Reklama

Rok ograniczenia wolności dla fałszywego parkingowego


03/10/2012 17:14

— Już więcej nie wrócę na parking — zarzekał się dzisiaj po wyjściu z sali rozpraw 33-letni Sławomir B. Mężczyzna odetchnął z ulgą. Podobnie zresztą pracownicy Płatnej Strefy Parkowania, którym mężczyzna zalazł za skórę. — Może wreszcie będziemy mieli z nim spokój — mówią.




Sławomira B. spotykał niemal każdy kierowca zatrzymujący się na płatnym parkingu przed - nomen omen - sądem.
— To było moje jedyne miejsce pracy — przyznaje szczerze.


33-latek służył tam pomocą kierowcom, wskazując wolne miejsca parkingowe. W zamian od wyjeżdżających odbierał bilety parkingowe - jeśli czas postoju danego kierowcy był krótszy od wykupionego. Te lekko zużyte bilety przekazywał z kolei tym kierowcom, których postój się nieco przedłużył, a kontrolerzy zdążyli za wycieraczką ich aut umieścić wezwanie do opłaty dodatkowej (50 zł). Dzięki temu gapowicze mogli w biurze strefy anulować "mandat" (wykupienie biletu po przekroczeniu opłaconego czasu parkowania zwalnia z opłat dodatkowych). Nie widział w tym nic złego.

— Pomogłem w ten sposób wielu osobom, których nie znałem — twierdził mężczyzna przed sądem, przyznając się do tego procederu.


Sławomir B. za swoje pośrednictwo otrzymywał parę groszy.

— Choć w najlepszych miesiącach zarobiłem tysiąc zł, zwykle było mniej — mówi.


Tymczasem Zarząd Komunikacji Miejskiej (zarządza płatnymi parkingami) ponosił w związku z tym straty.
— Ciężko powiedzieć jak duże, ale często zgłaszały się do nas osoby z prośbą o anulowanie opłaty dodatkowej — przyznaje jeden z pracowników strefy. — Pozbawiał nas wpływu, wprowadzał zamieszanie.


A do tego działał niemal pod nosem biura SPP, bo parking jest usytuowany około 200 metrów od biura strefy.

— Wiele razy informowaliśmy o tym policję, ale to nie przynosiło rezultatu. Zdarzało się, że go zatrzymywano, a on tego samego dnia wracał na parking. To nas bardzo bolało — przyznaje pracownik strefy.


Czasami Sławomir B. "pomagając" kierowcom mówił, że jest pracownikiem ZKM lub ma tam znajomych. I m.in. to go zgubiło. Został oskarżony o wprowadzanie w błąd w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Za takie oszustwo grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.
Sąd i prokuratura uznały jednak występki Przemysława B. za winę mniejszej wagi i przychyliły się do jego wniosku o dobrowolne poddanie się karze. Mężczyzna każdego miesiąca, przez rok, będzie musiał odpracowywać po 20 godz. prac społecznych.

rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama