Nie obchodzi mnie to czy ludzie za moimi plecami pukają się w czoło, czy nazywają mnie kocią mamą — mówi Krystyna Pliś z Elbląga. — Przecież nie robię nikomu krzywdy, a że dbam o te koty... Chciałabym, aby wszyscy mieli choć trochę serca dla zwierzą. Wtedy i dla siebie nawzajem byliby lepsi.
Chyba na prawie każdej ulicy, na każdym osiedlu, są takie osoby. O wyznaczonych porach wychodzą z domów z reklamówkami jedzeni i idą karmić koty. Doskonale znają miejsca, w których spotykają się bezdomne dachowce, a te za każdym razem witają je z radością. Często są obiektem kpin, niewybrednych żartów, narzekania, że przecież przez te kocury śmierdzi. One jednak tym się nie przejmują i dalej robią swoje, bo jak twierdzą po prostu chcą pomagać. Jedną z takich osób jest Krystyna Pliś z Elbląga.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!