po prostu boi się tego, jak to wpłynie na ich życie. 


— Podobno nie ma się czego bać?


— No właśnie. Podobno, ale tak naprawdę nikt dokładnie nie wytłumaczył elblążanom na jakich zasadach ma działać Wojewódzka Dyspozytornia Ratunkowa. Sam słyszałem takie pytania od kilku starszych osób. Nie umiałem na nie odpowiedzieć. Żyjemy w XXI wieku i wiem, że dla mnie i moich rówieśników, którzy nie wyobrażają sobie życia bez Facebooka, fakt, że to może sprawnie działać na odległość nie jest niczym specjalnie zadziwiającym. Jednak osoby starsze nie zawsze potrafią zrozumieć, jak możliwe jest, że jedna czy kilka osób pracujących w oddalonym o 100 kilometrów Olsztynie są w stanie w miarę szybko wysłać karetkę na przykład na ulicę Grunwaldzką w Elblągu. Nie dziwię się, że wielu elblążan po prostu boi się konsekwencji likwidacji dyspozytorni. Nikt się z nimi nie spotkał, nie powiedział, to będzie działało tak a tak.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama