Reklama

Sąd ustali, czy skatowana ekspedientka pracowała na czarno


07/03/2012 17:17



Przed Sądem Pracy w Elblągu rozpoczął się proces, który ma na celu ustalenie, od kiedy rzeczywiście ekspedientka poszkodowana w napadzie na sklep przy ulicy Komeńskiego pracowała. Sprawę przeciwko właścicielce sklepu (właściwie byłej właścicielce, ponieważ od grudnia biznes prowadzi jej mąż) skierowała Państwowa Inspekcja Pracy w Elblągu. 


24 października ubiegłego roku 21-letni Krystian D. napadł na pracownicę niewielkiego sklepu przy ul. Komeńskiego. Zaatakowana ekspedientka doznała wielu ciężkich obrażeń. Miała m.in. złamany jeden z kręgów szyjnych, liczne rany głowy.
Czytaj również: Ekspedientka skatowana podczas napadu

— Poszkodowana ekspedientka była zatrudniona w sklepie w pełnym wymiarze godzin od 2 sierpnia do 30 listopada 2011 roku — uważa Eugeniusz Dąbrowski, szef PIP w Elblągu.

 Sędzia Sebastian Wojewódka tuż po rozpoczęciu procesu zaproponował zawarcie ugody. Obie strony nie wyraziły na to zgody, przy czym była właścicielka sklepu przyznała, że nie czytała pozwu, więc nie bardzo wie, o co chodzi.

— Bo nie odbierała pani korespondencji sądowej — przypomniał jej sędzia.


— Jeśli chodzi o ustalenie rozpoczęcia pracy w dniu 2 sierpnia, to się nie zgadzam — skwitowała kobieta. 
Dominika S. poinformowała sąd, że ekspedientka przepracowała u niej jeden dzień, na pół etatu. Nie pamiętała dokładnie, kiedy dzwoniła do pani Edyty, aby przyszła do pracy ani od kogo miała do niej numer telefonu.


— Mam kłopoty z pamięcią, to efekt zażywania leków antydepresyjnych — tłumaczyła. — Wcześniej ta pani tylko przyuczała się do pracy. Po wypadku nie doniosła mi zwolnienia lekarskiego, potraktowałam to jako porzucenie pracy.

Kobieta zapewniła, że od razu umówiła się z pracownicą, że da jej umowę na pół etatu.

— Dlaczego więc przed wypadkiem umowa nie została zawarta? — dopytywał Eugeniusz Dąbrowski.

— Bo ja tego nie dopilnowałam, a ona chciała jeszcze brać zasiłek — wyjaśniła. — Po wypadku zmieniła zdanie: chciała całego etatu na czas nieokreślony.



Co innego twierdzi ekspedientka.

— Od 2 sierpnia pracowałam po 8 godzinny dziennie, 6 dni w tygodniu i co drugą niedzielę po 13 godzin — zeznała. — Miałam obiecaną umowę o pracę za najniższą krajową. Prosiłam o nią szefową, ale ona mówiła, że nie ma pieniędzy na ZUS. W tym czasie byłam na zasiłku dla bezrobotnych i bałam się, że zostanę ukarana za jednoczesną pracę na cały etat.


Kobieta twierdzi, że do tematu umowy wróciła po napadzie, gdy szefowa odwiedziła ją w szpitalu.

— Wiedziała, że po wyjściu ze szpitala będę na zwolnieniu lekarskim. Usłyszałam, że mam pokazać zaświadczenie z Urzędu Pracy.
Po około dwóch tygodniach od wyjścia ze szpitala, właścicielka sklepu zaproponowała pracownicy umowę na pół etatu - na miesiąc.
— Nie zgodziłam się na to, bo nie tak się umawiałyśmy — wyjaśniała pani Edyta. 
Troje z przesłuchanych świadków potwierdziło, że pani Edyta od sierpnia pracowała w sklepie przy ul. Komeńskiego lub w drugim punkcie Dominiki S. przy Grobli Św. Jerzego.

Rafał Maliszewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama